WIADOMOŚCI
RECENZJA: Thrill Me, Jermyn Street Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Daniel Coleman-Cooke
Share
Thrill Me
Jermyn Street Theatre
12 stycznia
4 Gwiazdki
Hannah Arendt mawiała, że zło jest banalne, ale okazuje się, że bywa też niezwykle melodyjne. Makabryczne morderstwo dziecka może nie wydawać się najbardziej wdzięcznym tematem na musical, jednak „Thrill Me” Stephena Dolginoffa podejmuje autentyczną historię pary „morderców dla dreszczyku”, którzy swego czasu wstrząsnęli całą Ameryką.
Bogaci sprawcy, Richard Loeb i Nathan Leopold, swą kryminalną ścieżkę zaczynają od drobnych wykroczeń, które ostatecznie eskalują do zabójstwa 12-letniego chłopca. Ich relacja jest wielowymiarowa – napędzana częściowo erotyczną chemią, a częściowo pragnieniem władzy i chęcią dominacji nad sobą nawzajem oraz światem zewnętrznym.
Efektem jest mroczny i niepokojący spektakl, dopełniony nastrojową partyturą fortepianową w pięknym wykonaniu Toma Turnera. Dynamika władzy między bohaterami nieustannie ewoluuje, gdy na jaw wychodzi, że pozornie uległy Nathan mógł od samego początku pociągać za sznurki.
Muzyka i teksty piosenek są przenikliwe i przejmujące, oparte na silnych harmoniach obu członków obsady. Dzięki płynności inscenizacji utwory często przenikają się nawzajem, lecz to „Superior” oraz „Life Plus 99 Years” robią największe wrażenie, łącząc makabryczne napięcie dramatyczne z intensywnym brzmieniem.
O ile motywacje Nathana były nakreślone dość wyraźnie, o tyle nie do końca jasne pozostawało, co pchnęło Richarda do zostania mózgiem tak szokującego planu. Kilka scen pokazywało, jak fascynacja Nietzschem zatruwa jego umysł (co znajduje potwierdzenie w faktach historycznych), jednak ta przemiana nie wydawała się w pełni przekonująca – trudno było oprzeć się wrażeniu, że wiele kwestii pozostało niedopowiedzianych.
Ponadto, nie zgłębiono w pełni zewnętrznych konsekwencji homoseksualnego związku tej pary. W Ameryce lat 20. XX wieku relacja dwóch mężczyzn byłaby postrzegana jako sensacja lub wręcz niemoralność, tymczasem bohaterowie ani razu nie zastanawiają się, jak opinia publiczna czy policja mogłyby zareagować na takie odkrycie.
Obaj odtwórcy głównych ról byli znakomici w produkcji, która musi być wielkim wyzwaniem dla każdego aktora. Guy Woolf, początkowo ślepo zakochany i bezbronny, ewoluował w postać o wielu twarzach. Woolf posiada niesamowitą charyzmę sceniczną i stworzył magnetyczną kreację. Sebastianowi Hillowi raz czy dwa przydarzyło się potknięcie w amerykańskim akcencie, ale jako Richard był wręcz demoniczny, czarując głębokim barytonem, który tchnął życie w partyturę.
Reżyseria Paula Glasera postawiła na surowy minimalizm – scenografia i oświetlenie są uderzająco proste, co potęguje autentyczność i intensywność wieczoru. Jedynym dystraktorem była dość irytująca maszyna do dymu, sycząca co kilka minut bez wyraźnego powodu. Kostiumy Kim Mackay świetnie oddają epokę, podkreślając atmosferę dekadencji lat 20.
Jeśli jesteście w stanie przejść do porządku dziennego nad kontrowersyjną tematyką, „Thrill Me” oferuje jedno z najbardziej nietuzinkowych i dojmujących doświadczeń teatralnych na londyńskiej scenie. To spektakl niepokojący, a zarazem dziwnie wzruszający i fascynujący − unikalne spojrzenie na naturę zła i zbrodni. Warto zobaczyć, choćby po to, by mieć o czym opowiadać!
Spektakl „Thrill Me” jest wystawiany w Jermyn Street Theatre do 16 stycznia 2016 r.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności