Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Black Book, Sargent Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

stephencollins

Share

Gabe Templin, Sean Borderes i David Siciliano w spektaklu The Black Book. Fotografia: Andrew Zeiter The Black Book

Teatr Sargent

17 października 2015

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety

„Skomplikowane. Zdezorientowane. Złożone.

Niepewne, co zrobisz za chwilę.

Napięcie. Presja. Stres.

Skrywanie tylu tajemnic, które czekają na wyznanie.

Gdy ten ciężar cię przytłacza...

Zaczynasz zadawać pytania.

Dlaczego? Kiedy?

Kiedy w końcu nadejdzie ta chwila?

Trzymam się tak długo, lecz twoje uczucia nie ustąpią.

Tylko jedna odpowiedź.

Czas... definiuje nas wszystkich.

Czy zwolnimy, czy pędzimy naprzód...

Niedługo będę...”

Wstaw własne ostatnie słowo. To wydaje się być przynajmniej jednym z wątków poruszanych w tej sztuce.

Oto „The Black Book”, niezwykły utwór współczesnej dramaturgii wystawiany obecnie poza Broadwayem w Teatrze Sargent. Sztuka, napisana i wyreżyserowana przez Phila Blechmana, jest swoistą odpowiedzią na niespodziewane samobójstwo jego kolegi z klasy; prace nad nią rozpoczęły się w 2007 roku, a premiera odbyła się w 2011.

W programie Blechman pisze o sztuce:

„(Sztuka) bada umysł szukający jasności na skraju załamania: wyzwalacze dysocjacyjnego zaburzenia tożsamości, tłumienie traumatycznych wspomnień i myśli samobójcze. Na początku może wydawać się myląca, podobnie jak sam temat chorób psychicznych. Jednak wspólnie możemy być może zrobić znaczący krok w stronę uzdrowienia szaleństwa.

Szachy to gra o doskonałej informacji i nieskończonych możliwościach, podobnie jak nasz sposób myślenia. Występuje tu 8 postaci, z których każda reprezentowana jest przez figurę szachową... (Króle, Hetmani, Skoczki, Goniec i Wieża). Siedzicie w sali na 64 miejsca – dokładnie tyle samo, ile jest pól na szachownicy.

Często umykają nam szczegóły. Ale szczegóły są ważne. Czasami ich dostrzeżenie i potraktowanie poważnie może przeważyć o wszystkim”.

Teatr Sargent to duszna, gorąca przestrzeń typu black box, choć fotele to stara szkoła wyblakłego pluszu, w których wygodnie spędzicie 90-100 minut, podczas których rozgrywa się akcja. Czy tego chcecie, czy nie, stajecie się częścią tego doświadczenia – niektóre dialogi kierowane są prosto do Was, aktorzy nawiązują z Wami kontakt wzrokowy. Jest to celowo dezorientujące i skuteczne. Na początku zastanawiacie się, czy naprawdę powinniście odpowiadać na pytania; z czasem dziękujecie losowi, że zadziałał u Was instynkt samozachowawczy.

I to może być właśnie sedno sprawy.

To dramat tak niepokojący, jak żaden inny, który widziałem w ostatnim czasie. Oddaje sprawiedliwość pierwszym trzem słowom wiersza przytoczonego powyżej, który stanowi centrum sztuki. Gdy spektakl się zaczyna, wierzymy, że zaginiony student poezji zostawił ten fragment swojej twórczości nowemu profesorowi w jego pierwszym dniu pracy. Poety nie ma na zajęciach, a profesor zaczyna się niepokoić.

Tyle że poeta mówi do publiczności, siedzi wśród niej i nie jest widziany przez profesora, nawet gdy stoi tuż przed nim i krzyczy. Zatem rzeczy nie są takie, jakimi się wydają.

I nigdy nie są.

Przyznaję bez bicia, że w trakcie trwania sztuki miałem mizerne pojęcie o tym, co się dzieje. Wynika to bez wątpienia z moich własnych ograniczeń, ale w swojej obronie powiem, że wątpię, by widzowie mieli z nabożną czujnością śledzić linię fabularną; częścią głównego zamysłu jest tu zaciemnianie obrazu i zwodzenie. Samobójstwo oraz jego przyczyny to nie są pojęcia jasne jak słońce.

Jednak w ciągu godzin, które upłynęły od obejrzenia spektaklu, gdy myśli i działania bohaterów przefiltrowały się przez moją świadomość, wszystko zaczęło nabierać sensu.

Istotnie, pod wieloma względami niedokończony wiersz mówi nam wszystko, co musimy wiedzieć.

Nie sposób jednak odmówić czystej przyjemności płynącej z pozostałych elementów: układanki spotkań, zagadki, czy u podstaw ewentualnego samobójstwa leży morderstwo; relacji między graczami; powodu, dla którego kilku mężczyzn nosi czerwone krawaty; kwestii tego, czy profesor nie widzi poety, czy też poeta nie może być tam, gdzie profesor; człowieka z pętlą na szyi, zastanawiającego się, czy wybrał odpowiednią gałąź; pozornie obłąkanej kobiety w kaftanie bezpieczeństwa uprawiającej nieustanny aktorski warsztat w stylu Tobiasa Fogga; autoagresji wspólnej dla tak wielu osób; pytania o to, kto kogo kocha, kiedy i dlaczego; znaczenia figur szachowych oraz tego, gdzie i kiedy są przemieszczane.

Co tak naprawdę oznacza szach-mat dla osoby pragnącej odebrać sobie życie? A może dla osoby, na której życie „dybie” samobójstwo?

Podczas tej dramatycznej uczty poruszane są wszystkie klasyczne tematy: kto cierpi bardziej – ten, kto odchodzi, czy ci, którzy zostają? Czy czas sprawia, że tragedia ma większy, czy mniejszy wpływ? Czy pamięć zmusza nas do działania podstępem? Czym właściwie jest rzeczywistość? Czy można nie żyć i wciąż myśleć? Jest tego znacznie więcej – ale sęk nie w tym, że te tematy są poruszane, ale w jaki sposób się to odbywa.

To dynamiczny, wymagający i trzymający w napięciu teatr dramatyczny. Konfrontuje nas z wieloma kwestiami, zwłaszcza jeśli znaliście kogoś, kto odebrał sobie życie. Są tu sekcje pełne lirycznego piękna i inne, ociekające ciętym sceptycyzmem. Czasami najłatwiej jest słuchać aktorów, zamiast na nich patrzeć, ponieważ tematyka uderza w bardzo czułe struny.

Scenografia Ann Beyersdorfer jest jednocześnie banalna i absolutnie doskonała. Szachownica początkowo irytuje, ale szybko widać, dlaczego się sprawdza. Poczucie uwięzienia, klaustrofobia w zwyczajnym otoczeniu, bycie stale obserwowanym, nigdy nie będąc całkiem samym – wszystko to zostało błyskotliwie oddane. Profesor może nie widzieć poety, ale kto widzi was? Projekt Beyersdorfer, niczym niespodziewany wulkan, oferuje znajomy krajobraz, który serwuje niekomfortowe, gorące niespodzianki.

Na spektaklu, na którym byłem, w główną postać Colina Archera wcielił się sam autor, gdyż aktor David Siciliano był niedysponowany. W większości przypadków połączenie reżysera, scenarzysty i aktora zwiastowałoby katastrofę, ale nie tutaj. Blechman robił wrażenie przez cały czas, w równej mierze angażując, co dystansując widza.

W obsadzie nie było nikogo, kto nie wykonałby wzorowej pracy; wszyscy z oddaniem dążyli do tego samego celu. Nie było tu gwiazdorzenia ani prymadonn: po prostu dobrzy aktorzy, dający z siebie wszystko, by ta trudna sztuka wybrzmiała w pełni. Szczególnie dobrzy byli Gabe Templin, Haley Dean i Joe Reece – każdy z nich na swój sposób musiał zmierzyć się z ekstremalnością swojej postaci i wyszedł z tego obronną ręką.

To rzecz niezwykła: nowa dramaturgia, która na pierwszy rzut oka i ucha wydaje się błaha, a wcale taka nie jest. Pochłania, mąci w głowie i oszałamia – ale przeplata ją poczucie ludzkiej wytrwałości, które fascynuje podczas spektaklu i zmusza do refleksji długo po ostatnim ukłonie.

Oświetlenie (Susannah Baron) i dźwięk (Christopher Marc) są inteligentne i stanowią tak samo integralną część tkanki dramatu, jak fragment wiersza.

Morderstwo, mnoga osobowość, wspólna żałoba, zazdrość, oburzenie i przytłaczające poczucie winy – to wszystko napędza ruchy figur szachowych. A późniejsze analizowanie tych ruchów i ich przyczyn... cóż, od tego właśnie jest martini!

Ogląda się wiele nowych sztuk. „The Black Book” jest lepsza od większości z nich; stanowi wyzwanie dla obsady, twórców i ekipy, ale spełnia podstawowy wymóg dobrego współczesnego dramatu: zmusza do myślenia, domagając się uwagi w trakcie i pozostając w głowie długo po zaspokojeniu tej ciekawości.

Skomplikowane. Zdezorientowane. Złożone.

I błyskotliwe!

Ach, gdybyśmy w Londynie częściej widywali tak interesujące nowe sztuki.

KUP BILETY NA SPEKTAKL THE BLACK BOOK W TEATRZE SARGENT

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS