Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Sunset Boulevard w wersji koncertowej, Curve Online ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

douglasmayo

Share

Douglas Mayo recenzuje koncertową wersję „Bulwaru Zachodzącego Słońca” Andrew Lloyda Webbera, udostępnioną online w ramach inicjatywy „At Home” teatru Curve Leicester.

Ria Jones jako Norma Desmond. Fot. Marc Brenner Sunset Boulevard w wersji koncertowej

Teatr Curve w Leicester – Stream dostępny już teraz

5 gwiazdek

Strona internetowa Curve Byłem pod ogromnym wrażeniem objazdowej inscenizacji „Bulwaru Zachodzącego Słońca” w reżyserii Nikolaia Fostera, która narodziła się w Curve w 2018 roku, a w której również wystąpili Ria Jones, Danny Mac i Adam Pearce. Restrykcje pandemiczne zmusiły twórców do rezygnacji z udziału publiczności i przeniesienia spektaklu do sieci. Foster wraz z zespołem zrezygnował z tradycyjnej scenografii, co przyniosło znakomity efekt – prezentując koncertową wersję musicalu Andrew Lloyda Webbera, zawiesili poprzeczkę dla teatralnego streamingu niezwykle wysoko. Od czasu pierwszego lockdownu w Wielkiej Brytanii w marcu ubiegłego roku, technika filmowania oraz transmisji czytań, koncertów i widowisk przeszła długą drogę. W przypadku „Bulwaru Zachodzącego Słońca” porzucono wszelkie konwencje koncertowych inscenizacji, tworząc w ich miejsce coś absolutnie niesamowitego. To prawdziwy przełom.

Molly Lynch (Betty) i Danny Mac (Joe). Fot. Marc Brenner

Ria Jones powraca jako Norma Desmond – gwiazda kina niemego, o której branża zapomniała z dnia na dzień po nadejściu ery dźwiękowej. Danny Mac wciela się w postać Joe Gillisa, scenarzysty potrafiącego wyczuć okazję. Adam Pearce gra Maksa, opiekuńczego kamerdynera skrywającego tajemnicę i czuwającego nad losem Normy, natomiast w rolę naiwnej Betty Sheaffer wciela się Molly Lynch. Cała obsada stwarza solidny fundament dla wizji Fostera, mimo wyzwań, jakie niesie ze sobą oszczędna, koncertowa produkcja.

Reżyseria Fostera oferuje nam filmowe niemal zbliżenia na postać Joe, dzięki czemu, gdy jako narrator przełamuje on czwartą ścianę, zwraca się bezpośrednio do widza w sposób nieosiągalny dla tradycyjnej produkcji scenicznej. Wykorzystano obie przestrzenie teatru Curve, łącząc je poprzez główną scenę. Akcja toczy się wszędzie: od tyłu balkonu, poprzez mosty oświetleniowe wysoko nad sceną, aż po studio, które zaadaptowano na sceny w drogerii Schwaba. Dzięki wielkiej obrotówce i ogromnemu systemowi oświetleniowemu w centrum, żaden kąt dostępnej przestrzeni nie pozostał niewykorzystany.

Adam Pearce (Max) i Danny Mac (Joe). Fot. Marc Brenner

Scenografia Colina Richmonda, projekcje Douglasa O'Connella i światło Bena Cracknella współpracują, tworząc hipnotyzującą przestrzeń dla nas, siedzących przed ekranami. To teatralna interpretacja hollywoodzkiego sound stage'u – i wygląda to fenomenalnie. Dźwięk Toma Marshalla jest bez zarzutu, a biorąc pod uwagę liczbę aktorów przemieszczających się po ogromnej przestrzeni, orkiestrę oraz nieprawdopodobną liczbę kamer, była to operacja o skali niemal militarnej. Widz w ogóle tego nie odczuwa, gdyż Foster i choreograf Lee Proud dbają o płynność akcji. To nie jest po prostu „teatr w kręgu”; to coś znacznie więcej. Kompozytor Andrew Lloyd Webber oraz autorzy tekstów Don Black i Christopher Hampton mogą być dumni z dynamiki muzycznej i klarowności libretta.

Obsada koncertowej wersji „Bulwaru Zachodzącego Słońca”. Fot. Marc Brenner

Jeśli chodzi o samą muzykę, partytura została pięknie opracowana przez Stephena Brookera i Chrisa Mundy'ego, a orkiestra – widoczna w orkiestronie z zachowaniem dystansu społecznego – brzmi wyśmienicie. Przepiękna, filmowa ilustracja muzyczna (słuchana przeze mnie w domu na pełny regulator) kilkakrotnie doprowadziła mnie do łez, gdy uświadomiłem sobie, co udało się osiągnąć w tej produkcji, ale też jak bardzo brakuje mi teatru na żywo.

Obsada „Bulwaru Zachodzącego Słońca”. Fot. Marc Brenner

Widziałem wiele różnych wersji „Bulwaru Zachodzącego Słońca”, z których każda miała swoje zalety, ale zamknięcie teatrów dla publiczności pozwoliło Fosterowi, jego ekipie i obsadzie na prawdziwe rozwinięcie skrzydeł. To bez wątpienia wielkie wydarzenie i nie zawaham się stwierdzić, że to najlepiej zrealizowany streaming, jaki widziałem w tym roku. Szkoda jedynie, że nie ma większej kontroli nad czasem emisji – w okresie przedświątecznym dzwonek do drzwi z kolejnymi dostawami rozbrzmiewał nieustannie podczas seansu. Irytujące, choć nieuniknione.

Na szczęście „Sunset Boulevard in Concert” będzie dostępny online aż do 9 stycznia 2021 roku, co da mi jeszcze kilka okazji, by do niego wrócić i znów go podziwiać.

 

 

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS