Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Game Theory, Tristan Bates Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

redakcja

Share

Teresa, Emma i Charlie. Fotografia: Camilla Whitehill Game Theory

1 kwietnia 2015

Teatr Tristan Bates

3 gwiazdki

Recenzja: James Garden

W stosunkowo mało znanej komedii romantycznej „Gra w serca” z 1998 roku z Angeliną Jolie pojawia się scena, w której jej bohaterka mówi: „Mówienie o miłości jest jak tańczenie o architekturze”. Choć jest mało prawdopodobne, by autorka „Game Theory”, Odessa Celt, widziała ten niszowy film – który przyciągnął widzów głównie dzięki szczytowi popularności „Z Archiwum X” i obsadzeniu Gillian Anderson – są to zaskakująco mądre słowa, które każdy dramaturg powinien wziąć sobie do serca, gdy decyduje się na formę teatru jako narzędzia debaty.

Game Theory, teatralny dyptyk wystawiany obecnie w Tristan Bates Theatre, stawia poważne pytania o etykę hymenoplastyki i sekwencjonowania genomu noworodków. Niestety, ludzki wymiar postaci momentami gubi się w gąszczu retoryki.

Pierwsza sztuka, „Membrane”, to historia dwojga byłych kochanków – mężczyzny, wziętego prywatnego chirurga plastycznego, oraz kobiety, gorliwej muzułmanki, która pragnie uchodzić za dziewicę w noc poślubną. Scena staje się więc areną klasycznej debaty: Wschód kontra Zachód.

Wydaje się jednak, że na tym poprzestano.

Mimo solidnej gry Andrew Pugsleya i Nadii Shash oraz Georginy Blackledge w roli żony wygłaszającej wykład w scenie przejściowej, odnosi się wrażenie, że dysputa bierze górę nad akcją. Teatr powinien operować językiem wyniosłym, ale tutaj debata bywa wymuszona, a romantyczna przeszłość bohaterów wydaje się dopisana na siłę, by wykrzesać dramaturgię tam, gdzie naturalnie jej brakuje. Tu właśnie powraca motyw „mówienia o miłości...” – moment, w którym postacie ujawniają swoją wspólną przeszłość, brzmi po prostu nienaturalnie.

Strukturalnie jednak utwór oferuje ciekawe rozwiązanie w postaci sceny wykładu żony lekarza. To udany moment, w którym tekst schodzi na dalszy plan, pozwalając widzowi samodzielnie odczytać znaczenia.

„Mutiny”, druga część wieczoru, boryka się z odwrotnym problemem.

Kwestia sekwencjonowania genomu noworodków jest dziś tematem powszechnym, dostępnym prywatnie i tanio. Szybkie wyszukiwanie w Google czy posłuchanie podcastu „Serial” natknie nas na reklamę „23andMe” – usługi oferującej testy na choroby dziedziczne, reakcje na leki czy czynniki ryzyka genetycznego. Koszt jest stosunkowo niski – około 125 funtów z przesyłką. Test wykonuje się w domu za pomocą wymazu z jamy ustnej. Co prawda nie jest to usługa dedykowana stricte noworodkom, ale nietrudno wyobrazić sobie rodziców kupujących taki zestaw zaraz po powrocie ze szpitala – lub jednego rodzica robiącego to ku przerażeniu drugiego.

Z tego powodu „Mutiny” nieco traci na sile; spór o wyższość sektora prywatnego nad NHS wydaje się bezzasadny, biorąc pod uwagę, że „tania” cena w NHS wspomniana przez ojca jest tylko o 25 funtów niższa niż ta rzeczywista rynkowa – a zestaw „23andMe” kosztuje 1/7 tego, co fikcyjna oferta prywatna w sztuce. Co ciekawe, reakcje bohaterów na świat, w którym się znaleźli, wydają się tutaj znacznie bardziej autentyczne i przemyślane. Rodzice reagują na otaczające ich zdarzenia, ujawniając tym samym swój charakter, zamiast bez przerwy opowiadać nam o tym, kim są i co czują.

Być może dlatego kreacje Andrew Pugsleya i Georginy Blackledge w tej części dyptyku są nie tylko bardzo dobre, ale o wiele silniejsze niż w „Membrane”. Tu pozwolono im ucieleśnić swoje role bez zbędnego gadulstwa. Podobnie Nadia Shash – o ile w „Membrane” jej dydaktyzm jako kobiety desperacko pragnącej uchodzić za dziewicę nie zawsze przekonuje, o tyle w „Mutiny” nadaje barw i życia postaci Pielęgniarki, tworząc rolę wielowymiarową, od której trudno oderwać wzrok.

Sama produkcja jest niezwykle starannie przygotowana – scenografka Fi Russell i reżyser światła Matthew Swithinbank wykonali świetną, przemyślaną pracę. Z kolei oprawa dźwiękowa Matthew Wilkinsona jest zachwycająco dyskretna, a przy tym doskonale dopełnia świat przedstawiony.

Podsumowując, „Game Theory” pozostawia widza z większą liczbą pytań niż odpowiedzi. Niestety, dotyczą one częściej formy i struktury spektaklu niż samej materii, o której próbuje on dyskutować.

Spektakl „Game Theory” jest wystawiany do 18 kwietnia 2015 roku w Tristan Bates Theatre

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS