WIADOMOŚCI
RECENZJA: Kiss Me, Kate, London Coliseum ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
douglasmayo
Share
Douglas Mayo ocenia produkcję „Kiss Me, Kate” Cole'a Portera w wykonaniu Opera North, którą można obecnie oglądać podczas limitowanej serii spektakli w London Coliseum.
Stephanie Corley jako Lilli Vanessi i Quirijn de Lang jako Fred Graham w „Kiss Me, Kate”. Fot.: Tristram Kenton Kiss Me, Kate
London Coliseum
20 czerwca 2018
4 gwiazdki
Zarezerwuj bilety Londyński West End tętni klasyką Broadwayu – w ciągu najbliższych dwóch tygodni na dwóch największych scenach stolicy, The Coliseum oraz London Palladium, goszczą aż dwie wielkie produkcje: Kiss Me, Kate oraz The King and I. Te arcydzieła, stworzone przez mistrzów gatunku – Portera oraz duet Rodgers i Hammerstein – zapowiadają prawdziwą ucztę dla melomanów. Spektakl Kiss Me, Kate w wersji Opera North miał swoją premierę wczoraj; to produkcja nierówna, ale warta uwagi. Ta historia typu „teatr w teatrze” opiera się na szekspirowskim „Poskromieniu złośnicy”. To klasyczny musical z genialnym librettem Belli i Sama Spewacków, przeplatany największymi hitami Portera, takimi jak Wunderbar!, So In Love, I Hate Men, Too Darn Hot, Always True To You In My Fashion czy Brush Up Your Shakespeare.
Cudownie było usłyszeć potężną, ponad 50-osobową orkiestrę Opera North pod batutą Jamesa Holmesa. Muzycy brawurowo wykonali iskrzące orkiestracje Davida Charlesa Abella i Seana Alderkinga, zrekonstruowane na podstawie oryginałów Roberta Russella Bennetta. Brzmienie było bogate, soczyste i nastrojowe – nic nie zastąpi energii tak licznego zespołu muzyków.
Obsada „Kiss Me, Kate”. Fot.: Tristram Kenton
Jo Davies i Ed Goggin zaproponowali bardzo tradycyjną, klasyczną inscenizację tego wielkiego musicalu. Dzięki minimalistycznej scenografii Colina Richmonda – wykorzystującej duże obrotowe moduły i malowane prospekty – akcja płynnie przenosi nas z widoku scenicznego na kulisy. Całość prawdopodobnie sprawdziłaby się lepiej w bardziej kameralnej przestrzeni; na ogromnej, niezwykle szerokiej scenie Coliseum inscenizacja momentami ginie, zwłaszcza że wiele zbiorowych scen skupiono w głębi sceny. Kostiumy Richmonda budzą mieszane uczucia, podobnie jak charakteryzacja – niektóre peruki wyglądają świetnie, inne sprawiają wrażenie zupełnie niedopracowanych.
Alan Burkitt jako Bill Calhoun i Zoë Rainey jako Lois Lane w „Kiss Me, Kate”. Fot.: Tristram Kenton
W „Kiss Me, Kate” wykorzystano nietypową, hybrydową obsadę łączącą świat opery i musicalu. W rolach Freda i Lilli wystąpili Quirijn de Lang i Stephanie Corley, którzy muzycznie wypadli bezbłędnie. Corley to „złośnica” idealna – jej determinacja, cięty język i jadowitość kruszeją w miarę rozwoju dramatów na scenie i poza nią. De Lang dysponuje pięknym, głębokim barytonem, jednak jego Fredowi zabrakło nieco rozmachu; tej aktorskiej szarży niezbędnej, by zrównoważyć energię dwóch ognistych postaci. Wrażenia nie poprawiał kostium Freda z pierwszego aktu – workowate spodnie przypominające wodery oraz dyskusyjna peruka.
Zupełnie inaczej wypadł duet Lois Lane i Billa Calhouna (Zoe Rainey i Alan Burkitt). Oboje śpiewali i tańczyli z niesamowitą pasją. Ich występy w drugim akcie – Always True To You In My Fashion oraz Bianca – były fenomenalne. Zawładnęli sceną i wywołali entuzjazm widowni, zbierając zasłużone owacje.
Stephane Anelli jako Paul oraz obsada „Kiss Me, Kate”. Fot.: Tristram Kenton
Dwaj niefortunni gangsterzy, grani przez Josepha Shoveltona i Johna Savournina, podają swoje kwestie z komediową precyzją, a ich numer Brush Up Your Shakespeare tuż przed finałem to czysta, humorystyczna przyjemność.
Na uwagę zasługują jeszcze dwie role: Aiesha Pease jako energiczna Hatty świetnie wykorzystuje każdą chwilę na scenie oraz niezwykły Stephan Anelli, którego Paul zdaje się czerpać z ducha Donalda O'Connora. Jego taniec i charyzma w Too Darn Hot są elektryzujące! Największym wyzwaniem dla tej produkcji jest samo miejsce – monstrualny kanał orkiestrowy tworzy ogromny dystans między aktorem a widzem. W operze nie jest to tak odczuwalne, ale przy scenach mówionych przepastność Coliseum staje się nieco przytłaczająca. Porównując Kiss Me, Kate z The King and I, widzowie zobaczą dwa skrajnie różne podejścia: operowo-musicalową hybrydę oraz czysty teatr muzyczny. Produkcja od Opera North błyszczy najbardziej wtedy, gdy akcja dzieje się na samym przodzie sceny – tylko tam energia obsady spotyka się z energią widowni, a musical naprawdę ożywa. Kiedy iskrzy, jest doprawdy „Wunderbar!”
Spektakle do 30 czerwca 2018
BILETY NA KISS ME KATE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności