Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: A View From The Bridge (Widok z mostu), Wyndham's Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Obsada spektaklu Widok z mostu. Fot. Jan Versweyveld Widok z mostu

Wyndham's Theatre

17 lutego 2015

5 Gwiazdek

Co jest wyznacznikiem prawdziwie wielkiej inscenizacji teatralnej? Emocje, jakie wywołuje w trakcie trwania? Jej aspekty, które zostają z nami na dłużej, prześladują nas i natychmiast przychodzą na myśl po usłyszeniu tytułu? Wspominanie uczuć towarzyszących spektaklowi, zwłaszcza gdy w prawdziwym życiu doświadczamy ich w innym kontekście i zachwycamy się tym wspomnieniem? A może jest to zdolność produkcji do sprawienia, byśmy poczuli wszystko na nowo, mimo że już ją widzieliśmy, znamy jej sekrety, a ona wciąż potrafi nas zaskoczyć i zaimponować?

Prawdę mówiąc, to wszystkie te rzeczy naraz i jeszcze więcej – fakt ten bezsprzecznie potwierdza przeniesiony na West End, fenomenalny spektakl Ivo Van Hove'a na podstawie dramatu Arthura Millera Widok z mostu, grany obecnie w Wyndham's Theatre. Kiedy w zeszłym roku wystawiano go w Young Vic, był zdumiewająco dobry: Przeczytaj naszą recenzję sezonu w Young Vic.

Jednak z tą samą główną obsadą, produkcja ta stała się teraz jeszcze bardziej poruszająca, wymowna, uderzająca i bolesna w swoim pięknie; bardziej tragiczna, całkowicie urzekająca i nieskończenie fascynująca. To dynamiczny, inspirujący teatr najwyższej próby.

Obsada jest bezbłędna – to prawdziwie spójny i zgrany zespół. Każdy wspiera każdego. Każda postać ma przynajmniej dwa wielkie momenty, by autentycznie olśnić, a pozostali aktorzy precyzyjnie budują pod to fundamenty i atmosferę. W kreacjach widać bogatą, złożoną szczerość; niewypowiedziane prawdy, głęboko odczuwane milczenie i fałsz, znaczące pauzy i ukradkowe spojrzenia – wymowne nawyki i rytuały wspólnego życia.

Każdy z aktorów jest tu jeszcze lepszy, pewniejszy swojej roli i wkładu w całą opowieść. Nie zmarnowano ani sekundy – nawet gdy trwają w milczeniu poza głównym centrum wydarzeń, każda postać jest poprowadzona po mistrzowsku, w pełni i pięknie zrealizowana.

To, co osiagnął tu Van Hove, jest pod każdym względem znakomite. Narracja sztuki Millera jest czysta, pulsuje logiką i prawdą, i niczym wielka symfonia ma swój kształt, potężną siłę i aurę większą niż suma jej części. Podobnie jak symfonia, posiada ciche, intymne i intensywne fragmenty, ale też wzniosłe, majestatyczne crescendos.

W samym sercu tego wiru ludzkich doświadczeń, który szaleje w surowej scenografii Jana Versweyvelda (wyglądającej teraz, o ironio, bardziej jak klatka lub arena gladiatorów niż w Young Vic), znajduje się potężna, hipnotyzująca i bezbłędna rola Marka Stronga. Żylasty, umięśniony, przypominający wulkan u progu erupcji – Eddie w wykonaniu Stronga to kreacja, którą widuje się raz na pokolenie.

Ma on wzorowe wsparcie w osobie Nicoli Walker, absolutnie genialnej jako Beatrice, zaniedbana i zrozpaczona żona Eddiego, oraz Phoebe Fox, pełnej życia i zagubionej jako siostrzenica, którą wuj kocha zbyt zaborczo. Obie są cudowne.

Luke Norris, magnetyczny i zjednujący sobie ludzi, oraz Emun Elliott, mroczny i silny, są w wyśmienitej formie jako dwaj bracia z Włoch, którzy przyjeżdżają pracować nielegalnie w USA, by budować lepszą przyszłość. Michael Gould jako Alfieri – prawnik, Everyman, obserwator i narrator – jest genialnie zwyczajny, próbując nadać sens tragedii rozgrywającej się wokół niego.

Każdy aktor wznosi się tu na szczyty swoich możliwości, całkowicie zanurzając się w postaci i ożywiając tekst Millera w sposób świeży i nieskrępowany.

Inscenizacja jest niezwykła: brak mebli uwalnia aktorów do gry. Gdy pojawiają się rekwizyty – buty czy krzesło – ich rola jest kluczowa. Spektakularny sposób, w jaki Elliott operuje krzesłem, to niezapomniany moment czystego teatru; podobnie jak scena, w której Strong upokarza Rodolpho (Norris) brutalnym, wymuszonym pocałunkiem – moment, który na premierze wywołał u publiczności głośne westchnienie i szczere zdumienie. Gorzkie potępienie obsesji Eddiego przez Walker; gwałtowna agresja Elliotta, gdy uświadamia sobie, co zrobił Strong; szczera rada Goulda dana Strongowi; wreszcie czystość i żar uczuć między Fox i Norrisem – ten spektakl jest po brzegi wypełniony momentami o zniewalającej sile.

Początkowe i końcowe tableau są szczególnie godne uwagi, idealnie domykając produkcję osadzoną w realizmie symbolicznymi obrazami, które są równie znaczące, co poetyckie. Ociekający krwią, cichy upadek w kulminacyjnym punkcie sztuki jest wstrząsający, niemal nie do zniesienia.

Oświetlenie Versweyvelda, kostiumy An D'Huys, dźwięk Toma Gibbonsa – każdy element projektu idealnie wspiera wizję Van Hove'a. To „Widok z mostu” na miarę naszych czasów.

Pozycja obowiązkowa. Prawie na pewno najważniejszy spektakl 2015 roku. Zróbcie cokolwiek, absolutnie cokolwiek, by zdobyć bilet.

ZAREZERWUJ BILETY NA WIDOK Z MOSTU W WYNDHAM'S THEATRE W LONDYNIE

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS