Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The Boys In The Band, Park Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

pauldavies

Share

Zespół spektaklu The Boys In The Band. Zdjęcie: Darren Bell The Boys in the Band. Park Theatre (Przed trasą po Wielkiej Brytanii)

4 października 2016

4 Gwiazdki

Kup Bilety | Więcej Informacji

Sztuka The Boys in the Band autorstwa Matta Crowleya zajmuje szczególne miejsce w historii dramatu gejowskiego. Premiera na Broadwayu w 1968 roku (gdzie cieszyła się długim i owocnym sukcesem), na rok przed legendarnymi zamieszkami pod Stonewall, wyznacza początek ery nowoczesnej walki o równouprawnienie. Przez lata, ze względu na ukazaną w niej zinternalizowaną homofobię, nienawiść do samego siebie i złośliwość, tekst ten stracił na popularności wśród bardziej wyzwolonej publiczności. Widziałem tę sztukę na West Endzie w połowie lat 90. i uznałem ją wtedy za eksponat muzealny. Tym większe brawa należą się reżyserowi Adamowi Penfordowi oraz fantastycznej obsadzie za przywrócenie tego tytułu do kanonu. W kameralnej przestrzeni Park Theatre spektakl staje się szczerym portretem gejowskiego życia i czasów, w których ukrywanie własnej tożsamości było dla wielu jedyną strategią przetrwania.

Ian Hallard, John Hopkins, Greg Lockett i Daniel Boys w The Boys In The Band. Zdjęcie: Darren Bell

Michael urządza przyjęcie urodzinowe dla swojego przyjaciela Harolda. W prywatności mieszkania grupa gejów może być sobą – do czasu, gdy pojawienie się „heteroseksualnego” kolegi Alana rozbija tę alternatywną rodzinę Michaela. W drugiej połowie gospodarz zmusza wszystkich do udziału w niebezpiecznej i odkrywczej grze towarzyskiej, w której zdobywa się punkty za wykonanie telefonu do swojej jedynej, prawdziwej miłości i wyznanie jej uczuć. Ian Hallard jest znakomity jako Michael – początkowo ciepły i serdeczny, dopóki alkohol i rozgoryczenie nie każą mu uderzyć w życie i przyjaciół. Hallard genialnie zdziera kolejne warstwy pozorów, podczas gdy błędne koło nienawiści do samego siebie nabiera tempa. Wśród gości jest przesadnie kampowy Emory, grany z prześmieszną emfazą przez Jamesa Holmesa, który w drugim akcie dostarcza również wzruszających wspomnień o nieodwzajemnionej nastoletniej miłości. Jego odmowa stonowania swojej ekspresji to ukłon w stronę drag queens, które stawiły czoła policji w Stonewall Inn. Greg Lockett gra wrażliwego i zabawnego Bernarda, jedyną czarnoskórą postać, którą przyjaciele bez politycznej poprawności nazywają „The African Queen”. Nathan Nolan i Ben Mansfield są idealni jako Hank i Larry – para zmagająca się z rozwiązłością Larry'ego, lecz odkrywająca łączące ich uczucie podczas gry.

John Hopkins, James Holmes, Daniel Boys w The Boys In The Band. Zdjęcie: Darren Bell

Niczym u Moliera w Świętoszku, na wejście Harolda budowane jest wielkie napięcie (trwa to cały pierwszy akt). Kiedy w końcu się pojawia, Mark Gatiss okazuje się perfekcyjny zarówno pod względem charakteryzacji, jak i kreacji postaci. Z cyniczną precyzją punktuje miejsce osób homoseksualnych w hierarchii społecznej. Jest uszczypliwy, ironiczny i osaczający, wiedząc, że wszystko skończy się źle, choć przyjaźń przetrwa. Fenomenalnym momentem jest scena, w której mężczyźni, wolni od ocen zewnętrznego świata, żywiołowo tańczą w salonie, a nagłe pojawienie się Alana sprawia, że w ułamku sekundy wokół każdego z nich wyrastają mury szafy. Alan w wykonaniu Johna Hopkinsa to świetne studium człowieka dręczonego przez własne wyparte popędy, agresywnego i zamkniętego, który decyduje się takim pozostać do końca sztuki – to wielowymiarowa i mocna rola. Jack Derges wnosi fizyczność i komiczną naiwność jako Cowboy (urodzinowy „prezent”, który zjawia się zdecydowanie za wcześnie), będąc prawdopodobnie najszczęśliwszą postacią w całym dramacie. Daniel Boys błyszczy jako Donald – być może najtrudniejsza postać do zagrania, na początku lękowy i depresyjny. Jego milczenie i niezachwiana lojalność w drugim akcie są oddane przez Boysa perfekcyjnie, symbolizując siłę przetrwania przyjaźni.

Mark Gatiss i Jack Derges w The Boys In The Band. Zdjęcie: Darren Bell

Istnieje pewna tradycja sztuk o gejowskich przyjęciach, zapoczątkowana przez The Boys in the Band, kontynuowana przez My Night With Reg Kevina Elliota, Mother Clap’s Molly House Marka Ravenhilla, aż po tegoroczne Five Guys Chilling. W każdej z nich zagrożeniem dla środowiska jest AIDS (warto przypomnieć, że czterech aktorów z oryginalnej obsady The Boys in the Band zmarło na tę chorobę) oraz chemsex, niszczący społeczność równie mocno jak wirus HIV. (Chociaż Five Guys wiele by zyskało, gdyby miało tak głęboko nakreślone postaci, jakie oglądamy w Park Theatre). Obecna produkcja, z porywającą ścieżką dźwiękową i dopracowaną scenografią Rebekki Brower, z pietyzmem przywraca blask The Boys in the Band, ukazując to dzieło jako kameralne arcydzieło.

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ O TRASIE KONCERTOWEJ THE BOYS IN THE BAND

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS