WIADOMOŚCI
RECENZJA: Scaramouche Jones, transmisja online ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
rayrackham
Share
Ray Rackham recenzuje spektakl Scaramouche Jones z udziałem Shane'a Richiego, dostępny obecnie na platformie Stream.Theatre.
Shane Richie w roli Scaramouche'a Jonesa. Fot. Bonnie Britain Scaramouche Jones Streaming online
3 gwiazdki
Recenzja na trzy gwiazdki bywa niejednoznaczna. Niczym w słynnej anegdocie o „jajku wikariusza”, który zapewnia biskupa, że podany mu nieświeży posiłek jest „wyśmienity w pewnych częściach”, tak i trzy gwiazdki sugerują, że choć produkcja ma mocne strony, inne mogą być wręcz fatalne. Być może najuprzejmiej byłoby stwierdzić, że spektakl „może być dobry”. To „może być” jest jednak w najlepszym razie wymijające, a w najgorszym mylące, ryzykując zawód widza oczekującego solidnej porcji teatralnych wrażeń. Scaramouche Jones w reżyserii Iana Talbota, mimo popisowej roli Shane'a Richiego, jest właśnie taką propozycją.
Shane Richie w roli Scaramouche'a Jonesa. Fot. Bonnie Britain
Tytułowy bohater to stuletni klaun, który w przededniu nowego milenium postanawia opowiedzieć historię swojego życia podczas swojego ostatniego występu – jak sam mówi – na „samym zadupiu dwudziestego wieku”. Jest gotowy na śmierć, jak gdyby symboliczne domknięcie stulecia wystarczało, chce jednak najpierw obnażyć ciało i duszę przed każdym, kto słucha. To fascynująca opowieść; monolog Justina Butchera prowadzi nas przez karnawały na Trynidadzie, po obozy koncentracyjne w Europie Wschodniej, aż po eleganckie ulice Londynu. Na papierze brzmi to równie naciąganie, co absurdalnie, ale Butcher dawkuje ekspozycję w sposób, który o dziwo się sprawdza. Całość jednak zbyt długo się rozkręca – gdy w czterdziestej pierwszej minucie Scaramouche zaczyna wspominać Ieper i Passchendaele, uświadamiamy sobie, że „przeżyliśmy” dopiero szesnaście z jego stu lat i przygotowujemy się na bardzo długi wieczór.
Aktorsko Richie radzi sobie konsekwentnie dobrze, a w wielu momentach wręcz znakomicie. Z mistrzowskim wyczuciem balansuje między awangardową powagą a rubasznym humorem rodem z nadmorskich teatrzyków pier. Richie przeciwstawia swoją specyficzną pewność siebie fizycznym tikom i krzywym nogom, z których dumny byłby sam Kenny Everett; efekt jest uroczy i tragiczny w równym stopniu. To prawdziwa przyjemność móc go obserwować. Scenariusz Butchera jest monumentalny – splata losy bohatera z handlarzami niewolników, zaklinaczami węży, Mussolinim i ofiarami faszyzmu idącymi na śmierć. Richie mierzy się z tym nadmiarem bez oporów i, co nie zaskakuje, jest najbardziej przekonujący, gdy porzuca sceniczną manierę, szczerze wierząc w koszmar doświadczeń swojej postaci.
Shane Richie w roli Scaramouche'a Jonesa. Fot. Bonnie Britain
Niestety, sam Richie to za mało. Produkcja jest kumulacją pomysłów, które po prostu nie tworzą spójnej całości. Eksplozja pogniecionego czerwonego celofanu spowija zakurzone meble z połowy wieku, stojące pod schodami za kulisami, a wszystko to wieńczą czerwone balony z helem. Sprawia to wrażenie, jakby scenografia Andrew Exetera została oblana sosem z karmelowych jabłek tuż przed rozpoczęciem transmisji. Ciągła warstwa dźwiękowa Harry’ego Regana jest zbyt natarczywa, a drżący obraz stylizowany na Blair Witch Project szybko zaczyna irytować, zamiast urozmaicać domowy seans. Ostatecznie, liczne zmiany tonacji (w każdym tego słowa znaczeniu) nie są tak skuteczne, jak mógłby oczekiwać Talbot, przypominając raczej chaotyczny atak na zmysły.
Scaramouche Jones bawi swoim absurdem i ciekawi tragizmem. Realizacja ta jednak nie wzbogaca, a wręcz przyćmiewa solidny występ Richiego w tej rwącej się, choć wciągającej opowieści. Jako suma poszczególnych elementów pozostaje przydługim kalejdoskopem, w którym kolory po prostu nie chcą się ze sobą zmieszać.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności