WIADOMOŚCI
RECENZJA: Titanic w Charing Cross Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
douglasmayo
Share
Obsada spektaklu Titanic
Charing Cross Theatre
7 czerwca 2017
5 Gwiazdek
Zarezerwuj bilety | Więcej informacji
„W każdej epoce ludzkość dąży do tworzenia wielkich dzieł, zarazem wspaniałych i niemożliwych…”
Teatr muzyczny osiąga swój szczyt, gdy potrafi skłonić widza do zapomnienia o rzeczywistości, zachwytu nad tym, co widzi i słyszy, i sprawia, że po wyjściu z teatru czujemy się odmienieni.
Musical Titanic, wystawiany obecnie w Charing Cross Theatre, z muzyką i tekstami Maury’ego Yestona oraz librettem Petera Stone’a, to właśnie takie dzieło. Trudno dziś znaleźć kogoś, kto nie znałby historii Titanica, więc nie należy spodziewać się wielkich zaskoczeń fabularnych. Jednak Yeston i Stone dokonali czegoś niezwykłego: sprawili, że publiczność szczerze wierzy, iż pasażerowie i załoga ani przez chwilę nie dopuszczali do siebie myśli o zatonięciu statku. To proste założenie, ale w połączeniu z naszą wiedzą o tragedii, pozwala spojrzeć na ten epicki dramat z zupełnie nowej perspektywy.
Sion Lloyd jako konstruktor Titanica, Andrews.
Od pierwszych nut czuć zachwyt i podziw, jaki budzi statek w ludziach wchodzących na pokład. Dla nich jest rzeczą niemożliwą, by mogło wydarzyć się coś złego. Każdy pasażer i członek załogi widzi w Titanicu coś wyjątkowego – czy to szansę na awans społeczny, czy bramę do nowego życia w Ameryce. To upajająca atmosfera, idealnie podkreślona przez znakomitą muzykę Yestona. Połączenie durowych i mollowych akordów buduje nastrój majestatu podszytego niepokojem. Jeden po drugim, bohaterowie ruszają w podróż, która dla większości okaże się ich ostatnią.
Reżyser Thom Southerland oraz choreografka Cressida Carré zdołali zamknąć ogrom tragedii w kameralnej przestrzeni 300-osobowego teatru, tworząc najbardziej spektakularny musical, jaki można tam sobie wyobrazić. Entuzjazm bohaterów na początku spektaklu jest zaraźliwy. Przedstawienie rozpędza się niczym gigantyczne turbiny Titanica, by tuż przed końcem pierwszego aktu niemal niezauważalnie zwolnić, dając w drugim akcie miejsce na ukazanie ludzkich reakcji wobec nieuchronnego. Niezwykle utalentowany, dwudziestoosobowy zespół – być może jeden z najlepszych, jakie widziałem – tchnął życie w dusze tych, którzy ocaleli, i tych, którzy zginęli.
Luke George jako Goniec pokładowy
Ta produkcja odnosi sukces, ponieważ zespół kreatywny i obsada tworzą absolutną jedność. Aktorzy to najwyższej klasy artyści teatru muzycznego, a realizatorzy stworzyli im przestrzeń do opowiedzenia historii o ogromnej sile emocjonalnej. Udowadniają, że do ukazania epickiej opowieści nie potrzeba gigantycznej scenografii, by wydobyć z widzów każdą kroplę wzruszenia.
Wiele momentów w tym spektaklu wywołało u mnie ciarki. Claire Machin jako ambitna Alice Beane, uśmiechnięta po tańcu z pasażerami pierwszej klasy, czy Luke George w roli Gońca, u którego dziecięcy zachwyt ustępuje cichej akceptacji losu. James Gant jako Etches, zachowujący godność i spokój, gdy świat wokół się wali, oraz państwo Strauss (Dudley Rogers i Judith Street), będący uosobieniem dojrzałej miłości i mądrości. Niall Sheehy jako Barrett, ustępujący miejsca innemu, Matthew Crowe w roli telegrafisty Bride’a, śpiewający o dzieciństwie i o tym, jak trafił na statek, czy David Bardsley jako Ismay, uciekający z kobietami i dziećmi – wszyscy są po prostu wybitni.
Niall Sheehy jako Barrett
Nie sposób nie ulec hipnotyzującemu spokojowi finałowej melodii pierwszego aktu. Rob Houchen jako Fleet w gnieździe bocianim, śpiewający „No Moon”, to jedna z najpiękniejszych partii, jakie kiedykolwiek słyszałem w musicalu. Świadomość, że Titanica nie da się już uratować i zatonie on w ciągu zaledwie dwóch godzin, jest wstrząsająca. Obserwowanie, jak różni ludzie reagują na to odkrycie, czyni ten spektakl pozycją obowiązkową.
Bogate, nowe aranżacje Iana Weinbergera robią wielkie wrażenie. Są tak idealnie dopasowane do głosów w partyturze Yestona, że można odnieść wrażenie słuchania czterokrotnie większej orkiestry. Kierownik muzyczny Janna Cichonska, nadzorujący Mark Aspinall oraz projektant dźwięku Andrew Johnson odnieśli wielkie zwycięstwo. Muzyka była pełna, każde słowo doskonale słyszalne, a niski dźwięk uderzenia w górę lodową sprawił, że włosy stanęły mi dęba.
Moim zdaniem Titanic to obecnie najlepszy spektakl na West Endzie. Każdy miłośnik musicali popełniłby błąd, nie kupując biletu. To doskonały przykład emocjonalnej siły, jaką niesie ze sobą teatr. Z pewnością wrócę na to przedstawienie z bliskimi i polecam je z całego serca.
ZAREZERWUJ BILETY NA MUSICAL TITANIC
Alice (Claire Machin) i Edgar (Peter Prentice). Fot.: Scott Rylander
Oficerowie HMS Titanic. Fot.: Scott Rylander
Sion Lloyd jako Andrews. Fot.: Annabel Vere.
Niall Sheehy jako Barrett. Fot.: Annabel Vere
Trzy Kate – Victoria Serra, Scarlett Courtney i Jessica Paul. Fot.: Annabel Vere
Rob Houchen jako Fleet. Fot.: Annabel Vere
Philip Rham jako Kapitan Smith. Fot.: Annabel Vere
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności