Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Act, Trafalgar Studios ✭✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

The Act

Trafalgar Studios

7 marca 2014

5 gwiazdek

Wyobraźcie sobie aktora zdolnego ucieleśnić w jednej chwili Kennetha Williamsa, Davida Nivena, Rowana Atkinsona i Davida Tennanta. Artystę o nienagannym timingu komediowym, z autentycznym poczuciem bliskości i ciepła płynącego z prawdziwej więzi z publicznością, potrafiącego w mgnieniu oka przejść od lekkiego humoru przez ciętą obserwację aż po rozdzierający ból. Aktora, który tworzy teatr najwyższej próby. Takiego, który potrafi zaśpiewać znany utwór z polotem i nienagannie wyartykułowanym nowym tekstem. Aktora pełnego stylu i inteligencji.

Trudno o taki obraz?

W takim razie wybierzcie się na „The Act”, wystawiane obecnie w Trafalgar Studios 2, i dajcie się porwać popisowi Matthew Baldwina, który wraz z Thomasem Hescottem opracował ten utwór; Hescott odpowiada również za reżyserię.

To 70 minut teatralnego cudu. Sukces bezdyskusyjny.

To przejmujący, chwilami niemal bolesny spacer wśród „tulipanów” skrywających kolczasty temat dekryminalizacji homoseksualizmu w Wielkiej Brytanii i wszystkiego, co się z tym wiązało.

Tekst jest zręczny, błyskotliwy i pełen wrażliwości.

Główną oś narracji stanowi skrócona wersja przemówienia z Izby Lordów, rekomendującego zniesienie karalności. Baldwin i Hescott przeciwstawiają ten beznamiętny, intelektualny wywód o zmianie prawa serii scenek, które stanowią dla niego ostry kontrapunkt.

Mamy tu opowieść o szkolnej miłości i upokorzeniu – Baldwin snuje tę historię tak sugestywnie, z takim ciepłem i czułością, że aż trudno na to patrzeć. W życiu każdego z nas był pewnie taki moment: rodzące się i gwałtownie przybierające na sile uczucie, które ostatecznie zostaje odtrącone.

Zaglądamy też do świata ukrytych, kampowych klubów gejowskich, gdzie niepodzielnie rządzi „Księżna” o ciętym języku i oku do młodych talentów.

Pojawia się również brutalny wątek urzędnika państwowego, który traci głowę dla chłopaka z nizin społecznych (tzw. „rough trade”). Angażuje się bez reszty, daje z siebie wszystko, po czym zostaje zdradzony, szantażowany i postawiony przed sądem – a mimo to wciąż nie czuje nic poza miłością do swojego oprawcy. Niektóre z tych scen były tak surowe, tak prawdziwe, że momentami trzeba było przymykać oczy. Kunszt Baldwina okazał się bezbłędny.

W wyjątkowo przemyślanej sekwencji Baldwin odczytuje listy wysyłane przez urzędnika do kochanka. Są one żywe, szczere, przepełnione miłosnym cierpieniem. Gdy podczas procesu o sodomię bohater musi odczytać jeden z nich na głos, efekt jest niczym palenie żywcem. To przeszywająca, mistrzowska robota.

Są też sceny obrazujące płytkie, niespełnione życie „współczesnych” gejów – życie, które urzędnik i jemu podobni w ogóle umożliwili, a które w niczym nie przypomina ich własnej walki. Baldwin, z sarkazmem komentując dzisiejsze „związki”, problemy i błahostki „Nowych Super Gejów”, podsumowuje ich styl życia krótko: „Dla mnie to wszystko wydaje się dość bezkrwiste”.

W punkt.

To potężny kawałek teatru, medytacja nad losem homoseksualistów w Wielkiej Brytanii na przestrzeni ostatnich 50 lat. Całość podana jest jednak w formie idealnie przygotowanego rarytasu – taka jest siła talentu i olśniewających umiejętności Baldwina.

Wirtuozeria w czystej postaci.

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS