WIADOMOŚCI
RECENZJA: Dead Funny, Vaudeville Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Daniel Coleman-Cooke
Share
Katherine Parkinson (Eleanor), Steve Pemberton (Brian), Rufus Jones (Richard), Ralf Little (Nick) i Emily Berrington (Lisa). Fot. Alastair Muir Dead Funny
Vaudeville Theatre
4 listopada 2016
4 Gwiazdki
Każdy autor, który nazywa swoją sztukę „Dead Funny”, stawia sobie poprzeczkę niezwykle wysoko. Na szczęście produkcja Terry'ego Johnsona pozostaje obłędnie zabawna nawet dwie dekady po tym, jak zdobyła uznanie krytyków oraz liczne pochwały dla Davida Haiga i Zoe Wannamaker.
Posępny i nieszczęśliwy Richard (Rufus Jones) tkwi w lodowatych relacjach ze swoją sfrustrowaną żoną Ellie (Katherine Parkinson). Ona pragnie dziecka, podczas gdy on znacznie bardziej interesuje się Lisą, żoną swojego kolegi ze stowarzyszenia, Nicka.
Jedynym ujściem dla frustracji Richarda jest stowarzyszenie Dead Funny Society, którego członkowie spotykają się, by oddawać hołd swoim ulubionym, zmarłym komikom. Cały dramat rozgrywa się podczas spotkania ku czci Benny'ego Hilla, choć wieczór przybiera zupełnie inny, mroczniejszy obrót.
Członkowie Dead Funny rzucają się w wir komedii, by zamaskować własne problemy, nie zdając sobie sprawy, że ich życie staje się coraz bardziej farsowe. Ostracyzują ironiczną Ellie za rzekomy brak poczucia humoru, zupełnie nie dostrzegając faktu, że jest ona zabawniejsza niż oni wszyscy i ich wyświechtane, odgrzewane skecze.
Katherine Parkinson (Eleanor) i Steve Pemberton (Brian). Fot. Grace Wordsworth
Warsztat pisarski Johnsona jest złożony i mistrzowski, płynnie przechodząc między światłem a cieniem. Żarty trafiają w punkt i są idealnie wyważone w czasie, podczas gdy wiele dialogów między Richardem a Ellie jest boleśnie smutnych.
To wspaniale napisana sztuka, która działa na wielu poziomach – dlaczego więc nie ma piątej gwiazdki? Niektóre gagi w stylu Benny'ego Hilla, które ekipa Dead Funny powtarza do znudzenia, nie zestarzały się najlepiej, zwłaszcza skecz o Chińczyku. To oczywiście nie wina Johnsona, ale sprawia, że sceny, w których bohaterowie odgrywają „klasyczne” numery, są paradoksalnie znacznie mniej śmieszne niż reszta sztuki.
Katherine Parkinson (Eleanor), Steve Pemberton (Brian), Rufus Jones (Richard), Emily Berrington (Lisa) i Ralf Little (Nick). Fot. Alastair Muir
Bezapelacyjną gwiazdą wieczoru jest Katherine Parkinson jako Ellie. Zdruzgotana małżeństwem bez miłości i udręczona tragicznym klubem komediowym męża, Parkinson prezentuje fascynującą mieszankę złośliwości i smutku, połączoną z drapieżnym wyczuciem komizmu. Choć otrzymuje najlepsze kwestie, wciąż jest to wirtuozerski popis genialnej aktorki komediowej.
Rufus Jones jest zabawnie mrukliwy jako wiecznie naburmuszony Richard, natomiast Ralf Little i Emily Berrington tworzą urokliwą i charyzmatyczną parę jako Nick i Lisa. Steve Pemberton jest również niezwykle ujmujący i przekonujący jako (nie tak bardzo) skryty gej Brian, wnosząc potrzebną lekkość w mroczniejsze momenty sztuki.
Johnson sam reżyseruje swój materiał, a wyczucie czasu i tempo są bezbłędne, chociaż finał wydawał się nieco przygaszony po tak potężnym budowaniu napięcia. Pomimo tych drobnych uwag, „Dead Funny” to wspaniały hołd dla sztuki komedii, który z nawiązką zasługuje na swoją dobrą sławę.
ZAREZERWUJ BILETY NA DEAD FUNNY W VAUDEVILLE THEATRE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności