WIADOMOŚCI
RECENZJA: Chicago, New Wimbledon Theatre (Brytyjskie Tournée) ✭✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
douglasmayo
Share
Sophie Carmen-Jones i zespół. Fot. Catherine Ashmore Chicago
New Wimbledon Theatre
23 lutego 2016
5 Gwiazdek
Trasa po Wielkiej Brytanii – Kup bilety
Po latach olśniewania brytyjskiej publiczności, Chicago powraca na trasę po UK. Obecna produkcja przypomina nam, dlaczego ta niesamowita partytura Johna Kandera i Freda Ebba jest uznawana za klasykę gatunku.
Akcja musicalu osadzona jest w Chicago czasów prohibicji (lata 20. XX wieku). Utwór powstał na podstawie sztuki reporterki Maurine Dallas Watkins i luźno nawiązuje do zbrodni, które opisywała na łamach swojej gazety.
Kiedy spektakl zadebiutował na Broadwayu, odnotował przyzwoitą liczbę 936 przedstawień. Jednak dopiero wznowienie z 1996 roku okazało się gigantycznym sukcesem – Chicago dojrzało, a opowieść o chciwości, korupcji, celebrytach-przestępcach i „procesie przez media” podbiła świat. Westendowska wersja była grana przez blisko 15 lat, stając się najdłużej wystawianym amerykańskim musicalem w historii West Endu. Chicago wciąż gości na afiszu Broadwayu, co czyni go najdłużej granym amerykańskim musicalem i drugim najdłużej granym spektaklem w historii Broadwayu (zaraz po Upiorze w Operze).
Wznowienie Chicago pokazało geniusz tego dzieła poprzez ogołocenie inscenizacji do samych podstaw: orkiestra na scenie, minimalistyczne kostiumy i kilka krzeseł. Widz ma szansę w pełni wybrzmieć wspaniałej muzyce Kandera i Ebba oraz poczuć esencję niesamowitej choreografii Boba Fosse'a.
Hayley Tamaddon, John Partridge i zespół. Fot. Catherine Ashmore
To właśnie styl choreograficzny Fosse'a, przeniesiony tutaj na scenę przez Ann Reinking, lśni najjaśniej. Wyjątkowy zespół wykonawców porusza się z gracją, sunąc po pustej scenie jako jedność, by za chwilę rozbić się na poszczególne postacie wyrażające wachlarz emocji. Wzruszenie ramion, przechylenie kapelusza czy tak drobny gest jak ruch palcem mają tu siłę rażenia trzęsienia ziemi – bez względu na to, czy wykonywane są w duecie, trio czy przez cały zespół.
W obecnej trasie Sophie Carmen-Jones wciela się w Velmę Kelly – twardą artystkę czekającą na proces za zamordowanie siostry i męża. Carmen-Jones tworzy niemal idealną Velmę: pewną siebie i zdecydowaną, a jednocześnie kruchą pod warstwami pozorów.
Hayley Tamaddon błyszczy jako Roxie Hart. Tamaddon wydobywa z Roxie znacznie więcej wrodzonego komizmu, niż widziałem u innych odtwórczyń tej roli. To perfekcyjnie zdyscyplinowany występ z akcentami w stylu Fanny Brice, w których Roxie w pełni pokazuje swój charakter.
Obie panie są doskonale dopasowane. Kiedy wykonują finałowy Hot Honey Rag, są zgrane i perfekcyjne w każdym calu.
John Partridge i zespół. Fot. Catherine Ashmore
W rolę Billy’ego Flynna – gładkiego prawnika „sprzedawcy marzeń” – wciela się John Partridge. Flynn, niewzruszony kwestią winy czy niewinności, a napędzany jedynie honorarium w wysokości 5000 dolarów, lawiruje między morderczyniami, dbając tylko o własną sławę. To pewna i przekonująca kreacja. W duecie z Carmen-Jones, numer Press Conference Rag aż buzował energią na scenie.
Zwyciężczyni X Factora, Sam Bailey, gra Mamę Morton, matronę więzienia hrabstwa Cook. Bailey jest w tej roli naturalna – bardziej pośredniczka niż strażniczka, działa jako agentka swoich podopiecznych, pomagając im „spieniężyć” wyroki. Choć nie przerysowuje tej skorumpowanej postaci, ciekawie jest zobaczyć u niej autentyczny szok po losie Hunyak.
A D Richardson to bez wątpienia najlepsza Mary Sunshine, jaką kiedykolwiek widziałem. Każda kwestia jest przesycona ciepłem i troską. To rola, która co wieczór stawia ogromne wymagania wokalne, ale ma się wrażenie, że pod koniec występu usłyszeliśmy zaledwie wierzchołek góry lodowej jej możliwości.
Neil Ditt gra kochającego i zmanipulowanego męża Roxie. Jako Amos jest idealnie żałosny – wykorzystywany i oszukiwany przez Roxie oraz Billy’ego. To wspaniały występ, a numer Mr Cellophane w wykonaniu Ditta pokazuje przeciętnego człowieka desperacko pragnącego zostać zauważonym.
Sam Bailey, Sophie Carmen-Jones i Hayley Tamaddon. Fot. Catherine Ashmore
W zespole tej produkcji Chicago znajdziemy kilka wyróżniających się kreacji. Francis Foreman jako zuchwały Fred Casely jest świetny, a scena procesu z Roxie to prawdziwy tryumf. Numer Me and My Baby w wykonaniu Hayley Tamaddon, Kerry’ego Sparka i Adama Denmana jest bliski ideału, a Martin w interpretacji Petera Nasha – jednocześnie seksowny i śliski – nadaje temu Chicago pikanterii.
Sophie Carmen-Jones, Lindsey Tierney, Ellie Mitchell, Nicola Coates, Frances Dee i Chelsea Labadini w numerze Cell Block Tango są po prostu fenomenalne. To lekcja mistrzowska tego, co czyniło Fosse'a tak potężną siłą w teatrze. Chwilami statyczne, w innych momentach pełne gwałtownego ruchu – każda z tych kobiet daje z siebie wszystko. To absolutny nokaut!
Niesamowity zespół muzyczny pod wodzą Bena Atkinsona na scenie porywa publiczność i jest prawdziwą wisienką na torcie. Grają partyturę Kandera i Ebba z taką swobodą, jakby była ich drugą naturą. Muzycy i muzyka stanowią tu jedność.
Koniecznie wybierzcie się na obecną trasę Chicago. Ta seksowna, wyjątkowa i wspaniała produkcja to pozycja obowiązkowa. Jest krzykliwa, odważna i po prostu genialna!
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności