Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Balletboyz – Them/Us w Vaudeville Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje najnowsze dzieło Balletboyz – spektakl „Them/Us”, który można obecnie oglądać w Vaudeville Theatre w Londynie.

Balletboyz. Fot.: George Piper Ballet Boyz: Them/Us Vaudeville Theatre, Londyn

3 czerwca 2019 r.

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Możliwość obejrzenia tańca abstrakcyjnego na West Endzie to nie lada gratka, nawet jeśli sama porcja jest dość skromna.  Sześciu tancerzy na scenie przez zaledwie 55 minut, dwa utwory przedzielone 20-minutową przerwą i oba poprzedzone długimi materiałami filmowymi. Za bilet zapłacimy od 25 do 65 funtów, siedząc na parterze lub pierwszym balkonie (drugi balkon pozostaje zamknięty).  Obie części spektaklu znacząco się od siebie różnią.

Pierwsza z nich, „Them”, to praca zbiorowa, osadzona na całkowicie otwartej, surowej scenie. Wykonawcy, ubrani w stroje autorstwa Katherine Watt – w bardzo „streetwearowym” stylu – wspinają się, zwisają i manewrują wokół stalowej, prostopadłościennej ramy.  To interesujące ćwiczenie z przyjemną, skłaniającą do refleksji muzyką smyczkową skomponowaną specjalnie na tę okazję przez Charlotte Harding, przeplataną uderzeniami popu (które również mogą być jej autorstwa).  Przy tak dużej dawce energii płynącej z oprawy dźwiękowej, sporą ulgą był moment, gdy potężny rekwizyt został odsunięty, a tancerze mogli po prostu... tańczyć.  A robią to naprawdę dobrze.  Można się więc zastanawiać, po co im w ogóle ten wielki kawał metalu.  Oświetlenie Andrew Ellisa było funkcjonalne, ale biorąc pod uwagę widoczne dla wszystkich nagie ściany z tyłu i po bokach, postawił on na estetykę „próby”.  I ostatecznie, takie właśnie wrażenie sprawia ta część.  (Co ciekawe, zdjęcia z przedstawienia – autorstwa George'a Pipera – pokazują ten fragment na gładkim tle, co pozwala skupić wzrok na sylwetkach tancerzy.  Być może odebrałbym ten utwór lepiej, gdybym mógł go oglądać bez rozpraszających drabin i kabli w tle?)

Balletboyz. Fot.: George Piper

Po przerwie sytuacja ulega diametralnej poprawie.  W części „Us” dostajemy spójną wizję wybitnego choreografa, Christophera Wheeldona, który dysponuje mistrzowskim okiem i nieomylnym, poetyckim wyczuciem kompozycji, linii, tempa i kształtu – czyli wszystkiego, czego oczekujemy (i za co płacimy), idąc na balet.  To znacząco podnosi artystyczną poprzeczkę wieczoru, rzucając cień na pierwszą połowę.  Watt znacznie lepiej prezentuje tancerzy w tej części, a Ellis, Nunn i Trevitt współpracują przy oświetleniu z teatralnym entuzjazmem, tworząc ekscytującą głębię i wymiar.  I – co za ulga – nie musimy już gapić się na te nieatrakcyjne ściany: proste zastawki maskujące kulisy to bardzo trafiony ruch.  Co więcej, muzyka, choć wykorzystuje ten sam skład smyczkowy, rezygnuje z ukłonów w stronę branży rockowej na rzecz głębszego, bardziej przejmującego brzmienia Keatona Hensona: jego pulsujące dźwięki – w znakomitej aranżacji Bena Fosketta – przywodzą na myśl twórczość Lou Harrisona i odzwierciedlą pełną pasji tonację.  To utwór, który każdy zespół z chęcią widziałby w swoim repertuarze.  Gdyby stanowił on część potrójnego wieczoru o podobnej jakości, efekt byłby w pełni satysfakcjonujący.

Balletboyz. Fot.: George Piper

Jeśli chodzi o samych tancerzy, wszyscy spisują się bez zarzutu.  W pierwszej połowie ich własne kroki (pod okiem rezydentki Charlotte Pook oraz założycieli zespołu, Michaela Nunna i Williama Trevitta) utrzymują ich w bezpiecznej strefie komfortu: wykonują wszystko schludnie i precyzyjnie, ale nie porywają wyobraźni ani serca.  Zupełnie inaczej jest w przypadku wymagającego i skupionego dramaturgicznie języka Wheeldona: tutaj widzimy zespół zmuszony do wyjścia poza to, co przychodzi im z łatwością, ciężko pracujący na fizyczną realizację jego idei.  Owszem, momentami widać, że zespół nie jest tak zgrany, jak mógłby być, i zastanawiam się, z czego to wynika: czy pierwsza połowa uśpiła ich czujność i sprawiła, że stracili nieco z tej ostrej precyzji, której wymaga Wheeldon?  Trudno powiedzieć.  Dla porządku, pełny skład – z którego podczas każdego występu zobaczycie sześciu tancerzy – to: Edward Arnold; Benjamin Knapper; Paolo Pisarra; Harry Price; Liam Riddick; Dominic Rocca; Matthew Sandiford i Bradley Waller.

Misją zespołu jest docieranie do szerokiego grona odbiorców i popularyzacja tańca.  Z pewnością udało im się zbudować lojalną publiczność – fani obecni na premierze prasowej wydawali się zachwyceni.  Na ten segment rynku może to wystarczyć.  Jednak dla tych, którzy szukają w Terpsychorze nieco więcej głębi i treści, wieczór ten może pozostawić pewien niedosyt.  I pamiętajcie: odejmując przerwę i projekcje filmowe, to naprawdę krótki pokaz.

KUP BILETY NA SPEKTAKL BALLETBOYZ

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS