Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: Sunset Boulevard, Savoy Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

Libby Purves

Share

Nasza redakcyjna teatralna kocica, Libby Purves, recenzuje nową inscenizację „Sunset Boulevard” Andrew Lloyda Webbera w reżyserii Jamiego Lloyda na deskach Savoy Theatre.

Nicole Scherzinger w Sunset Boulevard

Savoy Theatre

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

„TO FILMY SIĘ POMNIEJSZYŁY”? Na pewno nie w inscenizacji Lloyda.

Dziwnie było oglądać to przedstawienie w podziemiach Savoy podczas wieczoru galowego, zaledwie tydzień czy dwa po tym, jak nasze lokalne centrum sztuki pokazało filmową wersję tej opowieści o utraconej sławie, urojeniach starości i morderstwie z 1950 roku: Gloria Swanson jako Norma Desmond, zapomniana megagwiazda w niszczejącej rezydencji w Hollywood, z martwym szympansem i Maxem – opiekuńczym, oddanym lokajem – żerująca na rozczarowanym scenarzyście Joe, by pomógł jej w powrocie na ekran. Ten film to legenda: sam Cecil B. DeMille zagrał w nim siebie. Musical Lloyda Webbera (libretto i teksty piosenek: Don Black i Christopher Hampton) gościł jakiś czas temu w ENO z Glenn Close, a obecna wersja to ultra-nastrojowe, multimedialne i monochromatyczne spojrzenie Jamiego Lloyda na tę historię.

     Sercem spektaklu (poza poniedziałkami) jest diwa totalna – Nicole Scherzinger. Nawet bez niebywałej pomysłowości reżysera, dawna liderka Pussycat Dolls jest gotowa zwalić każdego z nóg. W pewnym sensie ta surowa, oszczędna forma i nagłe zbliżenia twarzy na wideo w inscenizacji Lloyda stanowią idealną ramę dla tego ludzkiego wulkanu: czarna skrzynka sceny, dym, reflektory i okazjonalnie przemykający operatorzy kamer, wyświetlający gigantyczne, kilkunastometrowe twarze aktorów nad ich głowami. Nie ma tu wielkich schodów, właściwie w ogóle nie ma mebli, dopóki w 35. minucie posępny Max nie podaje zdezorientowanemu narratorowi i ofierze, Joe, jednego krzesła. Za to orkiestra pod batutą Alana Williamsa gra oczywiście z rozmachem, a muzyka jest zachwycająca. To Lloyd Webber zawieszony w połowie drogi między tęsknym romantyzmem „Upiora w Operze” a rockowym pazurem „School of Rock”.

   Joe w wykonaniu Toma Francisa jest odpowiednio oschły, rozczarowany i pełen wątpliwości wobec dawnej gwiazdy, a jednocześnie zahipnotyzowany jej obłąkańczą wiarą w siebie; Max Davida Thaxtona jest zaś należycie groźny. Obaj dysponują świetnymi głosami, a Francis w dowcipnej sekwencji filmowej po przerwie krąży korytarzami teatru i pojawia się na ekranie śpiewając na ulicy Strand, by dokończyć numer już na żywo, schodząc przez widownię. Pamiętajmy, że oryginał w założeniu był czarną komedią: można śmiać się z biednej Normy. Można by się tu doszukiwać branżowej mizoginii, ale po co?

David Thaxton (Max) i zespół. Fot.: Marc Brenner

Debiut młodej Grace Hodgett Young jako Betty, prawdziwej miłości i współautorki Joe, jest również godny uwagi: jej melodyjna słodycz stanowi świetny kontrapunkt dla szalonego, pięknego wrzasku Scherzinger. Zespół, miotający się po scenie jako aspirujący aktorzy w strojach treningowych, jest prowadzony choreograficznie raz radośnie, raz złowieszczo.

    Ale Scherzinger! Nieoszlifowany diament, groźne i nieokiełznane zjawisko, potężne wokalnie i dowcipne fizycznie. Widok Nicole śniącej o roli Salome, w dzikim, boso-nogim szale w czarnej jedwabnej halce, z burzą czarnych włosów, robiącej szpagat w powietrzu i wyjącej niczym nimfomańska bogini-pantera, to coś niesamowitego. A jednak momentami stoi nieruchomo niczym posąg, podczas gdy wokół toczą się losy młodych, co dodaje jej postaci nutkę patosu. Mimo tych wszystkich wspaniałych numerów, w których ona i jej dawny reżyser Max głoszą misję „dawania światu nowych sposobów na marzenia”, jej prawdziwą potrzebą jest uwielbienie ze strony „was wszystkich, wspaniałych ludzi tam w mroku”.

     Definitywnie odcina się od ducha Glorii Swanson: Lloyd nie zamierza ulegać retro-romantyzmowi i ubierać swojej Normy w turban i siwe loki. I słusznie. Tekst jasno wskazuje, że mimo gadania o przemijaniu, rzeczywisty wiek tej „starej wiedźmy”, opuszczonej przez 30 milionów oddanych fanów, to... około czterdziestki. Studenci Arts Ed siedzący przed nami westchnęli cicho na okrutną kwestię: „nie ma nic złego w byciu czterdziestolatką, chyba że grasz dwudziestolatkę”. Zatem rozwiane włosy i wysportowana sylwetka Scherzinger pasują tu idealnie.

    I choć zwykle przewracam oczami na nieuleczalną skłonność Jamiego Lloyda do popisywania się reżyserią bardziej niż obsadą, to gdy dotarliśmy do gorączkowych, chaotycznych finałowych scen biegania, krzyku, wymachiwania kamerami i ogólnej wściekłości, byłam w sumie zadowolona, że spędziłam te dwie i pół godziny tam w mroku, czując się wspaniale. Ceny biletów, nawiasem mówiąc, nie są najgorsze, biorąc pod uwagę, że widoczność jest niezła z każdego miejsca.

Spektakl grany do 6 stycznia 2024 r. w Savoy Theatre

.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS