Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

DUŻY WYWIAD: David Schaal i Vincent Regan o spektaklu „A Steady Rain”

Opublikowano

Autor:

laylahaidrani

Share

Po udanym wystawieniu w East Riding Theatre w East Yorkshire, nagradzany i świetnie przyjęty przez krytyków dramat Keitha Huffa A Steady Rain szykuje się do londyńskiej premiery w Arcola Theatre. Layla Haidrani porozmawiała z odtwórcami głównych ról — Davidem Schaalem (The Office) i Vincentem Reganem (Troy) — pytając, czego widzowie mogą spodziewać się po premierze w stolicy. 

P: Co początkowo przyciągnęło was do A Steady Rain? VR:  Szukałem naprawdę dobrego, współczesnego tekstu — i takiego, który nie wymaga dużej obsady, bo zwyczajnie nie było nas stać, żeby zapłacić wielu aktorom. Trafiłem na Steady Rain i spodobało mi się na tyle, że pomyślałem: chcę to zrobić sam. Zresztą rzadko gram w teatrze — w ciągu ostatnich 15 lat zagrałem tylko w kilku sztukach. DS: Od razu porwał mnie fantastyczny tekst. Bardzo rzadko zdarza się, że czytasz sztukę i myślisz: „muszę to zagrać” — a mnie właśnie tak się stało. To ten rodzaj dramatu, który uwielbiam oglądać: klasyczny amerykański noir w duchu Seven i serialowych kryminałów w stylu The Killing. No i możliwość pracy z Vincentem Reganem — przez lata słyszałem o nim mnóstwo dobrego. P: Vincent, właśnie zakończyłeś granie w East Riding Theatre. To musiało być wyjątkowe doświadczenie VR: Przez lata walczyliśmy, żeby ten teatr w ogóle powstał. Kiedy przeprowadziłem się do Beverley w East Yorkshire, w mieście nie było teatru, a ja czułem, że gdyby udało się go otworzyć, znalazłaby się publiczność. W czasie kryzysu nie mieliśmy finansowania, ale rada miejska przekazała nam stary baptystyczny budynek kaplicy — uwielbiamy go, bo ma niepowtarzalny urok i prawdziwą atmosferę. Kiedy graliśmy Steady Rain, komplet widzów mieliśmy przez trzy tygodnie. Przychodziło po 170–180 osób na wieczór, więc okazało się to dużym sukcesem. P: Czym będzie się różnić wersja w Arcoli od tej w ERT? VR: ERT to bardziej tradycyjny układ, a Arcola daje wrażenie grania „wśród widzów”. Cały czas masz świadomość, gdzie siedzi publiczność. Właśnie delikatnie ustawiamy to na nowo. Można powiedzieć, że będzie to doświadczenie bardziej immersyjne. DS: To jeden z moich ulubionych teatrów — wystawia się tu mnóstwo świetnej, nowej dramaturgii i miejsce jest mocno zakorzenione w lokalnej społeczności. Jest sporo osób, które bardzo lubią taki teatr i traktują Arcolę jak miejsce, w którym „coś się dzieje”, więc myślę, że przedstawienie świetnie się tu odnajdzie.

P: Jaką publiczność przyciągacie? Myślisz, że będzie duża różnica między Yorkshire a Londynem?  VR: Na północy głównie starsi, w Londynie — młodsi. Oczywiście przychodzą też młodzi — tak, w Yorkshire też mamy młodych! — ale u nas większość widowni jest starsza, a w stolicy to dużo młodszy tłum. Cieszy mnie to, bo ta sztuka jest bardzo filmowa — niemal jak oglądanie świetnego serialu z HBO „ciurkiem”. Zdecydowanie trafi do młodej publiczności, zwłaszcza do tych, którzy na co dzień nie chodzą do teatru: ma niezwykle mocną, wciągającą fabułę. Jeśli spodoba im się historia, być może wrócą potem na kolejne spektakle. P: W USA sztuka odniosła sukces. Dlaczego zainteresuje brytyjską publiczność?  DR: Zdecydowanie jest tu ciekawość i ogromny apetyt. Uwielbiamy tę estetykę amerykańskiego noir. Poza tym Keith Huff to świetny autor — jego dialogi i opisy to czysty talent, a poczta pantoflowa zrobi swoje i ludzie przyjdą. Rezerwacje w Arcoli są (już) lepsze niż przy wielu innych spektaklach na tym etapie. VR: To bardzo intensywna sztuka. Dotyka brutalnych tematów — to doświadczenie „na krawędzi fotela”. P: David, wielu widzów kojarzy cię z rolą agresywnego ojca Jaya w The Inbetweeners. Co robiłeś od tamtej pory? Po The Inbetweeners próbowałem częściej grać „na serio”. W Anglii telewizja zwykle widzi mnie w komedii, więc postanowiłem to przełamać i na jakiś czas wyjechałem do Stanów. Dostałem rolę w serialu o wampirach The Strain, produkowanym przez Guillermo del Toro — to było świetne. Spędziłem trzy miesiące na planie w Kanadzie i mogłem pracować z Davidem Bradleyem, co było fantastyczne. Miałem z nim kapitalną scenę, a także inną z amerykańskim aktorem Jamiem Hectorem. A potem — ironia losu — wróciłem do Anglii i zagrałem w drugim sezonie komediowego serialu You’re the Worst, a moja postać wcale nie była tak daleka od ojca Jaya. Jedziemy do LA odwiedzić syna, który jest scenarzystą, i robimy totalny chaos. Dziwnie próbowałem uciec od komedii, a skończyłem dokładnie tam, gdzie zaczynałem! P: Co robisz, żeby każdego dnia przygotować się do roli?  DS: Zawsze zaczynam od tekstu — szukam w nim wszystkich wskazówek dotyczących postaci. To trochę praca detektywistyczna. Z tekstu wyłania się psychologia bohatera, a potem zaczynasz pracować „od środka na zewnątrz” — fizyczność, sposób poruszania się. Oglądałem mnóstwo policyjnych rzeczy w tej estetyce, więc to jest dla mnie dość naturalne. Zaczynam myśleć jak policjant, zachowywać się jak policjant — robię się w tym trochę „metodowy”. Ogromną częścią pracy jest też to, co robimy z Vincentem: budowanie relacji między tymi dwiema postaciami. To spektakl dla dwóch aktorów, więc pracy jest mnóstwo. Do nauczenia jest też masa dialogu. W tej chwili to właściwie mój pełny etat — nie tylko opanować tekst, ale wejść w psychikę i fizyczność postaci. VR: Codziennie czytam sztukę. Siadam w garderobie i przechodzę ją przed spektaklem. Staram się też wypocząć, jak tylko mogę, i zjeść porządny posiłek mniej więcej godzinę wcześniej. P: Jaki jest wasz ulubiony moment w spektaklu? VR: Ponieważ to przedstawienie dla dwóch aktorów, jesteś na scenie cały czas, a są też bardzo długie fragmenty, w których opisujesz akcję. Ale kiedy trafisz w emocję i czujesz, że publiczność jest w twojej garści — całkowicie skupiona — to jest wspaniałe uczucie dla każdego aktora. Są momenty chłodu, są też prawdziwe chwile czułości i smutku; kiedy wyczuwasz, że widownia przechodzi przez te emocje razem z tobą, to zawsze jest dla aktora niezwykłe doświadczenie.

P. Grając trudne postaci, czujecie wobec nich współczucie? Spójrzmy choćby na Denny’ego i Joeya — niechcący oddali chłopca jednemu z najsłynniejszych amerykańskich seryjnych morderców DS: To twardzi gliniarze, przyzwyczajeni do ulicy, mówiący potocznie; nie są przesadnie empatyczni wobec ludzi. A jednak ja czuję wobec mojego bohatera ogromną sympatię. To zwykły facet, porządny facet. Zawsze znajduję związek z postacią, którą gram; muszę odnaleźć w niej coś, z czym potrafię współodczuwać, żeby przełożyć to na siebie. Nawet jeśli grasz kompletnego drania, możesz znaleźć w nim jakiś punkt odniesienia albo rodzaj empatii. VR: Zdecydowanie. Jako aktor wiesz, że musisz znaleźć coś, co możesz w każdej postaci pokochać — nawet jeśli to potwór. Denny i Joey przechodzą w życiu trudne okresy, które mają dramatyczne konsekwencje, ale niezależnie od złych rzeczy, które dzieją się w sztuce, w gruncie rzeczy to dobrzy ludzie — po prostu dotknięci bardzo złym splotem okoliczności. P: Fabuła jest częściowo inspirowana korupcją w chicagowskiej policji. Jak łatwo pokusa i korupcja mogą rozluźnić moralne hamulce? Myślisz, że ludzie potrafią dać się „ściągnąć z kursu” przez pokusę? DS: Jeśli nie jesteś zamożny i kusi cię szybki zarobek — na przykład dorabianie na boku na nielegalnych interesach — to myślę, że przy pewnym typie mentalności, o ile nie jesteś krystalicznie uczciwym policjantem, dość łatwo możesz dać się skusić, szczególnie jeśli wszyscy dookoła też tak robią. Nie wiem tego na pewno, ale w każdej dekadzie bywały formacje, w których korupcja była powszechna, a ta sztuka jest mieszanką czasów. Jest w niej trochę lat 70., trochę 80. i wyraźna sugestia policyjnej korupcji. VR: Kiedy dostajesz władzę w policji — zwłaszcza władzę nad innymi ludźmi — to właśnie ona jest czymś, co korumpuje. Jeśli pojawia się szansa, żeby dorobić na boku, część osób podejmie taką decyzję, a część nie. Bohater, którego gram, należy do tych, których kompas moralny jest trochę przekrzywiony. P: To świat, w którym trudno o ucieczkę albo odkupienie? Myślisz, że to ma zastosowanie w realnym życiu — na przykład w przypadku osób po odbyciu wyroku? DS: Odkupienie jest bardzo osobiste. Jeśli zostałeś w życiu „uwięziony” przez zbrodnię, powiedzmy morderstwo, to pewnie musisz odnaleźć jakiś sens. To zależy od tego, z czego chcesz się odkupić. W sztuce przez cały czas obecna jest symbolika religijna: spora dawka katolicyzmu i motyw oczyszczenia przewijają się bez przerwy. VR: Jestem optymistą i mocno wierzę w to, że ludzie zasługują na drugą szansę — także na osobiste odkupienie. To jednak nie wpływa na sposób, w jaki gram tę postać. Nie podejmuję za bohatera wyborów, których nie ma w tekście — jako aktor jesteś tu po prostu wykonawcą. P: Keith Huff opisywał tę sztukę jako opowieść o dwóch policjantach, stole, krzesłach i dwóch kubkach kawy — a jednak wykupiono do niej prawa filmowe, a adaptację ma reżyserować Steven Spielberg. Myślisz, że film odda sprawiedliwość tej historii, czy lepiej działa ona w teatrze?  DS: To działa dobrze w obu mediach i widzę to jako mroczny, intensywny dramat psychologiczny. Teatr jest w dużej mierze sztuką opowiadania historii i daje widzom przestrzeń, by użyli wyobraźni. My dostarczamy dialog, a publiczność wyrusza w podróż. VS: Teatr to zupełnie inny rodzaj „zwierzęcia” niż film i telewizja, ale jest w nim coś wspaniałego — puszczasz hamulce, jesteś tylko ty i widownia. To ogromnie różne, ale też ogromnie przyjemne. P: Jakie macie cele krótko- i długoterminowe dla tego tytułu?  VR: Chcę zbudować rozpoznawalność w skali kraju i sprowadzać nasze tytuły do Londynu — działamy dopiero od roku. Mam nadzieję, że w przyszłości będę współpracował z Arcolą, a Arcola z ERT — żeby zbudować prawdziwą relację. Liczę, że spektakl odniesie wielki sukces i że dużo osób przyjdzie go zobaczyć; to jedna z tych sztuk, które naprawdę zasługują na widownię.

Zdjęcia: Nick Rutter

A Steady Rain grane jest w Arcola Theatre od 10 lutego do 5 marca 2016. Zarezerwuj bilety

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS