Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Rocky Horror Show, New Wimbledon Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Udostępnij

The Rocky Horror Show

Wimbledon Theatre

29 lutego 2016

4 Gwiazdki

Kup bilety na trasę po Wielkiej Brytanii

The Rocky Horror Show to doświadczenie teatralne, któremu nie dorównuje żadne inne. Od premiery w maleńkim teatrze na piętrze Royal Court w 1973 roku, spektakl doczekał się ekranizacji filmowej, licznych inscenizacji na całym świecie oraz własnej subkultury i społeczności fanów.

Dla tych, którzy nigdy wcześniej nie uczestniczyli w tym widowisku – widzowie często przebierają się za główne postaci i są zachęcani do wykrzykiwania żartów i dwuznacznych uwag, a także do tańca podczas licznych numerów muzycznych. W rezultacie Wimbledon Theatre wypełnił się kabaretkami i drag artists, tworząc jedną z najbardziej niezwykłych atmosfer, z jakimi kiedykolwiek się spotkałem.

Historia podąża śladem klasycznych horrorów: po oscentacyjnych zaręczynach Janet i Brada, szczęśliwa para gubi drogę w deszczu. Trafiają do zamku transwestyty, doktora Frank-N-Furtera. Ten prezentuje im swoje dzieło – młodego mężczyznę o imieniu Rocky Horror, który boi się doktora i odrzuca jego zaloty. Brad i Janet zatracają się w dziwnym świecie naukowca, podczas gdy niektórzy z jego współpracowników próbują przejąć kontrolę nad zamkiem.

Fabuła jest wyraźnie niedorzeczna (na scenie ma jeszcze mniej sensu), ale pod wieloma względami treść, a nawet same kreacje aktorskie, schodzą na drugi plan. Można odnieść wrażenie, że publiczność mogłaby oglądać najbardziej nieudaną produkcję wszech czasów i nie miałoby to najmniejszego znaczenia – tak wielka jest ich determinacja, by dobrze się bawić.

Muzyka to pastisz starych horrorów klasy B. Nie zabrakło wpadających w ucho melodii i interakcji z widzami, szczególnie podczas słynnego „Time Warp”. Pojawił się też ciekawy, nowoczesny akcent podczas piosenki „There’s a Light”, kiedy widzowie – zupełnie spontanicznie – użyli latarek w telefonach, by stworzyć wyjątkowy nastrój.

Bycie na tym spektaklu po raz pierwszy przypomina nieco wstąpienie do sekty, w której nikt nie wręczył ci świętej księgi. Wszyscy znają teksty, kroki taneczne i wewnętrzne żarty. Nawet narrator, Steve Punt, zażartował na wstępie: „Nie chcę psuć zabawy tym dwóm lub trzem osobom, które nie widziały jeszcze tego show”. Albo to zaakceptujesz, albo spędzisz dość konsternujący wieczór.

Ja wybrałem to pierwsze i bawiłem się świetnie, w czym pomogła rozrywkowa obsada z kilkoma znanymi twarzami. Diana Vickers (niegdyś X Factor) i Ben Freeman (znany z Emmerdale) wcielili się w role Janet i Brada – na szczęście w żadnym z tych przypadków nie odniosłem wrażenia, że angaż był jedynie chwytem marketingowym.

Miałem mieszane uczucia co do Vickers po jej – moim zdaniem – dość ograniczonej aktorsko roli w sztuce „The Duck House” kilka lat temu. Jednak teatr muzyczny to zdecydowanie jej żywioł; była uroczo naiwną Janet u boku fajtłapowatego Brada w wykonaniu Freemana. Ben był tak przekonujący i dysponuje tak wspaniałym głosem, że dopiero po spektaklu dotarło do mnie, kto gra tę rolę.

W utalentowanym zespole wyróżniała się Lauren Ingram jako Columbia (dublerka). Czekałem na występ Sophie Linder-Lee (roli skrajnie innej niż jej poprzednia kreacja Glindy), ale Ingram okazała się rewelacyjnym zastępstwem w – być może – swoim debiucie w tej roli. Zabawna, budząca sympatię i świetnie śpiewająca – to był jeden z najlepszych występów dublera, jakie widziałem.

Kristian Lavercombe zagrał postać Riff-Raffa już ponad 1000 razy na całym świecie, nic więc dziwnego, że pasuje do tej roli jak ulał. Z kolei Eddie/Dr Scott w wykonaniu Richarda Meeka był chwilami nieco zbyt cichy i trudny do usłyszenia przy znakomitym zespole pod batutą Bena Van Tienena.

Narrator Steve Punt umiejętnie prowadził widowisko, sypiąc celnymi żartami na aktualne tematy i improwizowanymi uwagami. Choreograf Nathan Wright nadał całości właściwy ton dziwacznymi i zwariowanymi układami, a oświetlenie Nicka Richinga było zarówno imponujące, jak i dramatyczne.

Rocky Horror to spektakl, któremu brakuje spójnej fabuły i skupienia; podejrzewam, że gdybym zobaczył go, zanim zyskał status kultowy, mógłbym go znienawidzić. Jednak dzisiaj to widowisko to coś znacznie więcej niż tylko to, co dzieje się na scenie – to teatralne przeżycie, którego nie można przegapić.

ROCKY HORROR JEST OBECNIE W TRASIE PO WIELKIEJ BRYTANII. KLIKNIJ TUTAJ, ABY KUPIĆ BILETY

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS