Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Philanthropist w Trafalgar Studios ✭✭

Opublikowano

Autor:

Daniel Coleman-Cooke

Share

Tom Rosenthal, Matt Berry i Charlotte Ritchie w spektaklu „The Philanthropist”. Zdjęcie: Manuel Harlan The Philanthropist

Trafalgar Studios

20 kwietnia 2017

2 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

Sztuka „The Philanthropist” autorstwa Christophera Hamptona odnosiła wielkie sukcesy w latach 60., zdobywając nawet trzy nominacje do nagród Tony. Trudno jednak dostrzec choćby blask tamtej sławy w tej zabawnej, lecz dość błahej inscenizacji z udziałem młodej, naszpikowanej gwiazdami obsady.

Będąca swoistą odpowiedzią na „Mizantropa” Moliera, ta klasyczna angielska komedia salonowa przedstawia jeden dzień z życia oxfordzkich naukowców. Poczciwy, lecz uległy Philip nie potrafi oprzeć się urokowi jednej z uczestniczek kolacji, podczas gdy jego narzeczona, Celia, ulega namiętności wobec nietuzinkowego pisarza Brahama.  Para szybko zdaje sobie sprawę ze swojego niedopasowania oraz z faktu, że przesadna uprzejmość Philipa sprawia więcej bólu niż ulgi.

Matt Berry i Simon Bird. Zdjęcie: Manuel Harlan

Choć sztuka posiada niezwykle błyskotliwy początek i zakończenie, to, co dzieje się pomiędzy, jest równie słabe i bez wyrazu jak sam Philip. Mimo że Hampton wkłada w usta bohaterów poetyckie i refleksyjne dialogi, nie przekłada się to na porywające widowisko teatralne.

Gdyby taka sytuacja miała miejsce na przyjęciu, pewnie przeprosilibyście i przeszli do innego pokoju. Śledzenie akcji bywa nużące – druga część dłuży się w nieskończoność, nie wnosząc w zasadzie nic nowego, podczas gdy Philip i Celia oddają się żmudnej autoanalizie w przydługich monologach.

Sztuka radzi sobie znacznie lepiej w momentach komediowych. Większość obsady wywodzi się ze świata komedii, a krótkie przebłyski dowcipu w stylu Wilde’a są momentami bardzo zabawne. Jednakże postaci nie są wystarczająco pogłębione, a gra aktorska zbyt rzadko bywa niuansowa, by udźwignąć emocjonalny finał.

Charlotte Ritchie i Simon Bird. Zdjęcie: Manuel Harlan

Najbardziej wyważoną rolę stworzył Tom Rosenthal jako gnuśny wykładowca Donald, a Lily Cole zaprezentowała się z bardzo dobrej strony w roli Araminty.

Pomijając te wyjątki, spektakl bywa śmieszny, ale rzadko kiedy poruszający. To brakujący składnik, który sprawia, że ta produkcja nie dorównuje swoim poprzednim wcieleniom.

Philip w wykonaniu Simona Birda wzbudza sympatię, jednak trudno nie odnieść wrażenia, że granica między Philipem a Willem McKenzie (znanym z „Inbetweeners”) mocno się zaciera. Ten uroczy safanduła to raczej chodząca puenta niż postać z krwi i kości.

Niefortunny dobór obsady w połączeniu z mało wyrazistą reżyserią Simona Callowa składa się na rozczarowujący wieczór. Największym aktem filantropii byłoby zakończenie tej przygody i rozpoczęcie prac od nowa.

KUP BILETY NA SPEKTAKL THE PHILANTHROPIST

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS