Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Take Me To The World, YouTube (transmisja online) ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

rayrackham

Share

Ray Rackham recenzuje „Take Me To The World”, koncert online fetujący 90. urodziny Stephena Sondheima, zaprezentowany przez Broadway.com na YouTube.

https://youtu.be/A92wZIvEUAw

 

Take Me To The World

Streaming na YouTube

26 kwietnia 2020

5 Gwiazdek

Obejrzyj online

Kolejny rok, kolejny koncert ku czci Sondheima – tak brzmi znany branżowy żart. Pierwszy miał miejsce czterdzieści osiem lat temu, kiedy ówczesna śmietanka Broadwayu opanowała scenografię oryginalnej produkcji „A Little Night Music”, by wyśpiewać dotychczasowy dorobek Mistrza (bogaty w skarby, jeszcze zanim świat poznał „Sweeneya Todda” czy „Sunday in the Park with George”). Sondheim był honorowany w Albert Hall, Carnegie Hall, a nawet w Hollywood Bowl (pewnie po to, by mieć pewność, że zjawi się Streisand). Doprawdy, zdaje się, że najwybitniejszy żyjący kompozytor broadwayowski po prostu nie może zdmuchnąć świeczek i pomyśleć życzenia, bez towarzyszącej mu orkiestry rwanej do gry.

Przez chwilę wydawało się jednak, że tym razem nie doczekamy się hucznej, gwiazdorskiej fety na te okrągłe 90. urodziny – bo co właściwie zostało jeszcze do świętowania po tylu wcześniejszych okazjach? Ale wtedy nadeszła globalna pandemia, a Broadway postanowił wystawić najcięższe działa, by uczcić ten dzień.

Melissa Errico

Wierzcie Broadwayowi – oni robią to najlepiej na świecie! Prawie wszystkie największe nazwiska nowojorskiej sceny pojawiły się na „Take Me to the World: A Sondheim 90th Birthday Celebration”, choć zamiast „pojawienia się”, właściwie „zostały w domu”. Być może pierwszy i jedyny raz, wielkie gwiazdy teatru muzycznego ujrzeliśmy przycupnięte w łazienkach z świetną akustyką, nagrywające selfie w swoich pięknych wnętrzach, siedzące przy domowych pianinach lub stojące (dość trafnie) nad rzeką w „(nie tak) zwyczajną niedzielę”. Dzieci, zwierzęta i słuchawki AirPods grały główne role w tym triumfie dystansu społecznego, który był tak wspaniale epicki w swej prostocie. Być może 90. urodziny Sondheima zostaną zapamiętane jako „chwila ulotna i szczególna”, gdy wielcy tego świata zaprosili nas do swoich domów w dresach, fundując nie tylko wieczór do zapamiętania, ale i przypominając, że „nikt nie jest sam”. Poczucie to genialnie oddała Melissa Errico – która wersją „Children and Art” z „Sunday in the Park with George” właśnie potwierdziła swoją pozycję następczyni Barbary Cook jako czołowej interpretatorki Sondheima i mistrzyni aktorstwa piosenki – po czym pobiegła robić obiad dla rodziny. Artyzm i domowość w muzycznym mariażu, który mógł narodzić się tylko w wyobraźni Sondheima.

Ann Harada, Austin Ku, Kelvin Moon Loh i Thom Sesma

Pomijając usterki techniczne (świat jest w chaosie – jeśli nie wybaczymy opóźnień, problemów ze streamingiem i szwankującego lip-syncu, to musimy poważnie przejrzeć się w lustrze), ten muzyczny hołd był prawdziwym bogactwem urodzaju. Od Stephena Schwartza otwierającego wieczór pięknym wykonaniem „Prologu” z „Follies”, po poruszająco elegancką wersję acapella „No One Is Alone” z „Into the Woods” w wykonaniu Bernadette Peters. Dwa momenty technicznej magii szczególnie zapadły w pamięć dzięki zręcznemu montażowi. Pierwszym była uwertura do „Merrily We Roll Along”, która płynnie nastąpiła po prologu Schwartza; dzięki cyfrowej precyzji dziesiątki muzyków z Broadwayu zjednoczyło się w porywającym początku, który zawiesił poprzeczkę niezwykle wysoko. Następnie Ann Harada, Austin Ku, Kelvin Moon Loh i Thom Sesma dali unikalny popis w „Someone in a Tree” z „Pacific Overtures”, spoglądając w górę i w dół ekranu niczym nienaganna rodzina Brady’ch, bez wysiłku ożywiając utwór i trafiając w samo sedno ducha kwarantanny, sprawiając, że izolacja nagle wydała się znośna.

Beanie Feldstein i Ben Platt

Nie brakowało momentów uroczych (Beanie Feldstein i wąsaty Ben Platt w ogrodniczkach śpiewający „It Takes Two” z „Into the Woods” bezapelacyjnie wygrali w tej kategorii), inteligentnych wyborów utworów (Judy Kuhn i Brian Stokes Mitchell zaśpiewali mniej znane lub wycięte piosenki, które dzięki ich wykonaniu na długo zapadną w pamięć) oraz skromnego geniuszu (Aaron Tveit stojący przy oknie i śpiewający „Marry Me a Little” z „Company” do wyludnionego Nowego Jorku wywołał szloch u niejednego widza na świecie).

Jake Gyllenhaal i Annaleigh Ashford

Największe utwory zarezerwowano dla największych graczy: Jake Gyllenhaal powtórzył „Move On” w duecie z Annaleigh Ashford, sprawiając, że każdy Londyniec zadrżał o losy planowanej w teatrze Savoy produkcji „Sunday”. Z kolei Patti LuPone stanęła przed swoją biblioteczką i zaśpiewała chyba najbardziej autobiograficzną piosenkę Sondheima – „Anyone Can Whistle”.

Patti LuPone

Bez wątpienia Chip Zien śpiewający „No More” 34 lata po tym, jak stworzył tę rolę na Broadwayu; Donna Murphy na tle pianina, tulipanów i rysunku Al Hirschfelda wykonująca „Send in the Clowns” oraz niespodziewany występ Elizabeth Stanley w „The Miller’s Son” były prawdziwymi artystycznymi szczytami wieczoru. Ale któż mógłby nie wzruszyć się subtelnym kunsztem Mandy’ego Patinkina, nagranego nad brzegiem rzeki, śpiewającego „Lesson #8” z „Sunday in the Park with George”?

Christine Baranski, Audra McDonald i Meryl Streep.

Takie koncerty zawsze mają ten jeden moment, o którym wszyscy mówią następnego dnia. Impreza Sondheima nie była wyjątkiem. Christine Baranski, Meryl Streep i Audra McDonald – każda w białym szlafroku i z ulubionym trunkiem w dłoni – dały przenikliwy i ostry popis w „Ladies Who Lunch”, który wykroczył poza format Zooma i stał się (cytując nieodżałowaną Elaine Stritch) trzyaktową sztuką, na którą wszyscy czekaliśmy. Piszący te słowa zgotował im owację na stojąco we własnym salonie, gdy w tle słychać było McDonald żartobliwie wykrzykującą, że „wszystko pokręciła”.

Raul Esparza

Jak w każdym koncercie charytatywnym, kluczem jest balans między gospodarzami a wykonawcami. Blask gwiazd, które pojawiły się tylko po to, by powiedzieć kilka miłych słów, był – delikatnie mówiąc – oślepiający. Producent i gospodarz wieczoru Raul Esparza (samemu nieobcy głównym rolom u Sondheima) zadbał o to, by wystąpienia gości były mniej typowymi „laurkami”, a bardziej bezpośrednim, szczerym i intymnym przesłaniem zarówno dla pana Sondheima, jak i dla

Bernadette Peters

nas wszystkich. Czy to Joanna Gleason wyznająca: „to twoje urodziny, ale to ty jesteś prezentem”, czy spostrzeżenie Nathana Lane'a, że Sondheim to „miły geniusz” – efekt „wow” nadszedł, gdy Steven Spielberg (którego remake „West Side Story” był w postprodukcji w momencie lockdownu) przyznał, że wiedza filmowa Sondheima przewyższa jego własną. A głos Victora Garbera wciąż można by smarować na chlebie!

Zabawny, pełen tęsknoty i samoświadomy (zupełnie jak dorobek, który celebruje) koncert „Take Me To The World” z nawiązką zasłużył na miejsce wśród tych wydarzeń, o których będzie się mówiło – i które będzie się odtwarzało miliony razy na YouTube – przez lata. Przez te dwie godziny świat słuchał, naprawdę słuchał siebie nawzajem. Kiedy pani Peters śpiewała o tym, że ludzie czasem opuszczają cię w połowie drogi przez las, piszący te słowa nie krył łez; zupełnie jakby słyszał ten tekst po raz pierwszy. Brawo, Steve, do zobaczenia za rok.

Zdjęcia: Broadway.com

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS