Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Sid, Above The Arts ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Udostępnij

Sid

Above The Arts

21 września 2016

5 gwiazdek

Zarezerwuj bilety

Jeśli ostatnim razem słyszeliście o Sidzie Viciousie przy okazji oglądania Gary'ego Oldmana powoli umierającego z powodu uzależnienia od heroiny w filmie biograficznym Alexa Coxa z 1986 roku pt. „Sid i Nancy”, będziecie zachwyceni wiadomością, że Sid powraca – i jest tak samo toksyczny i destrukcyjny, jak wtedy.  No, prawie.

Wszystko to zasługa znakomitego nowego autora, Leona Fleminga, który odmłodził tę 62-letnią mityczną postać poprzez postać obsesyjnego, maniakalnego i sprawiającego kłopoty, mniej więcej 18-letniego rewolucjonisty mieszkającego z mamą – Craiga.  Nasz bohater w tym jednoaktowym dramacie nie jest małomównym, drwiącym i grymaśnym gitarzystą The Sex Pistols, lecz despotą jedynie we własnej sypialni, tyranem tylko dla samotnego rodzica i sąsiadów (których od czasu do czasu ogłusza puszczaną z wieży muzyką punkową).  Craig ma oczywiście listę znienawidzonych rzeczy, co stanowi trzon (ach, te substancje…) jego „wykładu”, będącego agresywną tyradą – ba, wręcz nagonką! – na wszelkie zło i krzywdy, które obrażają jego wrodzone poczucie tego, co słuszne, sprawiedliwe i właściwe.  Tak, oto świat punka, w którym nie ma żadnych reguł poza anarchią, a ta reguła jest rygorystycznie egzekwowana!  O tak, anarchia musi być wyrażana w ściśle określony sposób, a biada temu, kto nie sprosta oczekiwaniom!  Podziwiamy płynność i „speed” (ach tak, amfetamina…), z jakimi nas atakuje, zarówno ze sceny, jak i podczas nieobliczalnych wypadów w głąb widowni.  Nosi tani, punkowy rynsztunek, który – choć monotonny – wygląda na regularnie prany (bez wątpienia przez mamę!).

Choć wydaje się, że nie ma żadnych przyjaciół (co nas nie dziwi), ze zdumieniem odkrywamy, że ma dziewczynę.  A raczej miał.  Wybranka uciekła na studia (tzw. „uni”), co od razu podaje w wątpliwość jej punkowe ideały.  Podczas gdy Craig wyznaje oficjalne kredo „No Future!”, to po prostu izoluje go od wszystkich innych.  Nie izoluje to jednak Dario Coatesa, genialnego młodego aktora, który tchnął w niego życie w tym monodramie: Dario nie tylko ucieleśnia postać Craiga, ale staje się – w mgnieniu oka – każdą inną osobą, którą Craig spotyka.  Relacjonuje nam swoją podróż do studenckiego miasta dziewczyny, a rozmowy między nimi oraz jej „znajomymi z roku” są popisowo odegrane za pomocą błyskawicznych dialogów, w których Coates z chirurgiczną precyzją niemal w ułamku sekundy przeskakuje między głosami nawet pół tuzina postaci naraz.  To elektryzujący występ.

Zgodnie z naszymi przewidywaniami, wizyta na uczelni nie kończy się dobrze, a jej następstwa są jeszcze gorsze.  W tym momencie w pełni doceniamy, jak mało Craig rozumie z otaczającego go świata: w rzeczywistości jest niewiele więcej niż naiwniakiem.  Kiedy dziewczyna kończy ich (teraz już zdalny i napięty) związek, chłopak jest autentycznie oszołomiony ta nieoczekiwaną utratą siły i pewności siebie, co sprawia, że zaczynamy mu współczuć, zamiast widzieć w nim tylko kolejnego irytującego, pyskatego nastolatka.  Jednak prawdziwym zwycięzcą w naszych sercach jest olśniewający kunszt Coatesa, który z brawurą linoskoczka radzi sobie z psychologicznymi zmianami, sprawiając, że zależy nam na losie bohatera – i że chcemy, by Craigowi też na nim zależało.  Kiedy postać daje upust swej wściekłości, odbieramy to jako zniewagę wobec kogoś, kogo zdążyliśmy polubić, a ten wybuch jest głęboko niepokojący – w podobny sposób, w jaki sztuki O’Neilla czy Czechowa budzą empatię wobec niszczycielskiej rozpaczy ich zagubionych bohaterów.

Sukces tego przedsięwzięcia to zasługa zgranego triumwiratu: Coatesa, Fleminga i reżysera Scotta Le Crassa.  Każdy z nich wnosi entuzjazm dla różnych, często kontrastujących elementów współczesnego teatru i kultury młodzieżowej.  Dzięki ich współpracy, dziesięciominutowy szkic rozrósł się w znacznie bardziej rozbudowany i dopracowany monodram.  Producent Andrea Leoncini wspiera ten proces rozwoju wraz ze swoim utalentowanym zespołem kreatywnym i technicznym.  Kto wie, dokąd zajdą z tym dalej.  Na razie spektakl można zobaczyć w Above The Arts.  Warto się wybrać.

Grane do 8 października

Zdjęcia: Roy Tan

ZAREZERWUJ BILETY NA SPEKTAKL „SID” W THEATRE ABOVE THE ARTS

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS