Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: GHBoy w Charing Cross Theatre ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Paul T Davies recenzuje spektakl GHBoy, wystawiany obecnie w Charing Cross Theatre.

Jimmy Essex (Robert Finch). Fotografia: Bettina John GHBoy

Charing Cross Theatre.

7 grudnia 2020 r.

3 gwiazdki

Zarezerwuj bilety

GHBoy dołącza do coraz liczniejszego grona sztuk badających scenę „chemsexu” wśród gejów w Londynie. Produkcja napotkała wiele przeszkód w drodze do premiery. Oprócz lockdownów i restrykcji, członkini obsady Buffy Davis uległa wypadkowi w niedzielę i musiała zrezygnować z roli. Nicola Sloane zastąpiła ją dosłownie w kilka godzin i podczas wieczoru prasowego czytała jeszcze z tekstu. Z tego powodu jej rola nie podlega ocenie w tej recenzji – przesyłamy jej jednak najlepsze życzenia udanych występów. Cała sytuacja musiała wytrącić zespół z równowagi, co może częściowo tłumaczyć nieco przygaszoną energię premierowego wieczoru.

Robert, przeżywający żałobę po śmierci ojca, zostaje wciągnięty w świat narkotyków i z trudem próbuje wyrwać się z pętli uzależnienia. Dzieje się to w czasie, gdy na skutek przedawkowania GHB giną kolejni mężczyźni, a krążą plotki o kimś, kto celowo namawia młodych chłopaków do brania końskich dawek. Mając 35 lat, Robert czuje, że powinien w końcu dojrzeć, a jego życiem wstrząsają niespodziewane oświadczyny 20-letniego chłopaka, Sergio. Jimmy Essex w roli Roberta świetnie oddaje rozedrganie towarzyszące nałogowi i walkę o bycie lepszym człowiekiem, a Marc Bosch wnosi skuteczną energię jako naiwny Sergio. Choć dramaturg Paul Harvard zasługuje na uznanie za to, że nie uległ pokusie pustego epatowania nagością (co zdarzało się we wcześniejszych sztukach o chemsexie) i skupił się na walce jednostki, wiele scen wydało mi się mało przekonujących – zwłaszcza centralna relacja Roberta i Sergio. Robert na tym etapie zachowuje się tak podle i tak bardzo kłamie, że jasne jest, iż ten związek nie przetrwa; w efekcie stawka emocjonalna nie jest zbyt wysoka. Niestety, wiele postaci jest dwuwymiarowych, co skutkuje przeciętnym aktorstwem, a bohaterowie wchodzą na scenę zbyt swobodnie w momentach, które wymagają większej energii i przekonania.

Jimmy Essex (Robert Finch) i Marc Bosch (Sergi Castell). Fotografia: Bettina John

W tekście pobrzmiewa również nuta ageizmu – 35-letni Robert jest określany jako „stary” i sam czuje się wypalony. Jego zinternalizowana homofobia i nienawiść do samego siebie są interesujące, choć trudno dociec ich źródła. Twierdzi, że nie widzi zbyt wielu pozytywnych wzorców gejów w swoim wieku (jest również nosicielem wirusa HIV, co może tłumaczyć część jego postaw), ale przecież jako 35-latek dorastał w czasach równej granicy wieku zgody, związków partnerskich i małżeństw jednopłciowych, a jego rodzice wspierali go po coming oucie. Najsilniejszą więź dzieli z terapeutą zajęciowym i ten wątek mógłby zostać mocniej rozwinięty. Całości brakuje jeszcze kilku szlifów dramaturgicznych, by stała się kompletnym dziełem. Choć produkcja nabierze tempa, gdy obsada poczuje się pewniej, obecnie sprawia wrażenie zbyt ostrożnej tam, gdzie mogłaby podjąć większe ryzyko.

KUP BILETY NA SPEKTAKL GHBOY

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS