Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Worst Wedding Ever w New Wolsey Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

 

Worst Wedding Ever

Teatr New Wolsey

2 marca 2017

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety do New Wolsey Zarezerwuj bilety do Queens Theatre Hornichurch

Niewielu jest współczesnych scenarzystów teatralnych i telewizyjnych, których nazwisko z miejsca kojarzy każdy widz. Dzięki sukcesowi „Broadchurch” i nadchodzącemu przejęciu sterów w „Doctor Who”, Chris Chibnall bez wątpienia należy do tego elitarnego grona. Czerpiąc z własnych – oraz naszych wspólnych – doświadczeń z wesel, a zwłaszcza tych najbardziej nieudanych, „Worst Wedding Ever” celebruje momenty, w których wszystko idzie absolutnie nie po myśli organizatorów. Podczas spektaklu widać było, że publiczność doskonale odnajduje się w chaosie przedślubnych przygotowań. Chibnall stworzył solidną grupę bohaterów, która sprawnie prowadzi nas przez komizm i dramat sytuacji. To, co uderzyło mnie najbardziej (przynajmniej w kontekście ślubów heteroseksualnych), to fakt, że całe to zamieszanie kręci się tak naprawdę wokół relacji matek z córkami.

Młoda para, Rachel i Scott, marzą o cichej uroczystości, ponieważ zwyczajnie nie mają pieniędzy. Matka panny młodej ani myśli o skromnym przyjęciu i umiejętnie nakłania Rachel do zorganizowania „ślubu marzeń” w rodzinnym domu. Akcja zmierza ku katastrofalnemu finałowi w dniu wesela, lecz droga do niego jest długa i niespieszna. Na szczęście wyraziste kreacje aktorskie dostarczają mnóstwa okazji do śmiechu. Julia Hills jako Liz, matka panny młodej, jest rewelacyjna – jej wyczucie komizmu jest bezbłędne, a w miarę rozwoju akcji sprawia, że postać staje się wielowymiarowa i autentycznie nas obchodzi. Partneruje jej równie znakomity Derek Frood jako mąż Mel – ugodowa połowa małżeństwa, skrywająca własne sekrety i drobne głupstwa. Ten aktorski duet stanowi niezwykle mocny fundament całego spektaklu. Elisabeth Hopper jako przyszła panna młoda dobrze radzi sobie z dość jednowymiarowo napisaną rolą (szczególnie w pierwszej części), a Nav Sidhu jest ujmujący jako słodki i niewinny pan młody. Show niemal kradnie Elizabeth Cadwallader w roli Alison – lekko nadużywającej alkoholu i pełnej goryczy siostry; widać, że aktorka świetnie bawi się tą postacią.

Poświęciwszy cały pierwszy akt na zasianie ziarna ślubnej katastrofy, Chibnall w drugim akcie jeszcze bardziej odwleka nieuniknioną farsę, wprowadzając nowe postacie. W gruncie rzeczy niewiele one wnoszą poza dodatkową dawką niepokoju i można by się zastanawiać, czy są w ogóle potrzebne, skoro nasza uwaga skupia się na głównej rodzinie. Niektóre gagi są nieco przewidywalne, ale zespół aktorski koncertowo ogrywa ostatnie pół godziny. To sztuka wyraźnie inspirowana stylem Ayckbourna – niektóre szokujące wyznania dodają całości nutkę przejmującego smutku, nawet jeśli wydają się nieco wymuszone. To dzieło nie zmieni oblicza teatru, ale spełnia swoje zadanie: zapewnia rozrywkę na poziomie, podobnie jak znakomity zespół weselny, który co rusz niespodziewanie wyłania się ze świetnej scenografii Jamesa Buttona.

ZAREZERWUJ BILETY NA BEST WEDDING EVER W WOLSEY

ZAREZERWUJ BILETY NA BEST WEDDING EVER W HORNCHURCH

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS