WIADOMOŚCI
RECENZJA: Greywing House, Vault Festival ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Udostępnij
Greywing House
Vault Festival
1 lutego 2017
3 gwiazdki
Tymczasem na scenę The Cavern (części głównego „systemu” podziemi) powróciło znakomite dzieło Molly Beth Morossy z ubiegłego roku: „Greywing House” – nie do końca współczesny, gotycki horror w formie monodramu. Morossa stworzyła genialną ramę narracyjną: jako gospodyni ustronnego pensjonatu na bliżej nieokreślonej wyspie, ubrana w serię wzorzystych sukienek z lat 40., zwraca się do nas jak do weekendowych „gości”. W ten sposób przemyca lokalne plotki, skandale, wykroczenia i zbrodnie o coraz bardziej alarmujących proporcjach. Sama wciela się w szereg postaci, podczas gdy inne ożywają dzięki pomysłowej reżyserii dźwięku Andy'ego Goddarda. Bohaterka staje się coraz bardziej nieobliczalna w miarę odkrywania swojej mrocznej przeszłości: Co sprowadziło ją na wyspę? Dlaczego tu zostaje? Dlaczego nie może wyjechać? Jeśli ten pensjonat sam w sobie nie jest częścią miasteczka Royston Vasey, to z pewnością leży tuż obok.
Morossa pisze z rozbrajającą prostotą – przynajmniej na początku. Naturalna swoboda dominuje podczas uprzejmego zapoznawania nas z tym miejscem. Z czasem jednak zauważamy w jej mowie pewną malowniczość: zaczynamy wyraźnie wyczuwać rytm, a nawet rym, który przypływa i odpływa, zamiast być stałym elementem scenariusza. Trwa to do momentu, gdy światło gwałtownie się zmienia i nagle znajdujemy się „wewnątrz” jej umysłu – słyszymy wówczas wspaniały, skierowany prosto do nas poemat, po czym światło wraca do „rzeczywistości”, a my tracimy tę liryczną intensywność – przynajmniej na chwilę. Muzyka Daniela Crossa podąża podobnie zmiennymi i nieoczekiwanymi ścieżkami, podobnie jak urocze projekcje wideo Steve'a Edwina. Całość spaja jednak nieustannie pomysłowe wykorzystanie technik dramatycznych przez Morossę, połączone z wprawą kabareciarza przez reżysera Toma Crowleya (którego firma Crowley and Co jest współproducentem spektaklu wraz z samą artystką). Do tej płodnej mieszanki dochodzi piękna choreografia Shealagh White: właścicielka przybytku posiada mimowolną zdolność do osiągania zastygnięcia i skupienia, a z tej pozy regularnie wybuchają niezwykle ekspresyjne formy ekspresji, tworząc bardzo satysfakcjonujące momenty akcji dramatycznej.
Wybór lokalizacji bezsprzecznie potęguje to ponure widowisko – przestrzeń zdaje się rozpływać w wilgotnych, cienistych zakamarkach nieskończonych piwnic pod stacją Waterloo. Niemniej jednak całość sprawia czasem wrażenie sprytnego ciągu upiornych, a niekiedy makabrycznych scenek rewiowych. Niektóre są lżejsze w tonie, inne zanurzają nas w mroku godnym Edgara Allana Poe czy M.R. Jamesa – szczególnie opowieść o pannie młodej i jej koronkach. Detale są zachwycające. Jestem pewien, że jeszcze usłyszymy o Molly Beth Morossie.
WIĘCEJ INFORMACJI O GREYWING HOUSE NA STRONIE CROWLEY AND CO
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności