Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Cock, Ambassadors Theatre, Londyn ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Libby Purves

Share

Nasza redakcyjna TheatreCat, Libby Purves, recenzuje sztukę Mike'a Bartletta „Cock”, którą można obejrzeć w Ambassadors Theatre w Londynie.

Taron Egerton i Jonathan Bailey. Fot. Brinkhoff Moegenburg Cock

Ambassadors Theatre

4 gwiazdki

Zarezerwuj bilety na „Cock” MIŁOŚĆ JAKO POJEDYNEK

W 2009 roku – i ponownie w Chichester w 2018 – przegapiłam tę przekorną, na wpół poważną sztukę Mike'a Bartletta o geju zmagającym się ze swoją tożsamością (i wściekłym partnerem) po tym, jak zakochał się w kobiecie.  Kobiecie, którą kocha zarówno jako osobę, jak i – ku własnemu zdumieniu – ze względu na jej anatomię.  Wznowienie tego tytułu w czasach jeszcze silniejszych niepokojów wokół tożsamości płciowej to świetne posunięcie. Marianne Elliott reżyseruje z właściwą sobie dynamiką (spektakl trwa 95 minut), za pomysłową choreografię ruchu odpowiada Annie-Lunnette Deaken-Foster, a scenografia autorstwa Merle Hensel to futurystyczny półksiężyc wyłożony lustrami z podwójną obrotową sceną i dziwnymi neonowymi torpedami nad głowami.  Awangardowa oprawa dla sztuki o podstawowej biologii, jeśli wolicie.

Jonathan Bailey, Phil Daniels, Taron Egerton i Jade Anouka. Fot. Brinkhoff Moegenburg

Problem protagonisty to wdzięczny temat do analizy w dobie autorefleksyjnych dylematów tożsamościowych, choć fascynujące jest to, że jeszcze 13 lat temu wizja bohaterów była binarna:  albo było się gejem, albo hetero, ewentualnie bi. Nie było jeszcze alfabetu LGBTQIZ+. Obsada jest wyśmienita (występuje tu czwórka aktorów, ale bez spojlerów dla nowego pokolenia: ostatnia postać to rozkosznie zabawny szok). Jonathan Bailey gra wahającego się kochanka, brodatego Piotrusia Pana o nieukształtowanej, lękowej osobowości. Taron Egerton, rzadki gość w teatrze, ale czujący się tu jak ryba w wodzie, nadaje swojej postaci sarkastyczną, kontrolowaną wrażliwość z bezbłędnym timingiem komediowym.  Wspaniała Jade Anouka gra kobietę.

Jonathan Bailey i Jade Anouka. Fot. Brinkhoff Moegenburg

Co znamienne, tylko główny bohater ma imię – John – podczas gdy jego chłopak figuruje jako M, a kobieta jako W.  Nie są to bynajmniej postacie papierowe, ale ten zabieg – podobnie jak naiwnie grubiańska kwestia o tym, że „jej wagina jest niesamowita” – podkreśla wrażenie, że osobowość i upodobania tego faceta rezydują głównie poniżej pasa.   W rzeczywistości wybiera on między ludźmi, choć wydaje mu się, że wybiera orientację seksualną. Zbliżenie z W zostało zresztą genialnie zainscenizowane poprzez zdystansowaną, ale zdecydowanie erotyczną – i zabawną – sekwencję z wykorzystaniem obrotowej sceny.  Jeśli kiedykolwiek czuliście, że wasz związek kręci się w kółko…

Jade Anouka i Jonathan Bailey. Fot. Brinkhoff Moegenburg

Historia rozwija się w retrospekcjach i scenach współczesnych, śledząc dylemat Johna aż do kulminacyjnej, brutalnej i boleśnie przekonującej kłótni o niego.  Przyjemność z oglądania, ale i autentyczny ból, potęguje fakt, że John najwyraźniej nie jest wart tej walki.  Jak słusznie zauważa wcześniej jego partner:  „Jesteś strumykiem, a ja potrzebuję rzeki”. John niemal się nie zmienia, podczas gdy M w wykonaniu Egertona rośnie w oczach, zyskując na godności. Bywa królową dramatu, bywa smutny, ale jest dojrzalszy i bardziej prawdziwy niż John.  Anouka również gra mądrze: jej urok dla Johna wykracza daleko poza sferę seksualną, gdy mówi o dzieciach, wspólnej przyszłości i świętach – to mrzonka, ale uderza w podstawowe tęsknoty (pamiętajmy, że w 2009 roku do małżeństw jednopłciowych w Anglii brakowało pięciu lat, a związki partnerskie były nowością i rzadkością).

Phil Daniels i Taron Egerton. Fot. Brinkhoff Moegenburg

Ku uciesze kobiet na widowni staje się jasne, że problem Johna polega po części na tym, że M, choć kochający, jest z natury sarkastyczny i krytyczny, podczas gdy W jest „łagodna” i sprawia, że John czuje się ze sobą dobrze. Na litość boską, czy po to są kobiety?  By łechtać ego niedojrzałych mężczyzn?  Być może niektórzy sarkastyczni geje oglądający to w 2009 roku uratowali swoje związki myśląc: „hmmm, może on faktycznie potrzebuje dowartościowania, lepiej zacznę grać rolę oddanej żony, tak jak Nancy Reagan patrząca z uwielbieniem na męża…”.

To ożywczy wieczór, który sprowokuje wiele rozmów o płynności płciowej i współczesnych tożsamościach. Ale spójrzmy prawdzie w oczy: to w gruncie rzeczy sztuka o konieczności monogamii. Gdyby John miał kręgosłup i staroświecką moralność, opuściłby przytulne mieszkanie M i przemyślał sprawę samotnie, sprawdzając, gdzie naprawdę leży jego serce. To wahanie i torturowanie obu stron jest grzechem ciężkim przeciwko miłości. Waginy to w tym wszystkim najmniejszy problem, doprawdy...

KUP BILETY NA „COCK” Spektakl „Cock” na deskach Ambassadors Theatre jest wystawiany do 4 czerwca.

Przeczytaj także: Nowe zdjęcia Tarona Egertona, Jonathana Baileya, Jade Anouki i Phila Danielsa w spektaklu „Cock”

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS