WIADOMOŚCI
RECENZJA: Opowieść wigilijna, Old Vic Theatre ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
Sophie Adnitt
Share
Rhys Ifans jako Ebenezer Scrooge w spektaklu Opowieść wigilijna w teatrze Old Vic. Fot. Manuel Harlan Opowieść wigilijna
The Old Vic
4 grudnia 2017
Pięć gwiazdek
Zarezerwuj bilety Choć wystawianie komedii Szekspira w miesiącach letnich jest w teatrach równie przewidywalne, co powracające upały, tak tylko temperatura spadnie poniżej zera, z każdej strony sypią się zapowiedzi Opowieści wigilijnej. Ten rok obfituje w nie wyjątkowo – od musicali po parodie, a teraz to: nowa adaptacja klasyka Dickensa autorstwa Jacka Thorne'a (twórcy słynnego Przeklętego dziecka) w teatrze The Old Vic.
Zaczyna się tradycyjnie, a zarazem uroczo – już przy wejściu widzów witają bileterzy w wiktoriańskich kostiumach, częstując darmowymi babeczkami mince pies i mandarynkami. Od razu czuć atmosferę świąt. Wieczór zaczął się z lekkim opóźnieniem, co jednak szybko obrócono w atut, zamieniając oczekiwanie w radosne jam session w klimacie epoki, a obsada podsycała imprezowy nastrój, krążąc wśród publiczności w sposób niezbyt... historycznie wierny!
Obsada Opowieści wigilijnej w Old Vic. Fot. Manuel Harlan
Tradycyjna sala z oknem scenicznym przeszła transformację – fotele na scenie otaczają centralne skrzyżowanie pomostów. Z podłogi wyrastają szkielety ram drzwiowych, tworząc zarysy pokojów, a sejfy Scrooge'a chowają się w zapadniach niczym zakopane skarby. Sufit zdobi ogromna chmura lamp, wypełniająca przestrzeń teatru i otaczająca jedną, największą latarnię, która stanie się powracającym motywem spektaklu.
W miarę rozwoju akcji widowisko staje się wręcz zachwycająco filmowe. Kameralny zespół przygrywa scenom, tworząc poruszającą ścieżkę dźwiękową, a oświetlenie Hugh Vanstone'a jest, mówiąc wprost, nadzwyczajne. Scenografia zachwyca – od ducha Marleya (niepokojąco złowieszczy i znikający zdecydowanie zbyt szybko!) po pogrzebowe wejście Ducha Przyszłych Świąt.
John Dagleish (Bob Cratchit) w Opowieści wigilijnej w The Old Vic. Fot. Manuel Harlan Mimo mrocznych momentów, produkcja nie boi się celebrować ciepła i radości płynących z tej historii. Co zaskakujące, jedną z największych zalet tej konkretnej Opowieści jest determinacja, by unikać klisz. Słynne „Brednie!” (Bah, Humbug) padają rzadko – choć na szczęście zachowano wiele najlepszych kwestii, w tym oskarżenie Scrooge'a, że duch Marleya to wynik „niestrawności, a nie czystej sumienia”. Nawet Mały Tim jest odświeżająco niesentymentalny – Toby Eden, który grał go tego wieczoru, obdarzył postać ujmującym hartem ducha (i wykazał się wręcz oszałamiającym profesjonalizmem jak na swój wiek). Poranek bożonarodzeniowy w wykonaniu Scrooge'a przeradza się w przezabawną, niemal pantomimiczną farsę, a sposób, w jaki uczta trafia do domu Cratchitów, trzeba zobaczyć na własne oczy, by uwierzyć, że przeszło to przez wymogi BHP.
Jeśli chodzi o głównego bohatera, Rhys Ifans jest doskonałym Scrooge'em. Jego słynny skąpiec bywa dąsy, za jego skąpstwem kryje się głęboko zakorzeniona gorycz. Scrooge Ifansa, stary ponad swój wiek, z łatwością i nieświadomie przenosi się w swoją przeszłość. Wtedy ciężar życia spada z jego ramion, a głos odzyskuje dawny ton – aktor wciela się w postać młodego siebie, podczas gdy scena dzieje się nie tylko przed nim, ale wokół niego.
Reszta obsady przemyka między rolami w sposób niemal zjawiskowy. Dawna ukochana Scrooge'a, Belle, która w tej wersji zyskała znacznie więcej charakteru i domknięcia wątku niż zazwyczaj, grana jest z wielką klasą przez Erin Doherty. Golda Rosheuvel to czarujący Duch Tegorocznych Świąt – stanowcza, lecz o ciepłym usposobieniu.
Obsada Opowieści wigilijnej w Old Vic. Fot. Manuel Harlan
Ta adaptacja sugeruje, że „Scrooge’owie” tego świata nie rodzą się tacy, lecz są kształtowani przez los. Przeszłość bohatera jest tu nakreślona znacznie pełniej niż w innych produkcjach. Widzimy ojca – tyrana i utracjusza, który posyła młodego Ebenezera do pracy tak szybko, jak to możliwe, samemu wpędzając rodzinę w długi. Ten wczesny wpływ rzuca cień na całe późniejsze życie Scrooge'a i nieliczne szanse na szczęście. To, co ostatecznie skłania go do przemiany, to wciąż los małego chłopca – ale nie tego, którego byśmy się spodziewali. Thorne dodał tu interesującą scenę, w której Ebenezer przypomina sobie, że zmiana stylu życia jest na zawsze... nie tylko na święta.
Jednak między duchami a świątecznym śpiewem kryje się głębsze przesłanie. Dickens napisał Opowieść wigilijną po wizycie w szkole dla biednych w Londynie i Thorne wyraźnie chce to wybrzmieć. „Czy nie ma więzień?” – syczy Scrooge do kwestarzy zbierających na cele charytatywne. „Jeśli wolą umrzeć, niech to zrobią i zmniejszą nadmiar populacji”. Gdy jego postawa zaczyna pękać, a on dowiaduje się o losie Tima, wściekle wyrzuca Duchowi Tegorocznych Świąt, że Tim „był tylko chłopcem”. Ona odpowiada, że oni zawsze są tylko chłopcami. W świecie zaciskania pasa i niekończących się cięć budżetowych, te słowa nie są tylko echem wiktoriańskich czasów oglądanych z bezpiecznego dystansu. I to jest znacznie bardziej mrożące krew w żyłach niż los biednego Marleya. Mimo że to opowieść o duchach, całość kończy się bardzo radosnym akcentem – muzyką, tańcem i zręczną prośbą o wsparcie zbiórki przy wyjściu z teatru. Publiczność wylewa się na ulice Londynu w iście świątecznych nastrojach. Oszałamiająco radosna, mistrzowsko zrealizowana i mądra społecznie – to bez wątpienia ta Opowieść, którą warto zobaczyć w te święta.
KUP BILETY NA OPOWIEŚĆ WIGILIJNĄ W THE OLD VIC
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności