WIADOMOŚCI
RECENZJA: Aladdin, Prince Edward Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
douglasmayo
Share
Trevor Dion Nicholas jako Dżin. Fot. Deen van Meer Aladdin
Prince Edward Theatre
4 gwiazdki
Więcej informacji | Zarezerwuj bilety
Magia Disneya powróciła – sceniczna adaptacja kultowego filmu animowanego „Aladyn” zawitała do londyńskiego Prince Edward Theatre.
Wykorzystując piosenki z oryginału, utwory odrzucone podczas produkcji filmu oraz zupełnie nowe kompozycje napisane na potrzeby sceny, „Aladyn” to prawdziwa muzyczna perła, pełna momentów zapierających dech w piersiach. Alan Menken pozostaje niekwestionowanym królem melodii – trudno wyjść z teatru, nie nucąc piosenek usłyszanych podczas spektaklu. Do partytury przywrócono wkład Howarda Ashmana, a słowa utworu Proud Of Your Boy to jedne z najbardziej wzruszających strof w dorobku Disneya od lat. Reżyser i choreograf Casey Nicholaw tchnął w spektakl tyle show-biznesowego blasku, ile tylko zdołał. Widowiskowe numery zbiorowe rzucają na kolana – Friend Like Me to prawdziwy popis kunsztu, po którym w pierwszej części aktu pierwszego oklaski niemal nie cichną. Sukcesy Nicholawa przy The Book Of Mormon oraz Something Rotten ugruntowały jego pozycję jako potęgi świata teatru, a produkcja „Aladyna” dobitnie potwierdza jego talent do oczarowywania publiczności.
Dean Jean Wilson jako Aladyn. Fot. Deen van Meer
Bob Crowley stworzył scenografię przypominającą magiczną szkatułkę z klejnotami. Dawno nie słyszałem, by widownia aż tak wymownie wzdychała z zachwytu; reakcja na widok Jaskini Cudów była po prostu niesamowita. Crowley w dużej mierze odpowiada za wizualną magię spektaklu, w którym Dżin pojawia się i znika na zawołanie. Wraz z projektantką świateł Natashą Katz, Crowley stworzył jedno z najbardziej kolorowych widowisk, jakie widziałem od dłuższego czasu. Kostiumy Grega Barnesa wyglądają na warte miliony. Bogate, wystawne i zdobione taką ilością błyskotek, że lśnią nawet w ostatnich rzędach. W połączeniu ze scenografią dają widzowi poczucie, że każda wydana na bilet funt była tego warta.
Kierownik muzyczny Alan Williams wraz ze swoją znakomitą orkiestrą tchnęli życie w doskonałe orkiestracje Danny’ego Trooba. To potężne, swingujące brzmienie sekcji dętej, którego ostatnio na West Endzie brakowało. Wspaniale było widzieć tłumy zostające po spektaklu, by nagrodzić brawami orkiestrę grającą finałowy utwór.
Spektakl całkowicie dominuje Trevor Dion Nicholas w roli Dżina – to prawdziwy żywioł. Wkracza na scenę z energią, którą można określić jedynie jako atomową. Nicholas, który dołączył do nas prosto z broadwayowskiej obsady, jest sercem tego show – trudno wyobrazić sobie tę produkcję bez niego.
Jade Ewen (Dżasmina) i Dean John Wilson (Aladyn). Fot. Deen van Meer
Dean John Wilson to niezwykle sympatyczny Aladyn. Jest w nieustannym ruchu, przepełnia go energia i świetnie wykorzystuje każdą okazję do scenicznych potyczek z Dżinem. Dżasmina w wykonaniu Jade Ewen jest subtelna i piękna, choć niestety jej głos nie przebija się przez ogrom produkcji tak, jak by się chciało. Jednak ich duet w A Whole New World jest spektakularny i wart ceny biletu sam w sobie. To chwila wytchnienia i czystego podziwu po wszystkich wielkich numerach, które go poprzedzają.
W inscenizacji przywrócono postaci Babkaka (Nathan Amzi), Omara (Rachid Sabitri) i Kassima (Stephen Rahman-Hughes) – komediowych wspólników Aladyna. Cała trójka jest po prostu fenomenalna, a ich radość z gry na scenie udziela się widzom.
Zespół spektaklu „Aladyn”. Fot. Deen van Meer.
Najwyższe noty należą się ciężko pracującemu zespołowi. Przestałem liczyć zmiany kostiumów, jakich dokonywali aktorzy, i po prostu poddałem się spektaklowi, obserwując, jak ta grupa wykonawców powołuje do życia setki postaci na arabskiej pustyni. Brawo!
Jako czarne charaktery, Don Gallagher (Dżafar) i Peter Howe (Jago) są idealni. Potężna obecność sceniczna Gallaghera, zarówno fizyczna jak i wokalna, doskonale kontrastuje z niemal kreskówkową kreacją Jago stworzoną przez Howe'a. Ich współpraca jest bezbłędna, a finałowa scena Gallaghera – w której złoczyńca spotyka swój zasłużony los – to majstersztyk.
Choć porównania do tradycyjnej pantomimy są nieuniknione, ten „Aladyn” to wielki hit, który na londyńskim West Endzie czuje się jak w domu. To szybki, energetyczny i niezwykle satysfakcjonujący wieczór w teatrze – śmiem twierdzić, że radość, jaką daje to widowisko, sprawi, że widzowie będą chcieli do niego wracać.
ZAREZERWUJ BILETY NA „ALADYNA” W PRINCE EDWARD THEATRE ZOBACZ WIĘCEJ ZDJĘĆ Z PRODUKCJI
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności