Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Pippin, Southwark Playhouse ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

douglasmayo

Share

Douglas Mayo recenzuje nową produkcję musicalu Pippin, który trafił do Southwark Playhouse po sukcesie w The Hope Mill Theatre.

Obsada Pippina w Southwark Playhouse. Fot. Pamela Raith Photography Pippin

Southwark Playhouse

28 lutego 2018

5 Gwiazdek

Trzeba przyznać, że Stephen Schwartz to prawdziwy mistrz wśród kompozytorów i autorów tekstów musicalowych. Oglądając dziś wieczorem nową interpretację Jonathana O'Boyle'a w Southwark Playhouse, przypomniałem sobie, jak bardzo cenię tę partyturę – drugie wielkie dzieło w jego dorobku, po debiutanckim Godspell.

Mimo mrozu i śniegu za oknem, z wielką przyjemnością zanurzyłem się w tę cudowną muzykę. Spektakl przyjechał do nas z manczesterskiego The Hope Mill Theatre, który wyrasta na jeden z naszych najciekawszych ośrodków produkcji musicali.

Scenografia Maeve Black nadaje scenie Large w Southwark Playhouse klimat podupadłego nadmorskiego molo – nieco zniszczonego i wyraźnie nadszarpniętego zębem czasu. To tu Mistrzyni Ceremonii (Leading Player) wraz ze swoją trupą powraca, by opowiedzieć historię Pippina. To opowieść, którą snuli już wielokrotnie, a dominująca Mistrzyni dba o to, by każdy szczegół był na swoim miejscu – i właśnie wtedy zaczyna się prawdziwa zabawa.

Jonathan Carlton jako Pippin. Fot. Pamela Raith Photography

Leading Player w wykonaniu Genevieve Nicole jest niemal perfekcyjna. Dynamiczna wokalnie i zawsze gotowa, by skraść światło jupiterów każdemu, kto odważy się zboczyć z wyznaczonej ścieżki. Choć postać ta dopiero od niedawna w historii wystawień jest grana przez kobietę, po występie Nicole trudno wyobrazić sobie inną obsadę. Ta dynamika idealnie współgra z rewelacyjnym Pippinem Jonathana Carltona. Carlton, dysponujący świetnym głosem i nienagannym wyczuciem komediowym, to bez wątpienia wschodząca gwiazda. Chemia między Nicole a Carltonem jest porywająca.

Jonathan Carlton (Pippin), Bradley Judge (Lewis) i Mairi Barclay (Fastrada) w musicalu Pippin. Fot. Pamela Raith Photography Mairi Barclay wciela się zarówno w rolę Fastrady, jak i Berthe – to genialne posunięcie obsadowe i równie genialny popis aktorski. Jako Berthe, babcia Pippina (tak, to nie pomyłka!), skradła show brawurowym wykonaniem utworu Just No Time At All. Jako Fastrada, manipulująca macocha Pippina i matka Lewisa, z równą swobodą wydobywa każdą kroplę komizmu z libretta Rogera O. Hirsona. Bradley Judge wnosi mnóstwo humoru w postać Lewisa – próżnego, ograniczonego i żądnego krwi Wizygotów syna Fastrady. To postać, której ego dorównuje jedynie obojętności wobec uwielbienia otoczenia. Scena, w której matka i Pippin zachwycają się nowym napierśnikiem Lewisa z rzeźbionym „ośmiopakiem”... cóż, musicie to zobaczyć sami!

Mairi Barclay (Bertha) i zespół Pippina. Fot. Pamela Raith Photography

Kluczowym elementem podróży Pippina jest jego relacja z Karolem (Karolem Wielkim), granym przez Rhidiana Marca. Marc wnosi do roli wspaniały głos i potężną dawkę walijskiej energii, a sceny rodzinne od początku budują komediowy ton spektaklu.

Tessa Kadler jako Catherine – prosta matka, wdowa i przeciwniczka Mistrzyni Ceremonii – wraz ze swoim synem Theo (Scott Hayward), dostarcza jednych z najzabawniejszych momentów w drugim akcie.

Tessa Kadler (Catherine) i Jonathan Carlton (Pippin). Fot. Pamela Raith Photography

Choreograf William Whelton zachował elementy oryginalnego stylu Boba Fosse'a. Nie jest on może podany z chirurgiczną precyzją pierwowzoru, ale to wcale nie wada – wizja Wheltona sprawia, że obsada płynnie przechodzi między stylami, w pewnym momencie składając nawet hołd mistrzom brytyjskiego tańca na lodzie. Choreografia jest niezwykle płynna i wykonana z ogromnym polotem przez ten utalentowany zespół.

Inscenizacja O'Boyle'a jest zwarta, dynamiczna i daje mnóstwo frajdy. To nie jest niewolnicza kopia, lecz cudownie świeże spojrzenie na klasykę musicalu. Reżyseria jest bezbłędna, sceny przenikają się płynnie, tworząc spójną i kompletną całość.

Zach Flis i jego zespół dbają o świetne tempo, opierając się na aranżacjach Andy'ego Collyera, które stanowią solidny fundament dla znakomitych wykonań partytury Schwartza. Katy Lipson, Joseph Houston, William Whelton i Guy James zasługują na gratulacje za kolejną świetną produkcję.

Jest tu tyle smaczków, że jedna wizyta na Pippinie może nie wystarczyć. Ja z pewnością wybieram się po raz drugi.

Spektakl grany do 24 marca

ZAREZERWUJ BILETY NA PIPPINA

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS