WIADOMOŚCI
RECENZJA: Ruby Wax – Sane New World ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
redakcja
Share
Ruby Wax w spektaklu Sane New World. Fot. Tristram Kenton Sane New World
St James Theatre
4 marca 2015
3 gwiazdki
Ruby Wax to prawdziwy skarb zza Oceanu. Nic dziwnego, że wiadomość o jej nowym monodramie „Sane New World”, wystawianym przez ograniczony czas w St. James Theatre, wywołała spore podekscytowanie. Niestety, podczas dzisiejszego wieczoru zabrakło tej iskry. Ruby – jak zawsze pełna energii, błyskotliwego dowcipu i szczera w opisywaniu własnych neuroz – zamiast angażującej opowieści, zaserwowała nam raczej wykład z neuronauki, tyle że wzbogacony żartami.
Właściwa treść spektaklu trwa około godziny i niemal ociera się o formę spowiedzi. W pewnym momencie Ruby ogłasza publiczności, że obroniła magisterium z neuronauki na Oksfordzie i – co naturalne – czeka na oklaski. Jednak w gruncie rzeczy to jedyny konkretny szczegół z jej życiorysu, jakim się z nami dzieli. Twierdzi, że to show dla każdego, ale rezygnując z osobistych detali, niemal całkowicie wyeliminowała siebie z tej sztuki. A przecież jest jedyną osobą na scenie.
Gdy tylko wspomina o swoim wykształceniu, widz natychmiast zaczyna łaknąć opowieści o procesie zmiany – jak to było, gdy Ruby Wax, we własnej osobie, trafiła na Oksford, by zgłębiać neuronaukę? To samo w sobie byłoby równie fascynujące, co jej słynne spotkanie z Imeldą Marcos i jej butami w latach 90. Zamiast tego otrzymujemy krótkie, naukowe wyjaśnienie koncepcji uważności (mindfulness), którą poznała podczas studiów. Dostajemy wnioski, a nie drogę do nich. W spektaklu jest mnóstwo intelektu, ale mimo że Ruby mówi wiele o emocjach, brakuje w tym wszystkim serca.
Druga połowa spektaklu jeszcze bardziej spycha postać samej Ruby na dalszy plan, gdyż przybrała formę sesji pytań i odpowiedzi z publicznością, która nie do końca wiedziała, o co pytać. W efekcie wieczór zmienił się w jeden z tych seansów wzajemnego uwielbienia i ukrytej przechwałki, które tak uwielbiają bywalcy londyńskich teatrów z klasy średniej. Zazwyczaj jednak takie panele dyskusyjne to jednorazowe dodatki, a nie integralna część przedstawienia. Ruby wyjaśnia, że wprowadziła ten element, gdy dopracowywała show pod kątem sektora medycznego – i w takim kontekście ma to sens. Tutaj jednak zupełnie się nie sprawdza.
Najlepsze monodramy, pokroju słynnego „Letting Go of God” Julii Sweeney, opierają się na konkretnych argumentach intelektualnych, podobnie jak „Sane New World”. Jednak Julia przeprowadza nas przez swoją metamorfozę z gorliwej katoliczki w ateistkę. Tym, co napędza tamto show, jest surowość intymnych wyznań, które wstrząsają człowiekiem, przy jednoczesnym prowadzeniu wywodu naukowego. Ruby natomiast wydaje się już u celu swojej intelektualnej podróży (a przynajmniej na dłuższym postoju) i postanowiła zaserwować nam same fakty, co niestety sprawia wrażenie niewykorzystanej szansy.
Recenzja: James Garden
Spektakl Sane New World jest grany do 14 marca w St James Theatre
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności