Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Macbeth, Dock X London ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Paul T Davies recenzuje „Makbeta” z Ralphem Fiennesem – spektakl można już oglądać w londyńskim Dock X.

Ralph Fiennes. Fot. Marc Brenner Makbet

Dock X, Londyn

15 lutego 2024

4 Gwiazdki

KUP BILETY

Witajcie w strefie wojny. Większość współczesnych inscenizacji „Makbeta” nawiązuje do globalnych konfliktów i nie inaczej jest w tym przypadku. Publiczność wkracza do środka, mijając płonące wraki samochodów, żołnierzy i słysząc nad głowami huk helikopterów – to koncepcja, która zdążyła się już stać niemal tradycją. Jednak prawdziwy chaos zaczyna się na samej widowni: ekscentryczny układ miejsc, maleńkie numery na fotelach i mocno zagubieni widzowie. Warto zarezerwować sobie sporo czasu na wciśnięcie się w małe, plastikowe i niezbyt wygodne siedzenia. Zaletą jest jednak to, że scena typu thrust wychodzi głęboko w stronę publiki, co tworzy atmosferę intymności w tej ogromnej hali.

Ben Allen. Fot. Marc Brenner

Ralph Fiennes to Makbet genialny. Od samego początku odsłania przed nami skrywane ambicje, operując nienaganną dykcją – słowa takie jak „morderstwo” wybrzmiewają z niezwykłą mocą, przeszywając widownię. Upadek jego kompasu moralnego został odmalowany po mistrzowsku. Nieco mniej przekonały mnie jego niemal kabaretowe żarty, zwłaszcza w scenach uczty, choć trzeba przyznać, że nieźle współgrały z narastającą paranoją bohatera. W tej inscenizacji znajdziemy zresztą sporo humoru – w większości cierpkiego, choć czasem chyba niezamierzonego. Lady Makbet w wykonaniu Indiry Varmy świetnie wykorzystuje swój naturalny talent komediowy, jednak jej finałowa klęska wydaje się przez to mniej wiarygodna. Namawia do zgładzenia Dunkana niemal zbyt lekko, choć scena mycia rąk, obrazująca jej załamanie psychiczne, jest zagrana przejmująco. Na pochwałę zasługuje Jonathan Case jako doskonały Seyton – zawsze obecny, zawsze knujący, zawsze spadający na cztery łapy. Steffan Rhodri w roli Banka to prawdziwy celtycki „człowiek z ludu”, który rozkoszuje się tekstem, z wielką swobodą niosąc słowa Szekspira ze swoim walijskim akcentem. Ben Turner jako Macduff jest znakomity; jego żałoba jest całkowicie autentyczna, a chęć zemsty wręcz emanuje ze sceny. Cały zespół aktorski prezentuje się zresztą bardzo solidnie, a trzy wiedźmy, wplątany w wiele scen jako świadkowie wydarzeń, zdają się pławić w sianym przez siebie zniszczeniu.

Ralph Fiennes i Indira Varma. Fot. Marc Brenner

Choć produkcja nie oferuje przełomowych interpretacji, akcja toczy się w szybkim tempie. Sceny bitewne – w których las Birnam przechodzi przez środek widowni – są absolutnie porywające, co jest zasługą reżyserki walk Kate Waters. Reżyseria Simona Godwina w pełni wykorzystuje przestrzeń areny i, z Fiennesem jako głównym magnesem na widzów, z pewnością nie rozczarowuje.

Ben Turner. Fot. Marc Brenner

Lucy Mangan, Danielle Fiamanya i Lola Shalam. Fot. Marc Brenner

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS