Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Pinter Seven, Harold Pinter Theatre ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Paul T Davies ocenia Pinter Seven prezentowane w ramach sezonu Pinter at the Pinter

Martin Freeman i Danny Dyer w Pinter Seven. Fot.: Marc Brenner Pinter 7 Harold Pinter Theatre

6 lutego 2019

5 gwiazdek

Kup Bilety

Majestatyczny cykl krótkich form Pintera osiąga satysfakcjonujący punkt kulminacyjny w zestawieniu „Lekkiego bólu” i „Niemego kelnera”. To dwie jednoaktówki o zewnętrznych zagrożeniach i siłach niszczących rutynę codzienności, które składają się na Pinter 7. Media skupiły się głównie na duecie Danny'ego Dyera i Martina Freemana w „Niemym kelnerze”, co być może odciągnęło uwagę od tego, co dla mnie okazało się prawdziwym klejnotem sezonu – „Lekkiego bólu”.

Genialna reżyseria Jamiego Lloyda nawiązuje do pierwotnej formy słuchowiska radiowego. Spektakl zainscenizowano jako nagranie w studio, zaczynając od głosów pięknie modulowanych do mikrofonów, efektów dźwiękowych i muzyki. Stopniowo jednak aktorzy odchodzą od skryptów i mikrofonów, aż do samego, trzymającego w napięciu finału. Dla Flory i Edwarda to zwyczajny dzień, najdłuższy dzień w roku, a ich ogród tętni życiem. Osa uwięziona w marmoladzie staje się metaforą ich własnego uwięzienia – kim jest Sprzedawca Zapałek stojący przy ich tylnej bramce? Nie przy froncie, gdzie mógłby faktycznie coś sprzedać przechodniom, lecz z tyłu, gdzie stoi od tygodni bez względu na pogodę. Flora go zaprasza, Edward czuje się zagrożony, aż w końcu wpuszczają go do domu. Kogo i co on reprezentuje? Gemma Whelan i John Heffernan są wybitni jako para małżeńska; ona z nienagannym akcentem przywodzącym na myśl rodzinę królewską, on rozgorączkowany, lecz wykształcony, obnoszący się ze swoimi intelektualnymi pasjami.

John Heffernan i Gemma Whelan w Pinter Seven. Fot.: Marc Brenner

Cały sezon przypomniał nam, jak dowcipny potrafi być Pinter, a ta para bezbłędnie puentuje każdy żart. Ponieważ postać Sprzedawcy Zapałek jest niewidzialna, radość sprawia stopniowe odkrywanie jego opisu: „Wygląda pan na zgrzanego. Może zdejmie pan kominiarkę?”. Oczywiście, sytuacja gęstnieje, gdy Flora wspomina gwałt dokonany przez kłusownika i zastanawia się, czy to nie ten sam człowiek, a Edward przypomina sobie, że kiedyś wyglądał podobnie do handlarza, zanim osiągnął obecną pozycję. Być może postać ta uosabia uśpioną seksualność, która we Florze właśnie się budzi – jej wyliczanie nazw kwiatów w ogrodzie ocieka pod koniec soczystym erotyzmem. A może reprezentuje bezdomnych i to, co się dzieje, gdy zapraszamy obcych w nasze progi? Sprzedawca Zapałek to milczący prototyp włóczęgi Daviesa z „Dozorcy”. Lampka nagrywania gaśnie, ale sztuka trwa dalej, aż Flora zabiera Barnaby'ego (tak nazwała nieznajomego) na górę, a Edward pojawia się w stroju sprzedawcy zapałek. To mroczne, wciągające, genialnie zagrane widowisko godne najwyższych laurów.

„Niemy kelner” również nie zawodzi. W brudnej piwnicy płatni mordercy, Ben i Gus, czekają na kolejne zlecenie. W teatrze XX wieku dużo się czeka, a Ben i Gus to pinterowscy Vladimir i Estragon; ich Godotem jest szef, niewidoczny Wilson. Czekając na instrukcje, Gus zagląda do butów i znajduje puste pudełka po zapałkach, Ben czyta artykuły z gazety, spłuczka w toalecie szwankuje – wszystkie te drobiazgi codzienności uchwycono idealnie. Świetnym detalem jest pierwsza koperta podsunięta pod drzwi, która zawiera zapałki – to znakomite spoiwo dla obu sztuk. Instrukcje są im przesyłane windą kuchenną (tytułowym niemym kelnerem), ale okazują się... zamówieniami na jedzenie.

Duet aktorów tworzy doskonałą parę komediową. Martin Freeman odczytujący zamówienia jest przekomiczny – słowo „scampi” chyba nigdy nie wywołało takiej salwy śmiechu. Danny Dyer nieco porzuca wizerunek twardziela i gra pozornie bardziej wrażliwego Bena, który jednak pilnuje hierarchii i zmusza Gusa do działania. Jego kreacja jest momentami nieco zbyt manieryczna, ale idealnie pasuje do roli. Pojawia się wątek poprzedniego zlecenia, które poszło nie tak i w którym zginęła dziewczyna; bohaterowie zaczynają odnosić wrażenie, że są karani za ten błąd, gdy zamówienia na jedzenie stają się coraz bardziej absurdalne, a oni poświęcają własną herbatę i zapasy, by zadowolić „bogów” z góry. Przez skupienie się na komizmie, napięcie nieco ucierpiało – nie czuć tu silnego poczucia zagrożenia, a tempo tej wersji wydaje się szybkie, przez co spektakl sprawia wrażenie zbyt krótkiego. Niemniej jednak, Dyer i Freeman to świetnie dobrana para, która triumfalnie wieńczy ten sezon.

To bez wątpienia jedno z najważniejszych wydarzeń teatralnych ostatnich lat, prawdziwa okazja, by zobaczyć rzadko wystawiane dzieła Pintera. Aktorzy spisali się wspaniale, choć zastanawiałem się, czy mniejszy zespół nie wydobyłby z tych tekstów jeszcze więcej – chętnie zobaczyłbym, jak członkowie poprzednich obsad, tacy jak Russell Tovey, Tamsin Greig czy Maggie Steed, powracają w innych rolach. Ale rozpiętość talentów i jakość gry była oszałamiająca, a Jamie Lloyd potwierdził, że jest wybitnym interpretatorem Pintera. A to jeszcze nie koniec – „nieoficjalny Pinter 8”, czyli „Zdrada”, rusza już w przyszłym miesiącu!

KUP BILETY NA PINTER SEVEN

KUP BILETY NA BETRAYAL (ZDRADA)

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS