WIADOMOŚCI
RECENZJA: Ramin Karimloo i Seth Rudetsky w Leicester Square Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves recenzuje występ Ramina Karimloo (koncert i rozmowa z Sethem Rudetskym) w Leicester Square Theatre. Ramin Karimloo Ramin Karimloo w koncercie i rozmowie z Sethem Rudetskym Leicester Square Theatre, 5 października 2018 4 Gwiazdki To kolejna odsłona wspaniałej serii występów, które Rudetsky prezentuje jako późnowieczorne kabarety w przestronnym, a zarazem kameralnym podziemiu, położonym tuż obok zgiełku i blasku głównego placu West Endu. Tym razem, podczas tej bardzo krótkiej rezydentury, mogliśmy cieszyć się aksamitnym głosem i magnetyczną osobowością Ramina Karimloo. Oprócz śpiewu nie zabrakło też rozmów: chemia między duetem była wyczuwalna, choć może nie osiągnęła tego genialnego poziomu, jaki Seth zaprezentował z jednym z poprzednich gości swojego „show”. To jednak bez znaczenia. Całość była niezwykle czarująca i przyjemna. Muszę się tutaj do czegoś przyznać. Karimloo jest jednym z niewielu wokalistów, którzy potrafią mnie wzruszyć do łez: odkryłem to, gdy usłyszałem go na żywo po raz pierwszy na premierowym przyjęciu LMTO, gdzie zaprezentował swój popisowy numer „Till I Hear You Sing” z „Love Never Dies”. Ten utwór wybrano także na otwarcie dzisiejszego wieczoru i choć nie brzmiał aż tak porywająco jak poprzednio (sam artysta przyznał później, że nie uważa tego wykonania za swój życiowy szczyt), to i tak stanowił doskonały pokaz jego skali głosu, a zwłaszcza olśniewających górnych rejestrów i fenomenalnej techniki oddechowej. Na scenie dołączyła do niego Emma Kingston, dysponująca mocnym i czystym głosem, z którą zaśpiewał kilka utworów z musicalu „Evita” (w którym z sukcesem wcielał się w rolę Che), by następnie przejść do znacznie lżejszego repertuaru w postaci „Hush-a-bye Mountain” z „Chitty-Chitty-Bang-Bang”. Karimloo sam jest młodym ojcem, co przełożyło się na ogromny ładunek emocjonalny i autentyczność w roli Pottsa Juniora. Jednak jego męska uroda, podkreślona bujną, ciemną brodą oraz wysportowaną sylwetką prosto z siłowni, czyni go naturalnym kandydatem do ról takich jak uwodzicielski Upiór w Operze, którego „Music of the Night” usłyszeliśmy w jego charakterystycznym, intymno-dramatycznym stylu. (Gdyby ten wysportowany młody człowiek miał dostarczać czekoladki, ma się wrażenie, że nie poprzestałby na jednym pudełku – pewnie wniósłby całą skrzynię prosto do najtrudniej dostępnego buduaru). Mówiąc już całkiem poważnie, wzorem amanta Sinatry, Karimloo ma w swoim repertuarze także „Ol' Man River” i radzi sobie z tym utworem bardzo sprawnie. Jeszcze piękniej wypadła jednak nieco mniej znana pieśń z „The Bridges of Madison County”. Wydaje się zresztą, że artysta najlepiej czuje się właśnie w materiale współczesnym: wypatrywałem choćby jednego numeru z jego niedawnego sukcesu na West Endzie, czyli „Murder Ballad”, ale niestety bezskutecznie. Może usłyszymy go przy następnej okazji? Tymczasem „It All Fades Away” zostało wykonane z teatralnością i pasją w idealnych proporcjach. Wyśmienite. Bezpośredniość i emocjonalna szczerość to bez wątpienia jego największe atuty. Dobitnie udowodnił to w interpretacji „Bring Him Home” z „Les Misérables”. Wisienką na torcie tego cudownego wieczoru był bis – utwór „Make Them Hear You” z musicalu „Ragtime”. Na widowni zasiadała Danielle Tarento, producentka niedawnego, olśniewającego wznowienia tego spektaklu na West Endzie, słuchając z wielkim skupieniem: czyżby ten numer był skierowany właśnie do niej? Czas pokaże!
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności