WIADOMOŚCI
RECENZJA: The Wind In The Willows, London Palladium ✭✭✭
Opublikowano
Autor:
helenapayne
Udostępnij
Gary Wilmot, Denise Welch, Rufus Hound, Simon Lipkin, Craig Mather w spektaklu O czym szumią wierzby
London Palladium
29 czerwca 2017
3 gwiazdki
"O czym szumią wierzby" w London Palladium to poniekąd oksymoron. Scenograf Peter McKintosh mało robi, by przywołać łagodną idyllę angielskiej wsi z klasycznej opowieści Kennetha Grahame’a, woląc zaprezentować ten potężny musical z ogromną, spiralną koroną drzewa i precyzyjnie rozmieszczonymi wierzbami, które niemal klinicznie wiszą nad przepastną sceną. Rachel Kavanaugh reżyseruje sprawny i radosny spektakl z wpadającymi w ucho motywami muzycznymi autorstwa niezawodnego duetu Stiles i Drewe, a cały zespół wkłada w ten wieczór wszystko, co dzieci i dorośli z pewnością pokochają. W tak wystawnej oprawie trudno o urok – kluczowy element tej znanej baśni – ale bawiłem się świetnie i widziałem niejedno dziecko klęczące na fotelu z pełnym zaangażowaniem, więc myślę, że zespół kreatywny i obsada mogą spać spokojnie, wiedząc, że odnieśli sukces.
Craig Mather (Kret), Simon Lipkin (Szczurek) oraz zespół w spektaklu "O czym szumią wierzby". Numer otwierający, „Spring”, zaczyna się od fajerwerków, gdy poznajemy mieszkańców nadrzecznych brzegów, rodzina po rodzinie. (Na specjalne wyróżnienie zasługują przezabawnie kostiumowane jeże, dbające o zasady BHP, które zebrały największe owacje wieczoru). Poznajemy Szczurka i Kreta, gdy „bawią się w łódki” – oczywiście prawdziwą łodzią, w końcu to Palladium. Producent Jamie Hendry pisał, że produkcja ta miała celebrować radość z przyjaźni, i ten „bromance” między Simonem Lipkinem a Craigiem Matherem jest tu wyraźnie obecny. Lipkin jest nieco porywczy i sardoniczny, wiecznie zirytowany naiwnością Mathera, choć spora część ich dialogów służy głównie wyjaśnianiu fabuły. Przyznam, że zastanawiałem się, jaki był rzeczywisty wkład Juliana Fellowesa, autora libretta, skoro tekst został tak oszczędnie wciśnięty między kolejne chwytliwe numery. Do ich trio dołącza Gary Wilmot jako imponujący i wiarygodnie zmilitaryzowany Borsuk.
Rufus Hound jako Pan Ropuch podczas trasy po Wielkiej Brytanii. FOTO: Helen Maybanks
Następnie poznajemy Pana Ropucha, granego z niezwykłą żywiołowością przez gwiazdę programów rozrywkowych, Rufusa Hounda. Jest on pełen entuzjazmu, a jego radość z roli Ropucha i występu na tej kultowej scenie jest ewidentna. Jaskrawozielone włosy i wąsy wieńczą jego dziwaczną i pompatyczną kreację, choć chciałbym zobaczyć w jego gestach nieco więcej „ropuszej” skoczności. Szczerze mówiąc, jedynym wykonawcą, któremu udało się oddać wiarygodną fizyczność zwierzęcia i spójną postać, był Neil McDermott jako złowrogi Szef Łasic. Zagrany jako gangster z East Endu, zachwycał głosem i ruchem, a jego drwiąca łasica przeszła najbardziej sensowną przemianę w całym spektaklu. Inną godną uwagi rolą jest Natalie Woods jako Koń, cierpiąca przez początkową fiksację Ropucha na punkcie wozów mieszkalnych – stepuje z radością i śpiewa zachwycająco w najmocniejszym numerze „The Open Road”. W obsadzie pojawiła się również Denise Welch.
Neil McDermott i zespół spektaklu "O czym szumią wierzby". Fot.: Marc Brenner.
W tej produkcji znajdziemy mnóstwo rozrywkowych pomysłów: wydry uprawiające pływanie synchroniczne, króliki będące parą gejów wspólnie wychowującą potomstwo, uroczą sekwencję w sali sądowej i zdumiewającą ucieczkę pociągiem. Zastanawiam się jednak, czy dzisiejsza widownia nie jest już zmęczona wybacza niem „słabostek” i „dziwactw” swoich arystokratycznych panów. W dobie politycznych zawirowań i społecznych napięć, czy śmianie się z egoistycznych i niepoprawnie zadufanych postaci tylko dlatego, że noszą tweed i krzyczą „poop poop”, nie wydaje się nieco błahe? Julian Fellowes zrobił karierę na karmieniu nas obrazami pięknych bogaczy w eleganckich rezydencjach, ale produktem ubocznym tej wizji jest kraj być może tak samo podzielony społecznie jak sto lat temu. Mimo to, autentycznie śmiałem się z przekornych tekstów piosenek Drewe’a i dałem się porwać bogatej partyturze Stilesa, prowadzonej nienagannie przez Tony'ego Higginsa. Nie mam wątpliwości, że spektakl przyciągnie tłumy i zapewni wielu rozrywkę. Te „Wierzby” są zwariowane, spektakularne i wprawiają w doskonały nastrój, ale brakuje im nieco autentycznego czaru.
ZAREZERWUJ BILETY NA SPEKTAKL O CZYM SZUMIĄ WIERZBY
Zobacz więcej zdjęć z produkcji O czym szumią wierzby
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności