Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Grand Guignol, Southwark Playhouse ✭✭✭

Opublikowano

Autor:

markludmon

Share

Grand Guignol

Southwark Playhouse

3 gwiazdki

Carl Grose znany jest z mrocznych, obłąkanych sztuk, takich jak „Horse Piss for Blood”, a także z niezwykle pomysłowych dramatów tworzonych dla kornwalijskiego zespołu Kneehigh. W „Grand Guignol” autor czerpie inspirację z legendarnego, ociekającego krwią teatru grozy, który przez ponad 60 lat (od końca XIX wieku) terroryzował paryską publiczność. Wiele postaci historycznych związanych z Théâtre du Grand-Guignol z początku XX wieku ożywa w tej szalonej, krwawej komedii, która trafiła do Southwark Playhouse prosto z Theatre Royal Plymouth. Fabuła koncentruje się wokół André de Lorde’a, który w latach 1901–1926 napisał dla Grand-Guignol ponad 100 horrorów, oraz jego współpracy z psychologiem eksperymentalnym Alfredem Binetem. Ta przewrotna i mroczna opowieść stara się zgłębić, co mogło inspirować de Lorde'a do tworzenia tak makabrycznych historii, podczas gdy w tle, na ulicach Montmartre’u, grasuje tajemniczy seryjny morderca.

Obok campowych inscenizacji w stylu Grand-Guignol, akcja przenosi nas za kulisy, gdzie poznajemy barwną trupę aktorów, również luźno opartą na autentycznych postaciach. Emily Raymond i Robert Portal wywołują salwy śmiechu jako przerysowani i narcystyczni Maxa i Henri, którzy znaleźli swoją niszę w rolach morderców i okaleczonych ofiar. Paul Chequer zachwyca jako Ratineau – dyrektor techniczny teatru, który z pasją wymyśla nowe urządzenia do tortur i zadawania śmierci. Z kolei Max Maurey, wieloletni dyrektor Grand-Guignol, zostaje brawurowo przedstawiony przez Andy’ego Williamsa – aktor z kamienną twarzą i flegmatycznym humorem ukazuje determinację dyrektora w monetyzowaniu makabrycznych melodramatów.

Jonathan Broadbent jako de Lorde jest do bólu uprzejmy i serdeczny, nawet gdy z entuzjazmem opowiada o swojej najnowszej, obłąkanej wizji grozy. Matthew Pearson wciela się w postać spiętego i oszołomionego doktora Bineta, który jako zafascynowany twórczością de Lorde’a „fanboy” często ociera się o histerię. Cała obsada świetnie funkcjonuje jako zespół, płynnie wcielając się w różne postacie w tej dynamicznej inscenizacji w reżyserii Simona Stokesa, dyrektora artystycznego Theatre Royal Plymouth. Choć krew leje się gęsto, a flaki i odcięte kończyny sypią się gęsto, raczej nikomu nie grozi omdlenie – a to przecież było stałym elementem seansów w oryginalnym Grand-Guignol. To mroczna, ale niezwykle zabawna produkcja, w której przerysowana forma i komediowy sznyt przypominają nam, że ten horror to przede wszystkim świetna zabawa.

W Southwark Playhouse do 22 listopada.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS