Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Kiss Me, Trafalgar Studios ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Ben Lloyd Hughes i Claire Lams w spektaklu Kiss Me. Fot.: Robert Day Kiss Me|

Trafalgar Studios

9 czerwca 2017

4 gwiazdki

ZAREZERWUJ BILETY To kolejne kameralne spotkanie w Trafalgar Studios, po wystawianym tam wcześniej w tym roku 46 Beacon. Nie jest to jednak opowieść o przelotnej znajomości, lecz oryginalne spojrzenie na powojenną traumę oraz skutki żałoby i samotności. Mamy rok 1929; spotykają się mężczyzna i kobieta. Ona jest wojenną wdową – jej mąż zginął podczas I wojny światowej – i desperacko pragnie dziecka. On jest gotów jej w tym pomóc, a wszystko to odbywa się w ramach swoistego eksperymentu społecznego, mającego na celu walkę z Tanatosem, bogiem zniszczenia. Prosty układ, który – co oczywiste – okazuje się znacznie bardziej skomplikowany.

Ben Lloyd-Hughes i Claire Lams w Kiss Me. Fot.: Robert Day

W bogatym dorobku Richarda Beana znajdziemy zarówno farsy, jak "Człowiek dwóch panów" (One Man, Two Guvnors), jak i czułe, wspaniałe duety, takie jak ten. Zgodnie z ustalonymi zasadami, parze nie wolno całować się w usta, jednak mimo tych ograniczeń bohaterowie zbliżają się do siebie i zakochują. Gra aktorska jest zachwycająca. Stephanie jest nowoczesna: prowadzi ciężarówkę, pali papierosy i absolutnie nie daje się zaszufladkować jako ofiara epoki, choć tragiczna strata męża zrodziła w niej rozpaczliwą tęsknotę za macierzyństwem. Claire Lams jest wybitna – sprawia, że publiczność od pierwszej chwili darzy Stephanie sympatią; jest zabawna, spięta sytuacją, w której się znalazła, a przy tym poruszająco krucha. Ben Lloyd-Hughes dotrzymuje jej kroku jako Dennis – powściągliwy, sprawiający wrażenie typowego angielskiego dżentelmena, wierzy jednak głęboko, że skoro nie mógł walczyć na froncie, jego misją jest bycie Erosem i dawanie dzieci pogrążonym w smutku wdowom oraz parom. (Ironia polega oczywiście na tym, że nieświadomie dostarcza on mięso armatnie na potrzeby nadchodzącej II wojny światowej). Oboje aktorzy, pod okiem reżyserki Anny Ledwich, bezbłędnie oddają niuanse i subtelny klimat sztuki – od nerwowych początków znajomości po wzruszający finał w pięknie wykreowanej atmosferze.

Ben Lloyd-Hughes w Kiss Me. Fot.: Robert Day

To idealna sztuka dla intymnej przestrzeni Studio 2 w Trafalgarze, choć scenografia niemal dosłownie wchodzi na widzów z pierwszego rzędu! Bean zawsze tworzy wyraziste, interesujące postacie, a tę krótką, lecz niezwykle sugestywną sztukę, naprawdę warto zobaczyć.

REZERWUJ BILETY NA SPEKTAKL KISS ME W TRAFALGAR STUDIOS

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS