Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Little Big Things, @SohoPlace ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

timhochstrasser

Share

Tim Hochastrasser recenzuje nowy brytyjski musical The Little Big Things, który jest obecnie wystawiany w @SohoPlace.

Fotografia: Pamela Raith The Little Big Things

@sohoplace

5 Gwiazdek

ZAREZERWUJ BILETY

Ten nowy brytyjski musical przychodzi z ogromnymi oczekiwaniami, które zostają triumfalnie spełnione. Podczas wieczoru prasowego otrzymał jedną z największych owacji, jakie słyszałem w teatrze od lat, i jest ona w pełni zasłużona. Aby musical działał na takim poziomie, podobnie jak w operze, wiele ruchomych części musi idealnie ze sobą współgrać. Mamy tutaj znakomity scenariusz, świetnie skomponowaną muzykę, błyskotliwe teksty piosenek, olśniewającą oprawę wizualną i wykorzystanie pełnych możliwości technicznych @sohoplace – w tym zaplecza w pełni przystosowanego dla niepełnosprawnych aktorów, co stanowi centralny punkt samej produkcji.

Fotografia: Pamela Raith

Źródłem spektaklu są wspomnienia i doświadczenia życiowe Henry'ego Frasera, który w wieku zaledwie 17 lat został sparaliżowany od ramion w dół w wyniku nieszczęśliwego wypadku podczas skoku do wody w Portugalii. Obiecująca kariera rugbysty została mu odebrana, a on musiał odbudować swoje życie od zera przy wsparciu oddanych rodziców, braci i zespołu medycznego. Ostatecznie udało mu się przekwalifikować na artystę malarza, używając specjalnie przystosowanego pędzla trzymanego w ustach, a także zostać autorem bestsellerów.

Fotografia: Pamela Raith

Jak mówi sam główny bohater na początku, na pierwszy rzut oka nie brzmi to jak obiecujący materiał na musical. Jednak produkcja przeczy oczekiwaniom na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze, realizuje własne przesłanie, prezentując umiejętności niepełnosprawnych aktorów w wyjątkowy sposób; po drugie, unika oczywistych banałów tego, co jeden z twórców nazywa „inspiracyjnym porno”. To absolutnie nie jest opowieść o tym, jak „dzielna osoba niepełnosprawna sprawia, że pełnosprawni czują się lepiej ze światem”. Doskonały scenariusz Joe White'a bywa bezlitosny dla wszystkich – tak, celebruje się tu odwagę, ale równie dużo miejsca poświęca się momentom czarnej rozpaczy i napięciom w rodzinie. Przede wszystkim jednak odrzucono wymuszoną pobożność i mrok na rzecz potężnych dawek humoru i zabawy z udziałem całej obsady, często w formie dość wisielczego humoru medycznego w stylu Adama Kaya.

Fotografia: Pamela Raith

Kluczowe jest powierzenie głównej roli dwóm aktorom, co pozwala nam zobaczyć Henry'ego przed i po wypadku. Umożliwia to istotny wewnętrzny dialog i komentarz, który musi wybrzmieć, zanim Henry będzie mógł pożegnać się z osobą, którą kiedyś był. Między Jonnym Amiesem a Edem Larkinem panuje cudowna, naturalna więź, a niektóre z najbardziej zapierających dech w piersiach momentów spektaklu to ich wspólna konfiskata prawdy, ubrana w niezwykłe efekty specjalne, w tym sceny powietrzne.

Fotografia: Pamela Raith

W tej utalentowanej obsadzie, która włożyła w ten spektakl całe serce i duszę, nie ma słabych punktów. Niesprawiedliwością byłoby wyróżnienie tylko kilku osób, ale każda recenzja musi odnotować wspaniały wkład Linzi Hateley, Malindy Parris i Amy Trigg w trzech kluczowych rolach. Jako Fran, mama Henry'ego, Hateley emanuje determinacją „matki tygrysicy”, która nigdy się nie poddaje. Dźwiga ona emocjonalny ciężar wielu wczesnych scen, a jej bliskie załamanie w późniejszych etapach w pełni ukazuje cenę, jaką płaci cała rodzina. Parris wciela się w rzeczową chirurg, dr Graham, i prezentuje rzadki kunszt wokalny w serii dynamicznych utworów, takich jak „Work of Heart” i „Uma Vida”, które stanowią emocjonalny kontrast dla powagi głównego dramatu. Amy Trigg to wulkan energii na wózku inwalidzkim – jej portret fizjoterapeutki bazującej na szorstkiej miłości zapewnia jedne z najbardziej wzruszających i autentycznie zabawnych momentów wieczoru.

Fotografia: Pamela Raith

Nie cała muzyka zapada w pamięć, ale każdy numer popycha akcję do przodu lub dodaje głębi postaciom i istotnym wydarzeniom. Kompozytor Nick Butcher i autor tekstów Tim Ling przygotowali po dziewięć piosenek w każdej części. Najlepsze są te, które zaczynają się od realizmu, by przejść w rozbudowaną fantazję, lub te, które głęboko drążą emocje bohaterów. Muzyka obejmuje szerokie spektrum gatunków, a reżyser Luke Sheppard wraz z zespołem umiejętnie dobierają do nich przekonujące efekty specjalne, sprytnie dawkując napięcie aż do finałowych scen.

Fotografia: Pamela Raith

Znaczenie sztuki i malarstwa w życiu i powrocie do zdrowia Henry'ego sprawia, że – słusznie – wizualna strona tego spektaklu jest kluczowa dla jego sukcesu. Sama scena jest stosunkowo pusta, z miejscem na meble domowe i szpitalne oraz centralnym prostokątem, który unosi się, tworząc oddzielną platformę. Jednak na tę płaską powierzchnię rzucane są projekcje wideo autorstwa Luke'a Hallsa, które zapewniają nasycone kolorem momenty, dopasowane do nastroju dramatu. To tak, jakbyśmy nagle zostali przeniesieni wewnątrz ram obrazu Rothki czy Hodgkina, czując pasję i moc czystego koloru oczami Henry'ego. Te obrazy przygotowują widza na magiczny moment, w którym wszystkie dzieła Henry'ego zjeżdżają z nadscenia jako symbol jego odrodzenia.

Mam nadzieję, że ten opis oddaje, jak starannie każdy aspekt tej produkcji został powiązany z psychologiczną podróżą opisaną we wspomnieniach; tak, że pod koniec można naprawdę zrozumieć, jak Henry był w stanie docenić swoje nowe życie niezależnie od tego, co musiał zostawić za sobą. Okazuje się, że ponowna nauka doceniania „małych rzeczy” (little things) oczami artysty jest najważniejszą lekcją ze wszystkich.

Pozostając wiernym duchowi tej niezwykłej książki i życiorysu, a zarazem unikając oczywistych szlaków emocjonalnych, musical ten staje się radosnym doświadczeniem oraz skłaniającym do refleksji i podnoszącym na duchu komentarzem na temat tego, co niepełnosprawność może umożliwić, w takim samym stopniu, w jakim odbiera.

ZAREZERWUJ BILETY NA THE LITTLE BIG THINGS

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS