Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Barbu, London Wonderground ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Richard Earl

Share

Barbu

London Wonderground

5 gwiazdek

Zarezerwuj teraz

Zacznę od krótkiego wyznania: jeśli jeszcze nigdy nie byliście w London Wonderground, naprawdę tracicie coś wyjątkowego! Gorąco zachęcam każdego, kto nie miał jeszcze okazji zasmakować tych radosnych wieczorów (czy też dni, jeśli wybierzecie się na matinee) na londyńskim Southbanku, aby czym prędzej tam pognał i oddał się tej rozkoszy. Kupujcie bilety, bądźcie na miejscu wcześniej, wypijcie drinka, zjedzcie coś pysznego z jednego ze stoisk i po prostu dajcie się porwać czystej zabawie. Moim skromnym zdaniem nie ma lepszego sposobu na spędzenie letniego wieczoru w Londynie niż w tym miejscu – i niezależnie od kaprysów pogody, w powietrzu unosi się tam wszechobecna, słoneczna atmosfera. Od razu przypominają mi się letnie noce na festiwalu Fringe w Edynburgu – co potęguje widok gigantycznej fioletowej krowy (Giant Purple Cow) dominującej nad horyzontem – gdy wszyscy luzują krawaty, podwijają rękawy i bez reszty oddają się wieczornej rozrywce.

Dzisiejsze show nie odbyło się jednak w Purple Cow, lecz w Spiegeltent – namiocie tuż obok, w którym gości wiele hitów London Wonderground. Spiegeltent to tymczasowa konstrukcja wznoszona co roku specjalnie na ten sezon. Ma w sobie niesamowity, ekscentryczny urok, przypominający nieco sfatygowany namiot cyrkowy – ale nie sposób poczuć się tu bardziej ugoszczonym! Dzięki dużemu barowi i miejscom do siedzenia na zewnątrz w formie replik wagoników z wesołego miasteczka, tętniąca życiem atmosfera udziela się nam, zanim jeszcze zajmiemy miejsca. Występy tutaj są przeważnie głośne, rubaszne i pełne energii – w programie często dominuje komedia. Nie jest to rodzaj „sztuki”, przy którym trzeba zachowywać sztywne konwenanse; nadszedł czas, by rzucić się w wir zabawy – picie trunków jest tu wręcz wskazane.

Dziś wieczorem oglądaliśmy BARBU w wykonaniu Cirque Alfonse (kanadyjskiej grupy cyrkowej z Quebecu). To napędzana adrenaliną, przymrużeniem oka, głośna, radosna, seksowna i dziwaczna jazda bez trzymanki od początku do końca. BARBU jest opisywane jako Electro Trad Cabaret i to określenie idealnie oddaje ten gatunek. Spektaklowi przez cały czas towarzyszy muzyka na żywo – czwórka muzyków wypełnia przestrzeń zaraźliwą fuzją folku i elektroniki, która natychmiast sprawia, że adrenalina zaczyna krążyć w żyłach, zanim jeszcze rozpoczną się ewolucje przeczące prawom grawitacji. Muzyka jest integralną częścią show, buduje napięcie przez cały czas trwania i ani na moment nie gubi rytmu, współgrając idealnie z tym, co dzieje się na scenie.

Alain Francoeur, reżyser BARBU, mówi: „W BARBU chodzi o badanie cyrku, patrzenie w przeszłość i sprawdzanie, czym stał się dzisiaj. Esencja cyrku pozostaje taka sama; zaspokaja potrzebę bycia świadkiem rzeczy nadludzkich…”. I spektakl zdecydowanie dotrzymuje tej obietnicy. Od momentu, gdy zespół wpada na scenę w kraciastych koszulach, mknąc na wrotkach, atmosfera jest naelektryzowana, a widz nie może się oprzeć, by nie dać się wciągnąć. W miarę postępu show akcja staje się coraz większa i bardziej odważna, z nogą dociśniętą do pedału gazu. Ubrania są stopniowo zrzucane, aż ci krzepcy mężczyźni zostają w samych slipach i ze swoimi potężnymi brodami – i co to są za brody! Jest moment, w którym panowie na wrotkach przeciągają się nawzajem po scenie właśnie za zarost. W samą tkankę tego dzieła wpisana jest figlarność i zuchwałość, przez co trudno nie poczuć do nich ogromnej sympatii! Mimo rosnącego ryzyka, spektakl ani na moment nie traci swojego radosnego charakteru. Poziom zgrania tego zespołu to sam w sobie wyczyn godny podziwu – co więcej, widać, że świetnie się przy tym bawią. Ta radość jest naprawdę zaraźliwa. Jednym z punktów kulminacyjnych jest scena, w której jedna z kobiet zostaje rozbujana tak blisko ziemi przy wielkiej prędkości, że udaje jej się zapalić potartą o podłogę zapałkę, którą trzyma w ustach.

Oprócz wrotek mamy tu niesamowite popisy siły, równowagi, akrobatyki, tańca na rurze oraz klaunady – która jest wpisana w styl każdego wykonawcy, a w czystej formie ucieleśnia ją Lucas Jolly, mentalista i magik w jednym. Szybkość i zręczność przejść między scenami odbywa się z niezwykłą płynnością, sprawiając, że publiczność ciągle zgaduje i prosi o więcej – wliczając w to momenty, w których cała widownia wspólnie wstrzymuje oddech.

Wracając do słów reżysera, Francoeur podkreśla nie tylko, że show „zaspokaja potrzebę bycia świadkiem rzeczy nadludzkich”, ale przede wszystkim, że pozwala nam „uciec od realiów życia”. To idealny sposób, by zatracić się na jeden wieczór. Dziwne, intrygujące, seksowne, nietuzinkowe i dające ogromną frajdę. Jest nawet okazja, by kupić shoty i wziąć udział w zabawnej loterii. Na co więc czekacie? Rezerwujcie bilety już teraz. To pozycja obowiązkowa tego lata.

ZAREZERWUJ BILETY NA BARBU W LONDON WONDERGROUND DO 25 WRZEŚNIA 2016

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS