Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Przegląd najważniejszych wydarzeń Colchester Fringe

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Paul T Davies wspomina Colchester Fringe i spektakle, które udało mu się obejrzeć.

W miniony weekend Colchester po raz drugi stało się stolicą sztuki alternatywnej za sprawą Colchester Fringe. Tegoroczna edycja przyćmiła pierwszą rozmachem i zdumiewającym wachlarzem propozycji! Starałem się zobaczyć jak najwięcej – od występów międzynarodowych po artystów lokalnych. Oto moje wrażenia! THE SENSEMAKER. 5 GWIAZDEK.

Prosto ze Szwajcarii przyjechał najbardziej precyzyjny i dający do myślenia spektakl, jaki widziałem od dawna. To w zasadzie walka kobiety z automatyczną sekretarką – historia o byciu „zawieszonym” na linii, wykonywaniu absurdalnych poleceń i czystej frustracji czekania na połączenie. Całość oparta na mimice i lip-syncu przywiodła mi na myśl bezduszne traktowanie osób ubiegających się o zasiłki w urzędach pracy. Wielojęzyczność nadała całości wydźwięk odważnej satyry na unijną biurokrację, a moment nagości bohaterki skojarzył mi się z przerażającą selekcją w obozie koncentracyjnym. To Fringe w najlepszym wydaniu – balansujący na granicy frustracji i genialny warsztatowo.

THE LAST KING OF PORN. 3 GWIAZDKI.

Zespół Birbanti z Mediolanu przywiózł mocną sztukę o mrocznych kulisach branży porno. Mimo prowokacyjnego tytułu (który moim zdaniem nieco zaszkodził odbiorowi) oraz fabuły skupionej wokół aktora kręcącego swój ostatni maraton seksualny ze 100 kobietami, była to opowieść o wykluczonych ludziach próbujących przetrwać w niszczącym środowisku – „raz w porno, zawsze w porno”. Niestety, miejsce występu zniweczyło wysiłek artystów – silny włoski akcent w połączeniu ze słabą akustyką sprawił, że większość tekstu była po prostu niesłyszalna, co potwierdzili inni widzowie. Wielka szkoda, bo aktorstwo było zaangażowane, a zespół grał z pasją godną tematu.

LIFE IS JUST A BOWL OF CHERRIES. (2 GWIAZDKI)

Mojalet Theatre z San Diego zaproponował widowisko taneczno-teatralne łączące świat opery, opery mydlanej i reklam. Spektakl uświadomił mi, jak podobne są fabuły tych gatunków – równie niedorzeczne, co mityczne, co było niezwykle zabawne. Miałem jednak wrażenie, że sztuka powstała w pewnej próżni – wykonawcy świetnie rozumieli jej przesłanie, ale nie do końca potrafili je przekazać publiczności, przez co brakowało mi w tym emocjonalnej głębi. Na pochwałę zasługują jednak sceny komediowe w stylu telezakupów i genialny finałowy obraz, na który warto było czekać.

Kluczem do teatru jest opowiadanie historii, a na tegorocznym Fringe widzieliśmy dwa doskonałe tego przykłady. CAPTAIN JAKE AND THE SEARCH FOR THE RED QUEEN (4 GWIAZDKI) to fantastyczne widowisko rodzinne, świetnie opowiedziane, z udziałem trójki młodych widzów, którzy z radością dołączyli do pirackiej bandy na scenie! Bawiłem się świetnie, a i „duże dzieci” miały okazję do interakcji! Z kolei AFTER THAT (4 GWIAZDKI) to intrygująca wizja świata za czterdzieści lat – rzeczywistości, w której wszystko, co sprawia nam przyjemność, przestało istnieć, gdzie „zwyczajność” jest ceniona wyżej niż szczęście, a ludzie noszą w żołądkach kamienie, by twardo stąpać po ziemi. Spektakl rozwinął się w magiczną opowieść o sile sztuki. W świecie po pandemii potrzebowaliśmy tego poruszającego przypomnienia, brawurowo przekazanego przez Amandę Kelleher. AN A-Z OF FISH AND CHIPS. (4 GWIAZDKI)

Komedia miała na Fringe'u silną reprezentację, a wykład Jimmy'ego Judge'a przybliżył nam historię narodowego dania Brytyjczyków. Pełen faktów (z których pewnie większość nie przetrwałaby weryfikacji), fragmentów nadchodzącego musicalu o „małżeństwie” ryby i frytek oraz nienachalnej interakcji z widzami – Jimmy okazał się niezwykle sympatycznym showmanem. To nie tyle Ted Talk, co „Cod Talk” (dorszowy wykład)!

BOUNCE ORAZ OUT OF THE DARKNESS (4 GWIAZDKI)

Lokalna grupa Radio Vision ponownie zaprezentowała swój unikalny styl słuchowisk na żywo z tekstem w ręku, co wypadło niezwykle efektownie. Pierwsza sztuka, „Bounce”, skupia się na dwóch kobietach na dachu – jednej protestującej (skok na bungee), drugiej planującej samobójstwo. Ich skrajne osobowości, pięknie wykreowane przez Sadie Orlando i Josephine Carter, prowadzą do wzajemnego uzdrowienia. Scenariusz Clare Shaw porusza wiele wątków: od ekologii po zdrowie psychiczne – momentami może zbyt dydaktycznie jak na tak krótką formę, ale sama intryga była mocna i satysfakcjonująca.

Drugi spektakl, „Out of The Darkness” autorstwa Griffa Scotta, kompletnie mnie rozbił. Wystawiony dokładnie w rocznicę katastrofy w Aberfan, uderzył wprost w czułe strunę mojej walijskiej duszy. Był pełen szacunku i piękna, oddając hołd ofiarom tragedii z 21 października 1966 roku i pokazując jej niszczycielski wpływ na wioskę. Obsada, w tym Paul Reed, Ben Maytham i George Deadman, była znakomita. To głęboko poruszające doświadczenie, które zasługuje na wystawienie w swojej ojczyźnie. Teatr LGBTQ+ również zaznaczył swoją obecność. Obejrzałem JUNO AND THE JETPACKS (3 GWIAZDKI) – gig-theatre o wokalistce próbującej napisać nowy hit pod wpływem rozstania. Choć dramaturgicznie brakowało mi tu większego napięcia i mocniejszego finału, siłą spektaklu są genialne piosenki i charyzma Lynsey Woods. To świetna odpowiedź na brak zrozumienia dla biseksualności i ciągle te same, upokarzające pytania – prawdziwy manifest solidarności! Niezwykle widowiskowe było PAPER DOLLS (4 GWIAZDKI) – eksploracja świata dragu, kwestionująca ideały „kobiety idealnej”. Stworzone przez Dana Dellera-Thompsona i Lisę Warnock (oraz ich alter ego: Tracey Paper i Suga Paper), było to show inteligentne i zabawne. Lip-sync był tak perfekcyjny, że przysiągłbym, iż każde włókno peruki drżało w rytm ruchu warg! Ta „domowa” estetyka była wielkim atutem – biła z niej autentyczność i radość z celebrowania własnej tożsamości.

Przeczytaj także: Colchester staje się miastem Fringe – Colchester Fringe 2022

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS