WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Philanthropist w Trafalgar Studios ✭✭
Opublikowano
Autor:
Daniel Coleman-Cooke
Share
Tom Rosenthal, Matt Berry i Charlotte Ritchie w spektaklu „The Philanthropist”. Zdjęcie: Manuel Harlan The Philanthropist
Trafalgar Studios
20 kwietnia 2017
2 Gwiazdki
Sztuka „The Philanthropist” autorstwa Christophera Hamptona odnosiła wielkie sukcesy w latach 60., zdobywając nawet trzy nominacje do nagród Tony. Trudno jednak dostrzec choćby blask tamtej sławy w tej zabawnej, lecz dość błahej inscenizacji z udziałem młodej, naszpikowanej gwiazdami obsady.
Będąca swoistą odpowiedzią na „Mizantropa” Moliera, ta klasyczna angielska komedia salonowa przedstawia jeden dzień z życia oxfordzkich naukowców. Poczciwy, lecz uległy Philip nie potrafi oprzeć się urokowi jednej z uczestniczek kolacji, podczas gdy jego narzeczona, Celia, ulega namiętności wobec nietuzinkowego pisarza Brahama. Para szybko zdaje sobie sprawę ze swojego niedopasowania oraz z faktu, że przesadna uprzejmość Philipa sprawia więcej bólu niż ulgi.
Matt Berry i Simon Bird. Zdjęcie: Manuel Harlan
Choć sztuka posiada niezwykle błyskotliwy początek i zakończenie, to, co dzieje się pomiędzy, jest równie słabe i bez wyrazu jak sam Philip. Mimo że Hampton wkłada w usta bohaterów poetyckie i refleksyjne dialogi, nie przekłada się to na porywające widowisko teatralne.
Gdyby taka sytuacja miała miejsce na przyjęciu, pewnie przeprosilibyście i przeszli do innego pokoju. Śledzenie akcji bywa nużące – druga część dłuży się w nieskończoność, nie wnosząc w zasadzie nic nowego, podczas gdy Philip i Celia oddają się żmudnej autoanalizie w przydługich monologach.
Sztuka radzi sobie znacznie lepiej w momentach komediowych. Większość obsady wywodzi się ze świata komedii, a krótkie przebłyski dowcipu w stylu Wilde’a są momentami bardzo zabawne. Jednakże postaci nie są wystarczająco pogłębione, a gra aktorska zbyt rzadko bywa niuansowa, by udźwignąć emocjonalny finał.
Charlotte Ritchie i Simon Bird. Zdjęcie: Manuel Harlan
Najbardziej wyważoną rolę stworzył Tom Rosenthal jako gnuśny wykładowca Donald, a Lily Cole zaprezentowała się z bardzo dobrej strony w roli Araminty.
Pomijając te wyjątki, spektakl bywa śmieszny, ale rzadko kiedy poruszający. To brakujący składnik, który sprawia, że ta produkcja nie dorównuje swoim poprzednim wcieleniom.
Philip w wykonaniu Simona Birda wzbudza sympatię, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że granica między Philipem a Willem McKenzie (znanym z „Inbetweeners”) mocno się zaciera. Ten uroczy safanduła to raczej chodząca puenta niż postać z krwi i kości.
Niefortunny dobór obsady w połączeniu z mało wyrazistą reżyserią Simona Callowa składa się na rozczarowujący wieczór. Największym aktem filantropii byłoby zakończenie tej przygody i rozpoczęcie prac od nowa.
KUP BILETY NA SPEKTAKL THE PHILANTHROPIST
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności