Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Ghost Quartet, Boulevard Theatre w Londynie ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje Ghost Quartet autorstwa Dave'a Malloya – premierową produkcję w nowym londyńskim Boulevard Theatre w Soho.

Maimuna Memon i Niccolo Curradi w Ghost Quartet. Fot. Marc Brenner Ghost Quartet

Boulevard Theatre,

31 października 2019

5 gwiazdek

Zarezerwuj bilety

Co jakiś czas pojawia się spektakl po prostu idealny i to jest właśnie jeden z nich.  Jest on tym bardziej zachwycający, że stanowi pierwszą produkcję w zupełnie nowym teatrze, który sam w sobie jest przestrzenią doskonałą.  To połączenie dzieła i miejsca z pewnością okaże się ogromnym hitem inauguracyjnego sezonu wspaniałego nowego projektu Fawn James na West Endzie. To także genialne otwarcie pierwszego sezonu Rachel Edwards jako dyrektor artystycznej.  Nowy budynek zaprojektowany przez SODA oraz wnętrza autorstwa Charcoal Blue pozwalają na co najmniej 8 różnych konfiguracji, które można zmieniać po kilka razy dziennie, o czym stali bywalcy przekonają się bardzo szybko: teatr gości wydarzenia dzienne, wieczorne koncerty oraz spotkania literackie.  A wszystko to, spieszę dodać, w bardzo rozsądnych cenach.

Utworem wybranym na otwarcie tej kameralnej, nowoczesnej sceny na 165 miejsc jest wyśmienity „cykl pieśni” Dave'a Malloya dla czterech aktorów-muzyków (z kilkoma niespodziankami).  Bywają chwile, gdy partytura muzyczna wydaje się być jedynie przypadkowym zbiorem piosenek; tutaj mamy do czynienia z kolekcją utworów, które tworzą idealnie harmonijną „oprawę” w pełnym tego słowa znaczeniu.  Kierownik muzyczny Benjamin Cox (doświadczony zarówno w operze, jak i teatrze muzycznym) przygotował obsadę tak, by oddychała perfekcją każdego świetnie zintegrowanego momentu.  Jeśli chodzi o inscenizację, reżyser Bill Buckhurst starał się jak najmniej ingerować w pracę tego wybitnego zespołu, dając im pełną autonomię w tej perełce, jaką jest teatr typu „in-the-round”.

Zubin Varla i Maimuna Memon w Ghost Quartet. Fot. Marc Brenner

Zespół kreatywny Buckhursta będzie znany fanom jego „Sweeney Todda w wersji z pierogarni” – i tutaj odnoszą takie same sukcesy jak w Tooting, na West Endzie czy Broadwayu.  Scenograf Simon Kenny dostarczył szeregu fascynujących „wskazówek” co do znaczenia spektaklu w rekwizytach zgromadzonych wokół instrumentów na małej scenie.  Podczas gdy sala przypomina modny klub nocny z lat sześćdziesiątych, wypełniony przytulnymi fotelami i hokerami od Race Furniture, przestrzeń występów nawiązuje do „Baśni z tysiąca i jednej nocy”, „Ulissesa” i innych symboli zachodniej kultury. Co więcej, w trakcie trwania spektaklu pojawiają się szuflady pełne szkockiej, irlandzkiej i amerykańskiej whisky, którą serwuje się szczęśliwcom w tłumie, podczas gdy kunsztowne „brindisi” zachęca nas do jej wychylenia wraz z „czwórką przyjaciół”.

W rzeczywistości, im dłużej obcuje się z tymi pięknie napisanymi, zaskakująco skonstruowanymi piosenkami, przeplatanymi i rezonującymi ze sobą w intrygujący sposób, tym mniej szuka się jednej narracji, a bardziej daje się wciągnąć w „zadumany, refleksyjny nastrój”, zanurzając się w kalejdoskopie tonów i wrażeń.  Po około godzinie, w wieczór, gdy Evening Standard krzyczał z nagłówków o przewadze Borisa Johnsona w kampanii wyborczej, uświadomiłem sobie, że jest to prawdopodobnie ostatnie miejsce na ziemi, w którym spodziewałbym się spotkać taką osobę: on i jemu podobni mogą nie znaleźć zbyt wielu punktów wspólnych z tą serdeczną, hojną, estetycznie sublimowaną i otwartą moralnie wypowiedzią artystyczną.  Stworzony w momencie dojścia Trumpa do władzy w USA, spektakl ten trudno odczytać inaczej niż jako żarliwą deklarację pluralistycznych, współczujących i liberalnych wartości – czyli wszystkiego, z czym ktoś taki jak Trump (a czyż to nie kimś takim stara się być Johnson?) nie ma zbyt wiele wspólnego.

Zatem ten teatr jest miejscem ucieczki – przynajmniej na razie – od wszystkiego, co brzydkie, bezduszne i raniące we współczesnej Anglii.  Do tej niezwykłej krainy zabiera nas czworo wykonawców, którym udaje się sprawić, że publiczność nie tylko spija słowa z ich ust, ale i dosłownie z nimi gra.  Niccolo Curradi, znany wszechstronny talent, rozpoczyna marsz w ten cudowny teren swoim ciepłym barytonem, trzymając wiolonczelę; za nim podąża mezzosopranistka Maimuna Memon, która po raz kolejny olśniewa bajecznie czystym i pełnym głosem (reżyseria dźwięku Davida Gregory'ego jest nienaganna, w czym niewątpliwie pomaga najwyższej klasy technologia tego miejsca), a także dramatyczną władzą nad sceną.  Następnie Zubin Varla wnosi swój szekspirowski, autorytatywny tenor do instrumentów klawiszowych, gdzie czuje się równie swobodnie w repertuarze Theloniousa Monka (jednego z najbardziej cenionych idoli Malloya), co w pozostałej części tej znakomicie zróżnicowanej partytury.  Wreszcie Carly Bawden wyciąga najwyższe nuty kwartetu swoim perłowym sopranem, przypominając momentami – podobnie jak sama kompozycja – klarowny styl Joni Mitchell czy Carly Simon.

Po półtorej godziny, podczas których czas zdaje się stać w miejscu, znajdujemy się w zawieszeniu w muzycznym krajobrazie w stylu „południowego i północnego gotyku”, gdzie półmityczne postacie pojawiają się i znikają, przyciągając naszą uwagę szczerymi wyznaniami z ich prywatnego życia i ukrytymi pragnieniami, racząc nas teatralnymi analogiami i mrocznymi wyznaniami rodem z „Miasteczka Twin Peaks”.  Wychodząc, nie widziałem w foyer żadnych płyt CD z muzyką ze spektaklu, ale wrócę tam jutro, aby dowiedzieć się, gdzie można je zdobyć.  I by raz jeszcze doświadczyć magicznego świata, który jest uroczym, bezcennym kawałkiem nieba, tymczasowo rezydującym w Soho za cenę ledwie jednej kolejki w pubie.

Gramy do 4 stycznia 2020 r.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS