WIADOMOŚCI
RECENZJA: Notre-Dame de Paris w London Coliseum ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Udostępnij
Julian Eaves recenzuje musical Notre-Dame de Paris, który w tym tygodniu zagościł na krótkiej serii występów w londyńskim Coliseum.
Clopin (Jay) oraz chór Notre-Dame de Paris. Zdjęcie: Patrick Carpenter Notre-Dame de Paris
London Coliseum
23 stycznia 2019
4 gwiazdki
Powszechnie wiadomo, że budowa wspaniałej gotyckiej katedry Notre-Dame na wyspie Île de la Cité trwała 200 lat. Ten niemal równie monumentalny spektakl muzyczny o słynnym garbatym dzwonniku jest wystawiany dopiero od ułamka tego czasu. Jednak sądząc po entuzjastycznej reakcji publiczności podczas niedawnej wizyty w Coliseum, musical ten może pozostać z nami jeszcze długo i pewnego dnia dorównać czasem trwania budowie swojego szacownego pierwowzoru.
Oparte na melodramatycznej opowieści Victora Hugo widowisko ukazuje prostą, lecz poruszającą historię tragicznej miłości Quasimodo do cygańskiej dziewczyny, Esmeraldy. Sytuację komplikują jej miłosne perypetie z aż trzema innymi mężczyznami (nieźle!). Spektakl gościł już wcześniej w Londynie w angielskim tłumaczeniu w Dominion Theatre przez półtora roku, krótko po premierze pod koniec lat 90. (która odbyła się w przypominającym hangar Palais des Congrès). Chociaż jest to rock-opera (w pewnym sensie), daleko jej do dramatycznego napięcia znanego z „Nędzników” i nie należy do niej podchodzić w ten sam sposób. To w rzeczywistości sekwencja dość statycznych „chansons” – samodzielnych piosenek, których można słuchać z przyjemnością w oderwaniu od całości. Nie jest to zaskoczeniem, biorąc pod uwagę, że kompozytor Richard Cocciante wywodzi się z francuskiej muzyki pop. Przedstawienie sprawia wrażenie rozbudowanej średniowiecznej wersji Eurowizji, w której piosenki mogła wystawić WYŁĄCZNIE Francja: z frankofońskiego punktu widzenia to sytuacja idealna!
Angelo Del Vecchio (Quasimodo) i Hiba Tawaji (Esmerelda). Zdjęcie: Alessandro Dobici
Teksty Luca Plamondona są napisane w połączeniu francuskiego i dialektu z Quebecu (główny czarny charakter, Frollo, jest tu grany przez swojego oryginalnego odtwórcę, pochodzącego z Manitoby Daniela Lavoie) – i szczerze mówiąc, brzmią one o niebo lepiej w oryginale. Nawet jeśli Jeremy Sams przygotował eleganckie i wierne tłumaczenie na potrzeby napisów nad sceną (można było na nie zerkać, ale akcja sceniczna była tak przejrzysta i łatwa do śledzenia, że nie było to konieczne). Francuskojęzyczna obsada śpiewająca w ojczystym języku była prawdziwą ucztą dla muzycznych purystów. Niemniej jednak, nie raz miało się wrażenie, że postacie – zamiast nosić stroje Caroliny van Assche nawiązujące do XV wieku i pozować na tle brutalistycznego, szarego zestawu dekoracji Christiana Raetza – równie dobrze mogłyby siedzieć na wysokich hokerach i śpiewać do siebie przez smukłe mikrofony w telewizyjnym show sprzed 40 lat.
W gruncie rzeczy estetyka telewizyjnego spektaklu mogłaby nieco ożywić dość monotonną choreografię Martino Muellera. Każda z piosenek jest pomyślana jako odrębny byt i ich wspólna siła niekoniecznie rośnie, gdy są prezentowane jako jednolita całość. Wręcz przeciwnie. W prawdziwym duchu francuskiej chansonnerie, każdy utwór oddaje – i to perfekcyjnie – konkretny nastrój. Im bardziej reżyser Gilles Maheu i projektant oświetlenia Alain Lortie zdawali się to rozumieć, tym głębszy stawał się przekaz spektaklu.
Obsada Notre-Dame de Paris. Zdjęcie: Alessandro Dobici
Tymczasem obsada była ozdobą produkcji zarówno pod względem wizualnym, jak i wokalnym. Libanka Hiba Tawaji stworzyła pełną przepychu kreację tragicznej cyganki: bez ani jednego niesfornego kosmyka włosów, przetrwała biedę i zginęła w więzieniu, wyglądając przy tym olśniewająco w stroju w stylu Diora, zastąpionym później wełnianym szlafrokiem. Jako jeden z jej kochanków, kapitan straży Phoebus, zniewalająco przystojny Martin Giroux prezentował się znakomicie w kolczudze à la Paco Rabanne (z asymetrycznym zamkiem) i dopasowanych czarnych jeansach. Rozumieją państwo zamysł? Pozostałe postacie również prezentowały się z wyczuciem wysokiego krawiectwa. Lavoie był posągowy w sztywnym stroju w stylu Karla Lagerfelda; Quasimodo – wspaniały baryton Angelo Del Vecchio sprowadzony z Włoch – był bardziej awangardowy w duchu Jeana-Paula Gaultiera; narrator, poeta Gringoire (rewelacyjny Richard Charest, który przyciągnął do teatru sporą grupę swoich fanów), przypominał postać z projektów Yves Saint Laurenta; Alyzee Lalande jako Fleur-de-Lys uosabiała styl Jane Birkin w kreacji niczym od Givenchy; wreszcie Jay jako Clopin był niczym męski model Thierry'ego Muglera. Wyglądali – i brzmieli – po prostu świetnie!
Na scenie był też chór, owinięty w strzępy tkanin tak, by nie odciągać uwagi od strojów głównych wykonawców. Subtelnym ukłonem w stronę zmysłowości było pięciu muskularnych akrobatów o niesamowitej gibkości, którzy często pojawiali się bez koszulek, zachwycając rzeźbą ciał i fenomenalną sprawnością. Prawdę mówiąc, ich popisy były dramatycznym punktem kulminacyjnym produkcji, której surowość akcji scenicznej bardziej przypominała rygor utworów Corneille’a niż przepych rewii z Lido.
Obsada Notre-Dame de Paris. Zdjęcie: Alessandro Dobici
Tego samego nie można powiedzieć o muzyce. Wszystkie serca podbił melodyjny urok partytury (opartej głównie na podkładzie z nagraniami wspaniałych aranżacji samego Cocciante, a także Serge'a Perathonera i Jannicka Topa). Oficjalnie wszystkim dowodził Matthew Brind, który spod batuty precyzyjnej niczym metronom towarzyszył garstce muzyków sekcji smyczkowej orkiestry ENO w niemal pustym kanale.
To specyficzny rodzaj rozrywki, z pewnością nie każdemu przypadnie do gustu, ale przecież – co przypada? Jednak w ciągu tygodnia w Coliseum spektakl przyciągnął tłumy, i to tłumy niezwykłe: kosmopolityczną, międzynarodową widownię, która po raz kolejny dowiodła, że Londyn jest światową stolicą kultury. Idąc na ten musical, nie wiedziałem, czego się spodziewać, i bardzo się cieszę, że go zobaczyłem. Zostałem oczarowany i uwiedziony. Jakże to francuskie!
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności