Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Jessica Martin - A Life Under Lights, Crazy Coqs ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

julianeaves

Share

Julian Eaves recenzuje występ Jessiki Martin: „A Life Under Lights” w The Crazy Coqs, Brasserie Zedel w Londynie.

Jessica Martin w programie Life Under Lights w Crazy Coqs Jessica Martin: A Life Under Lights

The Crazy Coqs, Brasserie Zedel

27 września 2019

4 Gwiazdki

Z kabaretem bywa tak: czasem to po prostu zestaw rozrywkowych piosenek, a innym razem coś, co zbliża się do teatru. Najnowszy występ niezwykle aktywnej Jessiki Martin – stworzony przy wspaniałej współpracy z pianistką Ingą Davis-Rutter i reżyserem Benem Stockiem – w genialny sposób wypełnia tę przestrzeń, zabierając nas w podróż przez trwającą pięć dekad karierę artystki. Właściwie cofamy się jeszcze dalej. Zaczynając od losów jej ojca, lidera zespołu Ido Martina, spektakl ukazuje rodzinne korzenie osadzone w tradycji wielkiej muzyki tanecznej lat 40. i 50. Dzięki historii jego życia oraz życia jej równie oddanej matki, maluje się obraz świata, w którym dorastała Jessica i który zawsze pozostał dla niej ważny. To prowadzi nas do jej znanych dokonań: parodii, teatru muzycznego, telewizji i pracy ilustratorskiej. To błyskotliwie skonstruowane i emocjonalnie poruszające doświadczenie, pełne wyśmienitych numerów muzycznych przeplatanych fascynującą narracją. Bilety na premierowy występ na początku miesiąca wyprzedały się na pniu; teraz powróciła z równie popularnym wznowieniem i miejmy nadzieję, że kolejne pokazy są tylko kwestią czasu.

Jak to często bywa w tego typu produkcjach, to właśnie mniej znany materiał lśni najjaśniej. Albo utwory, które gdzieś nam umknęły i potrzebują odpowiedniej oprawy, by przypomnieć o swojej wyjątkowości. Kiedy Martin śpiewa „Whatever Happened To Mabel?” z musicalu „Mack and Mabel” (spektaklu, który – zupełnie niesłusznie – nie zapadł w pamięć widzów tak mocno jak inne dzieła Jerry’ego Hermana), mamy wrażenie, jakbyśmy słyszeli i widzieli to po raz pierwszy. Jej wyczucie tempa jest bezbłędne, artykulacja pełna zaskakujących, a jednak trafionych akcentów, a przede wszystkim – sposób kreowania postaci odznacza się niezwykłą głębią i zawiłością. Słuchając tej interpretacji, człowiek prostuje się w fotelu, olśniony bogactwem tekstu, który tak idealnie pasuje do osobowości Martin, i daje się ponieść dramatycznej energii melodii oraz teatralnej strukturze numeru. Od razu nabiera się ochoty, by obejrzeć cały musical.

Jessica Martin.

Co więcej, Martin nie ma sobie równych w parodiach. Jak każdy wielki artysta tego gatunku, wchodzi pod skórę swojej „ofiary” i zdaje się przemawiać prosto z jej wnętrza. W jednym z wczesnych numerów poświęconym teatralnym kliszom ten wirtuozerski talent łączy się z inną niezwykłą cechą: zdolnością do płynnego przechodzenia między kolejnymi, perfekcyjnie oddanymi imitacjami, bez gubienia rytmu, zawsze punktualnie i w sedno. Efekt jest oszałamiający. W jednej chwili widnieją przed nami szeroko otwarte, mrugające oczy i jedno powtarzane słowo z charakterystycznym akcentem, a sekundę później – niczym błyskawica – objawia się cała Bette Davis, uderzając w nasze serca z niesamowitą siłą. W tym talencie nie ma cienia wyrachowania; podziwiamy tu szczerość i moc. Martin nie marnuje czasu na naśladownictwo dla samej sztuki; jeśli kogoś odtwarza, robi to w konkretnym celu. Dla niej te postacie są tak samo godne dopracowania, jak rola, którą przyszłoby jej grać przez cały wieczór w teatrze czy w studio telewizyjnym. W tym tkwi sekret jej uroku. Instynktownie to „czujemy” i kupujemy, zanim w ogóle zdążymy to przemyśleć. Nie ma na to czasu – ona już pędzi do kolejnego momentu, zawsze z tą samą zegarmistrzowską precyzją i blaskiem.

Martin jest przy tym niezwykle hojną performerką, a jej celem jest nie tylko zadowolenie publiczności, ale też uhonorowanie osób, które przywołuje w pracy. Gdy więc przepięknie parodiuje Shirley Bassey, w przerysowaniu legendarnych manier diwy kryje się szczypta karykatury, ale – i jest to istotne „ale” – wynika ona z życzliwego podziwu, niczym w rysunkach Billa Hewisona zdobiących niegdyś magazyn „Punch”. Martin nie jest złośliwą satyryczką, jakich spotykamy w gazetach; jest zawsze ludzka, empatyczna i posiada tę cudowną, dziecięcą zdolność używania naśladownictwa jako narzędzia do lepszego zrozumienia świata. To w gruncie rzeczy aktorka szlifująca swój warsztat innymi metodami. Część widzów od razu rozpozna, kogo parodiuje, ale ci, którzy nie znają „oryginału”, odbiorą to inaczej: zobaczą po prostu pełnowymiarową postać i pokochają występ za to, czym jest tu i teraz, bez potrzeby szukania dodatkowych punktów odniesienia.

To kolejna sfera jej kreatywności: odkąd jako nastolatka tworzyła wykwintne szkice kostiumów i akwarele, Jess realizowała wizerunki postaci zarówno w dwóch wymiarach, jak i na ekranie czy scenie. Wystawiała swoje prace w Orbital Comics i tworzyła powieści graficzne. Razem z Davis-Rutter przejrzały bogate archiwum jej ilustracji przedstawiających idoli – wielkie gwiazdy brytyjskie, hollywoodzkie i broadwayowskie – i wokół tych graficznych wizji zbudowały mapę tego spektaklu. Efektem jest gęsto pleciony gobelin postaci, które towarzyszyły Martin i dawały jej – oraz nam – ciepło i otuchę w latach, które nie zawsze były łaskawe. Jednak zamiast taniego eskapizmu, te wspomnienia są raczej przypomnieniem o naszym człowieczeństwie i zdolności do czynienia dobra – przesłanie, które nic nie straciło na swojej aktualności.

Cóż, być może wkrótce znów zobaczymy tę znakomicie skrojoną rewię – bo to coś więcej niż zwykły kabaret. Tymczasem można już rezerwować bilety na nowy monodram Jessiki o fikcyjnej brytyjskiej gwieździe filmowej z lat 40., zatytułowany „You Thought I Was Dead, Didn't You?”, napisany specjalnie dla niej przez Stephena Wyatta i wyreżyserowany przez Sama Clemensa. Spektakl będzie grany w Waterloo East Theatre w dniach 19-22 listopada. Bilety są już dostępne.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS