WIADOMOŚCI
RECENZJA: Running Wild, West Yorkshire Playhouse ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Jonathan Hall
Share
India Brown jako Lilly oraz Oona. Fot. Dan Tsantillis Running Wild
West Yorkshire Playhouse
11 kwietnia 2017
4 Gwiazdki
Informacje o trasie po Wielkiej Brytanii
Jedne z najlepszych doświadczeń teatralnych to te, które grają bezpośrednio na tej dziecięcej części umysłu, potrafiącej wyobrazić sobie wszystko: zamienić suszarkę na pranie w statek, a krzesła w rakiety. Produkcja „Running Wild” w wykonaniu Children’s Touring Partnership, oparta na powieści Michaela Morpurgo, robi to po mistrzowsku. Dzięki odważnemu wykorzystaniu oświetlenia i dźwięku przywołującemu sugestywne obrazy oraz niezwykle zgranej obsadzie, reżyserzy Timothy Sheader i Dale Rooks przenoszą wyobraźnię widzów prosto do lasów deszczowych. Tam ukrywają się przed śmiertelnymi polowaniami, spotykają dziką naturę i toną pod ryczącym, kłębiącym się niszczycielskim tsunami. Silna obsada łączy te śmiałe obrazy fizyczne z równie potężnym ładunkiem emocjonalnym – opowieścią o żałobie, rozłące i walce o przetrwanie w nieprzyjaznym środowisku. Prosta, ale sugestywna scenografia Paula Willsa, będąca gąszczem poskręcanych szczątków, tworzy ramy dla historii rozgrywającej się w cieniu katastrofy – zarówno tej fizycznej, jak i emocjonalnej.
Mały orangutan Frank i Mani wraz z Darcy Collins, Fredem Davisem i Rominą Hytten. Fot. Dan Tsantillis
W tej opowieści o stracie, przetrwaniu i odpowiedzialności za środowisko – zarazem wrogie, jak i piękne – spektakl dysponuje dwoma kolejnymi asami w rękawie. Całą menażerię dzikich zwierząt tworzy kolekcja naturalnej wielkości lalek, których niekwestionowaną gwiazdą jest słonica Oona. Jej autentyczność była tak przejmująca, że gdy w kulminacyjnym momencie pierwszego aktu padł strzał w jej kierunku, poczułem to aż w splotcie słonecznym. Oona jest jednak tylko jednym z wielu stworzeń w tej „arce” pełnej orangutanów, papug, ryb, krokodyli i tygrysów, które zdominowały scenę w całej swojej wielobarwnej, prychającej chwale, sprawiając, że widzowie niemal zapominali o obecności zręcznych lalkarzy. Całość spektaklu spajała Annika Whiston, która była bezbłędna pod względem energii i emocji jako osierocona Lilly. Oprócz ukazania pełnego wachlarza uczuć, udźwignęła trudne zadanie nadania emocjonalnego sensu fragmentom narracyjnym.
Obsada spektaklu Running Wild. Fot. Dan Tsantillis
Wspominanie o poszczególnych aktorach w tak zgranym zespole wydaje się niemal zbędne, ale trzeba wyróżnić Liz Crowther w roli babci z Devon, która z naręczem ciast wyrusza do Indonezji w poszukiwaniu zaginionej wnuczki.
W drugim akcie akcja nabiera jeszcze większego tempa, gdy po katastrofie naturalnej następuje ta spowodowana wyłącznie przez człowieka, uosabiana przez pana Anthony’ego. To krzykliwy, bezwzględny myśliwy, traktujący las deszczowy i jego faunę wyłącznie jako zasoby do splądrowania. Jack Sandle gra go z aż nazbyt rozpoznawalną, wręcz „prezydencką” arogancją. Jego postać, będąca personifikacją problemu niszczenia przyrody, nadaje akcji prawdziwy napęd. Siła argumentów zawartych w powieści Morpurgo i znakomitej adaptacji Samuela Adamsona jest tak duża, że pod koniec nie byłem jedynym widzem, który wzdrygnął się na widok tak powszechnego przedmiotu, jak butelka szamponu z olejem palmowym.
To piękne, że na ukłony wyszła również słonica Oona; było to idealne podsumowanie produkcji, która tak umiejętnie kieruje naszą wyobraźnię ku problemom ekologicznym, których nikt z nas nie powinien ignorować.
DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O TRASIE RUNNING WILD PO WIELKIEJ BRYTANII
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności