WIADOMOŚCI
RECENZJA: Ana Gasteyer i Seth Rudetsky, Seth Concert Series Online ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves recenzuje występ Any Gasteyer i Setha Rudetsky'ego w najnowszej odsłonie cyklu Seth Concert Series dostępnego online.
The Seth Concert Series: Seth Rudetsky i Ana Gasteyer
Online
Niedziela 6 (na żywo) i poniedziałek 7 (powtórka) grudnia
5 gwiazdek
Strona internetowa Setha Rudetsky'ego
Ten odcinek dobrze nam już znanego formatu kabaretowego talk-show Setha Rudetsky'ego zaczął się z dużą energią. Ana Gasteyer wkroczyła na ekran z rzadko spotykanym i niezwykle mile widzianym ruchem w tej zazwyczaj dość statycznej formule. Natychmiast zaprezentowała swoje estradowe umiejętności dynamicznym (i jakże aktualnym) hitem Irvinga Berlina „I've Got My Love To Keep Me Warm”. Po tym radosnym wstępie atmosfera stała się jeszcze bardziej bąbelkowa dzięki staremu numerowi The Andrews Sisters „Proper Cup of Coffee” (autorstwa, co zapewne wszyscy pamiętamy, Aarona Gershunoffa i Emanuele Pellegriniego). Te solidne utwory spajały błyskotliwe i iskrzące anegdoty Gasteyer, które – w połączeniu z ciętym humorem i szybkim tempem ripost pana Rudetsky'ego – tworzyły doskonałą mieszankę.
Obdarzona głosem, który potrafi płynnie przejść od szorstkiej swojskości gospodyni domowej z Bronxu po szeptaną wyrafinowaną elegancję Meryl Streep, Ana jest wyśmienitą gawędziarką. Przykłada tyle samo uwagi do swoich opowieści, co do występów muzycznych (z wyraźnym wyjątkiem jej gry na skrzypcach, którą również mieliśmy okazję usłyszeć). Utwór Juliana Fleishera „Nothing Rhymes With Christmas” – pastisz komediowej piosenki z lat 40. – został wykonany bezbłędnie, zanim rozmowa zboczyła w ogólnym kierunku Barbry Streisand.
„Don't Rain On My Parade” (Bob Merrill/Jule Styne) – finał pierwszego aktu, który może służyć za wzór wszystkich finałów – pokazał nam pełnię jej rozkwitającego głosu. Unikano tu jednak wyłącznie „wielkiego” repertuaru, przechodząc w kolejny jazzowy numer, „Everybody's Waiting For The Man With The Bag” (świąteczna ciekawostka z 1950 roku autorstwa Irvinga Taylora, Dudleya Brooksa i Hala Stanleya). Nastroje i tony zmieniały się tak szybko, że można było poczuć zawrót głowy. Następnie przeszliśmy do dyskusji o „Saturday Night Live”, gdzie La Gasteyer również święciła triumfy w ramach swojej kariery aktorskiej, dubbingowej i komediowej.
Program ten stał się jednak także gratką dla zwolenników wartości rodzinnych: rzadko który odcinek mija bez pojawienia się w kadrze innych domowników zaproszonych gości. W tej odsłonie – drodzy czytelnicy – poznaliśmy Ulyssesa, jej 12-letniego syna, z którym wspólnie zaśpiewała „He's Stuck In The Chimney Again”. Miss Gasteyer napisała do tego utworu tekst, który jest wyjątkowo błyskotliwy. Potem przeszliśmy do „If You're In The Market For A Miracle”, kolejnej żydowskiej wariacji na temat czasu dobrej woli, wykonanej w stylu przypominającym Toma Lehrera.
Następnie zaprezentowano kolejną piosenkę autorstwa Gasteyer, kolejny „świecki, sezonowy przebój”. Choć wiedzieliśmy, czego się spodziewać, zaskoczył nas aksamitny głos w stylu Jackie Dankworth w tytulowym utworze z albumu naszej głównej gwiazdy: „Sugar and Booze”. Płyta ta, nawiasem mówiąc, była eksponowana przez cały program na pulpicie nutowym w salonie Any, między nią a fortepianem. Brawa należą się również Deannie Earl, zwyciężczyni cotygodniowego konkursu, która potężnie zaśpiewała ostatnie takty „Defying Gravity”. Gasteyer – oddajmy jej sprawiedliwość za tę reakcję! – zapytała: „Co ona za to dostanie?”. Cóż... „Sławę” i bilety na spektakl na Broadwayu (sponsorem programu jest „Broadway World”, dla tych z Państwa, którzy mają problem z łączeniem faktów...).
W każdym razie, potem Ana mogła zaśpiewać w całości piosenkę z „Wicked”: „The Wizard and I”. Brzmiało to jak kolejny finał (w zasadzie większość piosenek w „Wicked” tak brzmi). Prawdziwa zmiana stylu nastąpiła przy pożegnalnym „You're A Mean One, Mr Grinch” (zaskakująco trwały przebój napisany do oryginalnej kreskówki z 1966 roku „How The Grinch Stole Christmas”). Ana wykonała go z przyjemną mieszanką kabaretowego przeciągania sylab i broadwayowskiego profesjonalizmu.
Jak wiele rzeczy efektownie zapakowanych na święta, program ten miał być może w sobie nieco więcej brokatu i blichtru niż głębi, ale na takie błyskotki zawsze znajdzie się rynek, a ta edycja z pewnością wiedziała, jak do niego trafić. Klasa sama w sobie.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności