Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

MOJE ULUBIONE MUSICALE – Paul T Davies

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Głosowanie w plebiscycie na 100 Najlepszych Musicali kończy się w niedzielę o 23:50. Poprosiliśmy kilku naszych recenzentów o podzielenie się refleksjami na temat ich ulubionych tytułów.

Paul T Davies, który właśnie wrócił z festiwalu w Edynburgu, opowiedział nam o swoich faworytach:-

"Długo nie mogłem przekonać się do musicali. W dzieciństwie mój kontakt z nimi ograniczał się do amerykańskich ekranizacji, które uwielbiała moja mama; nigdy nie chodziliśmy do prawdziwego teatru. Niektóre z tych filmów to klasyki, ale ja ich szczerze nienawidziłem! Były przesłodzone i lukrowane, chłopak zawsze zdobywał dziewczynę, a wszystko wydawało się tak potwornie sztuczne. Może nie wypada tego mówić, ale nie znoszę The Sound of Music – co wy w tym widzicie? Najbardziej irytujące w The Sound of Music jest to, że nawet jeśli go nienawidzisz, znasz każdą piosenkę. Właśnie jedna gra ci w duszy, prawda? Niech to szlag, ja też ją teraz słyszę! Muszę zaraz puścić Led Zeppelin, żeby to z siebie wygnać – może Climb Every Stairway to Heaven? Przełomem było dla mnie Blood Brothers. I to nawet nie wersja z West Endu, którą ostatecznie widziałem przynajmniej cztery razy, ale świetna inscenizacja w Sherman Theatre w Cardiff, na którą wyciągnięto mnie siłą jakieś... trzydzieści lat temu? To był musical o klasie robotniczej, przemawiający językiem mojego środowiska, taki, na którym śmiałem się do łez i – co istotne – który nie kończył się happy endem. Fortepianowy wstęp do Tell Me It’s Not True do dziś przyprawia mnie o dreszcze. Potem szybko przyszła kolej na genialną amatorską produkcję Sweeny Todd, a gdy pokochałem West Side Story, zrozumiałem, o co chodzi. O trupy. Dajcie mi musical, w którym na końcu ścielą się gęsto, a będę wniebowzięty. Nędznicy – jak najbardziej, chcę słyszeć śpiew ludu. W Assassins Sondheima są nawet... no cóż, zamachowcy. Oczywiście z biegiem lat ukryty we mnie mroczny gotyk nieco złagodniał. Hairspray, Producentów, Billy'ego Elliota i wiele innych darzę ogromną sympatią; sprawiają, że wychodzę z teatru w noc z szerokim uśmiechem na twarzy. Wciąż jednak mam słabość do dzieł, które można określić jako „wymagające”. The Last Five Years pozostawia mnie obojętnym, kompletnie nie obchodzą mnie ci egocentryczni bohaterowie, ale The Scottsboro Boys jest poruszające i niezapomniane. Zdecydowanie wolę Przebudzenie wiosny od Oklahomy!

Wspólny ból łączy, więc jeśli zamiast broadwayowskich uśmiechów i piór wolicie mroczniejsze klimaty i tragiczny finał wieczoru, dajcie znać! Możemy wspólnie popłakać i pogrążyć się w melancholii!"

ZAGŁOSUJ TERAZ W PLEBISCYCIE NA 100 NAJLEPSZYCH MUSICALI

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS