WIADOMOŚCI
RECENZJA: Soldiering On z cyklu Talking Heads ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Paul T Davies recenzuje Harriet Walter w „Soldiering On”, pokazywanym w ramach cyklu „Gadające Głowy” (Talking Heads) Alana Bennetta, dostępnym teraz w serwisie BBC iPlayer.
Harriet Walter w Soldiering On.
Można już oglądać na BBC iPlayer.
4 gwiazdki
Stoicyzm uchodzi za szczególną cechę brytyjskiego charakteru; jest często podziwiany, a „sztywna górna warga” uznawana jest za dowód siły. Jednocześnie wszyscy mamy dziś znacznie większą świadomość szkód, jakie wyrządza milczenie i brak umiejętności proszenia o pomoc. To żyzna gleba dla Alana Bennetta, a trudno o postać bardziej stoicką niż Muriel, którą poznajemy tuż po pogrzebie jej męża. Należąca do wyższych sfer, bywalczyni wiejskich posiadłości (wyobrażam sobie, że ma w domu całe stosy archiwalnych numerów „Horse and Hound”), jest wytworna w każdym calu. Gdy jej syn, Giles, nakłania ją do podpisania dokumentów, wydaje się, że zmarły Ralph zostawił jej pokaźną fortunę. Tyle że Giles to „niezły ziółko” i szybko wychodzą na jaw problemy z płynnością finansową oraz nietrafione inwestycje – za co winę ponosi prawdopodobnie właśnie on. Do tego dochodzi córka, Margaret, która wymaga stałej opieki i przebywa w specjalistycznym ośrodku. Kiedy pieniądze się kończą, Margaret trafia do „skromniejszej” placówki, która jednak okazuje się bogatsza w empatię. Tam rozkwita, a terapia pozwala jej ujawnić traumę z dzieciństwa – wykorzystywanie przez ojca. Podczas gdy Muriel na naszych oczach stopniowo się załamuje, Margaret wraca do zdrowia.
To przepiękna kreacja w wykonaniu Harriet Walter – powściągliwa i pełna godności, powoli krusząca serce widza i rzucająca wyzwanie przyzwyczajeniu do oceniania ludzi z wyższych sfer przez pryzmat uprzedzeń. Muriel jest nieustraszenie pogodna, dumna z faktu, że nie zapłakała publicznie na pogrzebie Ralpha, wybacza Gilesowi zrujnowanie jej jesieni życia i nie bardzo wie, co począć z wyznaniami Margaret, więc spycha emocje głęboko do wnętrza. W ostatniej scenie, w nadmorskim pensjonacie poza sezonem, gdzie całe dnie spędza przed telewizorem i nie widuje wnuków (bo ich widok tutaj sprawia Gilesowi przykrość), odmawia postrzegania siebie jako ofiary. Ona przetrwała. „Nie jestem tragiczną kobietą. Nie w tym typie”.
Reżyseria Marianne Elliott jest równie subtelna co gra aktorska. Kamera niemal unosi się w powietrzu, jakby czekała na pozwolenie, by podejść bliżej – a zgoda ta zostaje udzielona jedynie lekkim uniesieniem brwi lub rozejrzeniem się po otoczeniu. To wielki popis zespołu scenograficznego: kilka prostych, trafnych pociągnięć kolorem i odpowiednie rekwizyty wystarczą, by przenieść nas z wyrafinowanego salonu do nadmorskiej rzeczywistości, w której liczy się każde „przetrwanie”. Postawa Muriel może irytować, ale nie sposób nie współczuć kobiecie, która cierpi w imię źle rozumianego stoicyzmu.
Przeczytaj recenzję An Ordinary Woman, Her Big Chance i The Shrine
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności