Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: An Act Of God, The Vaults Londyn ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves ocenia spektakl „An Act Of God” z udziałem Zoe Lyons, wystawiany obecnie w The Vaults w Londynie.

Tom Bowen (Gabriel), Zoe Lyons (Bóg) i Matt Tedford (Michał) w spektaklu An Act Of God. Zdjęcie: Geraint Lewis An Act of God The Vaults, Londyn od 29 listopada 2019 3 gwiazdki Zarezerwuj bilety To radosny, zabawny i momentami wywołujący salwy śmiechu popis komediowy Zoe Lyons – a ona, jak mało kto, potrafi wykorzystać potencjał scenariusza czerpiącego z najbardziej znanych opowieści biblijnych.  Autor tej satyry na Pismo Święte, telewizyjny scenarzysta komediowy David Javerbaum, odniósł sukces z tym 80-minutowym show w bogobojnych Stanach Zjednoczonych. Na potrzeby brytyjskiego rynku „duchowego”, jak nam powiedziano, nieco go odświeżył, by dopasować żarty do „lokalnej” specyfiki. Dzięki temu mamy sporo aktualnych docinków nawiązujących do najświeższych wydarzeń z pierwszych stron gazet.  To lekka, frywolna propozycja, która z jednej strony nikomu nie wyrządzi krzywdy, a z drugiej pozwala się solidnie wyśmiać, co jest bez wątpienia atutem.  Poza tym trudno znaleźć inny głębszy powód jego wystawienia, ale jeśli odłożysz na bok wygórowane oczekiwania, nie ma powodu, dla którego nie miałbyś się dobrze bawić. Zoe Lyons jako Bóg. Zdjęcie: Geraint Lewis Lyons, ubrana w białą, jedwabną piżamę, występuje tu jako „osoba podszywająca się pod Boga”. Zaczyna od ogłoszenia, że jest lesbijką, a serią porozumiewawczych spojrzeń upewnia się, że „przekonuje już przekonanych”.  I rzeczywiście tak jest.  Ani miejsce, ani treść nie należą do głównego nurtu; trzeba lubić alternatywny szyk i lekko offową atmosferę, by odważyć się wejść do wilgotnych i surowych podziemi pod stacją Waterloo i zaakceptować skrzypiące, wysłużone fotele, które wyglądają, jakby uratowano je ze starego kina. Trzeba też mieć pewne sprecyzowane podejście, by z entuzjazmem przyjąć tę radosną, choć mało zaskakującą „reinterpretację” biblijnych tekstów.  Pojawia się tu nawet nawiązanie do „Księgi Mormona”; dość ryzykowne, bo przypomina widzowi jedynie o tym, że tamten spektakl ma jednak lepsze piosenki. Nie zrażając się tym, Benji Sperring reżyseruje z wielką wprawą, dbając o to, by Lyons była w ciągłym ruchu, mimo że w całym utworze właściwie nie ma akcji. Roztacza przed nami misterną iluzję, wmawiając nam, że to wszystko do czegoś zmierza, podczas gdy w rzeczywistości to po prostu lista 10 „nowych” przykazań.  I to w zasadzie tyle.  Średnio wychodzi po 7 minut na przykazanie, wliczając w to wstępne „zagajacze”.  Urok osobisty Lyons jest ogromny i niemal udaje jej się przekonać widza, że w tym spektaklu kryje się coś więcej.  Niemal. Tom Bowen (Gabriel), Zoe Lyons (Bóg) i Matt Tedford (Michał). Zdjęcie: Geraint Lewis No cóż, technicznie rzecz biorąc, jest coś więcej.  Dwaj statyści – archaniołowie w wersji „Siłacz” i „Kamp” – mają za zadanie rzucać kwestie ułatwiające grę naszej Zoe. Oni również są ubrani na biało: opięta lycra dla atletycznego chłopaka z Essex, kręcącego biodrami w wykonaniu Toma Bowena (z przystojną twarzą i nienaganną fryzurą) oraz luźniejsze szaty dla przerysowanego północniaka Matta Tedforda (który „brata się” z publicznością i odczytuje nasze świętokradcze myśli).  Poza tym są, niestety, niewykorzystani. Niemniej jednak, wspaniałe oświetlenie Clancy Flynn odciąga uwagę od tych mankamentów, wydobywając to, co najlepsze ze scenografii Tima Shortalla – choć to w zasadzie tylko kiczowate, ogromne małżeńskie łoże, niczym z salonu meblowego, nad którym góruje falbaniasta, migocząca chmura.  Pewnie znaleźliby się tacy, którzy uznaliby to za szczyt luksusu, ale wątpię, by pojawili się na którymkolwiek z tutejszych pokazów.  Luki w spektaklu wypełnia oprawa dźwiękowa Yvonne Gilbert.  I to by było na tyle. Podsumowując, w okresie Bożego Narodzenia mogą przytrafić się gorsze rzeczy niż obejrzenie takiego spektaklu.  Życia wam to nie zmieni, ale nie będziecie też żałować, że wybraliście się do teatru.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS