WIADOMOŚCI
RECENZJA: Kin, National Theatre ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Paul T Davies recenzuje „Kin” w Teatrze Narodowym – spektakl stworzony przez dyrektora artystycznego Gecko, Amita Lahava.
Amit Lahav z zespołem. Fot. Malachy Luckie. Kin
National Theatre (Teatr Narodowy)
16 stycznia 2023 r.
4 gwiazdki
Spektakl zaczyna się od świętowania, muzyki i tradycji, a kończy na osobistych opowieściach wykonawców o losach migrantów. Główny wątek tej stworzonej przez Amita Lahava produkcji opiera się na historii jego babci i jej ucieczki przed prześladowaniami z Jemenu do Palestyny w 1932 roku. W dzieło wpleciono historie innych migrantów, tworząc wizualną narrację pełną strzępków dialogów w wielu językach i znakomitego teatru ruchu. To opowieść o druzgocących skutkach decyzji politycznych, o niszczonych życiach i tłamszonych kulturach, o ucieczce, przetrwaniu i drobnej złośliwości strażników granicznych. Inscenizacja nasycona jest semiotyką i znaczeniami, tworzącymi sugestywne obrazy sceniczne – uciśnieni mają na plecach wymalowane żółte pasy, lalki przywołują przodków, a papierosy stają się symbolami władzy. Choć momentami tempo jest wręcz szaleńcze, co sprawia, że przekaz staje się momentami trudny do uchwycenia.
Fot. Malachy Luckie
Mam świadomość, że jest to zabieg celowy, mający oddać chaos migracji oraz rutynę ciągłych zmian w dokumentach i wymaganiach. Czasami jednak nie jest jasne, czy śledzimy losy dwóch, czy trzech rodzin, co osłabia nasze emocjonalne zaangażowanie – trudno jest w pełni związać się z jednym bohaterem. Chwila ciszy mogłaby czasem wyrazić więcej niż tysiąc słów, jednak jesteśmy rzucani w kolejne sekwencje, z których niektóre wydają się nieco zbyt powtarzalne. Spektakl imponuje jednak współpracą z kompozycjami Dave’a Price’a, łączącymi tradycyjną muzykę z fragmentami ścieżek dźwiękowych, oraz oszczędną, lecz niezwykle skuteczną reżyserią światła. Szczególne wrażenie robi dryfujący reflektor, przypominający statki, które mijają migrantów, nie widząc ich i nie słysząc, a także światła skierowane prosto w widownię, jakby wywołujące nas do odpowiedzi.
Fot. Malachy Luckie
Cały zespół aktorski prezentuje się wyśmienicie, prowadząc nas do poruszającego finału – obrazu aż nazbyt znajomego z ekranów telewizyjnych i współczesnych debat publicznych, który uderza prosto w splot słoneczny. Wtedy też sens całości zyskuje ostrość: bez względu na kulturę czy wyznanie, do którego zostaliśmy przypisani, wszyscy jesteśmy rodziną – jesteśmy „kin”.
Spektakl grany do 27 stycznia 2024 r.
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności