Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

Od 1999 roku

Wiarygodne wiadomości i recenzje

26

lata

To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

Oficjalne bilety

Wybierz miejsca

  • Od 1999 roku

    Wiarygodne wiadomości i recenzje

  • 26

    lata

    To, co najlepsze w brytyjskim teatrze

  • Oficjalne bilety

  • Wybierz miejsca

RECENZJA: The House Of Mirrors And Hearts, Arcola Theatre ✭✭✭✭

Opublikowano

Autor:

douglasmayo

Share

Gillian Kirkpatrick jako Anna. Fot. Darren Bell The House Of Mirrors And Hearts

Arcola Theatre

8 lipca 2015

4 Gwiazdki

Zarezerwuj bilety Wejście do teatru na musical, o którym nie wie się absolutnie nic, to prawdziwy dreszczyk emocji. Jeszcze większą satysfakcję daje świadomość, że w obsadzie znalazły się wybitne talenty. Liczyłem więc na nie lada ucztę, odwiedzając Arcola Theatre podczas premiery „The House Of Mirrors and Hearts”. Z muzyką, tekstami i librettem autorstwa Eamonna O’Dwyera oraz scenariuszem Roba Gilberta, jest to nowy brytyjski musical, którego rozwój wsparła organizacja Perfect Pitch.

Pewna rodzina zostaje emocjonalnie roztrzaskana w wyniku tragicznego wypadku, w którym ginie mąż Anny – ojciec Lily i Laury. Ta ogromna strata rzuca cień na ich życie przez kolejne lata: Anna topi ból w alkoholu, a jej córki prowadzą chaotyczną egzystencję w świecie kłamstw i sekretów.

Graham Bickley i Gillian Kirkpatrick. Fot. Darren Bell

W tę domową matnię wkracza nowy lokator, Nathan, badacz twórczości zapomnianego poety. Jego pojawienie się staje się katalizatorem napięć, które narastają, aż świat bohaterek staje na krawędzi ostatecznego rozpadu.

Zdradzenie czegoś więcej byłoby psuciem zabawy przy tym inteligentnie skonstruowanym dramacie psychologicznym. Podobnie jak w dobrym kryminale, ogromną przyjemnością jest obserwowanie, jak fabuła rozwija się bez wcześniejszej znajomości zwrotów akcji.

The House Of Mirrors and Hearts to intensywny dramat rodzinny, który zyskuje dzięki kameralnej przestrzeni Arcola Theatre. Reżyser Ryan McBride dba o płynność akcji – aktorzy pojawiają się i znikają niczym lokatorzy dużego domu zajęci swoimi sprawami. Widz odnosi nieodparte wrażenie podglądactwa, obserwując rodzinę pędzącą ku samodestrukcji. Gillian Kirkpatrick jako osierocona Anna gra kobietę staczającą się w otchłań nieszczęścia, podejrzliwą i nieufną wobec własnych dzieci. To drastyczny kontrast wobec Anny, którą widzimy na początku spektaklu – to porównanie jest wstrząsające. Kirkpatrick tworzy tu potężną kreację, czego idealnym dopełnieniem jest komiczna katastrofa w utworze Something For The Pain. Relacja Anny z córkami stanowi kręgosłup tego musicalu; Kirkpatrick pozostaje surową nestorką rodu nawet w swoich najgorszych chwilach. To magnetyczna rola, a jej moment olśnienia w drugim akcie jest tak przejmujący, jak tylko można sobie wymarzyć.

Grace Rowe (Laura) i Molly McGuire (Lily) wcielają się w role córek Anny. Jak to rodzeństwo, obie są skrajnie różne.

Jamie Muscato i Molly McGuire. Fot. Darren Bell

Laura jest introwertyczna i cicha – to łagodna dusza naznaczona śmiercią ojca, której była świadkiem. Lily z kolei sprawia wrażenie zbyt dojrzałej jak na swój wiek; jest krzykliwa, epatuje seksualnością, ale pod tym pancerzem skrywa emocjonalne rany. Numer kończący pierwszy akt doskonale pokazuje nie tylko kunszt obu aktorek, ale też cementuje ich charaktery przed dramatycznymi zwrotami akcji w drugiej części.

Graham Bickley gra Davida, enigmatycznego lokatora, który staje się przewodnikiem dla Nathana i uświadamia mu, że w tej rodzinie nic nie jest takie, jakim się wydaje. Bickley emanuje scenicznym spokojem, a jego obecność jest tak precyzyjnie wyważona, że widz chłonie każdą minutę z jego udziałem. W utworach Little Bird oraz The Colour Of Death jego partie wokalne z córkami są zachwycające i zostawiają niedosyt.

Jamie Muscato jako Nathan to nieco nerdowaty, skrępowany młody badacz, szukający powiązań w pracach swojego przodka tam, gdzie być może ich nie ma. Nathan napędza akcję, a Muscato dzięki inteligentnemu podejściu do tej roli czyni postać intrygującą. Jest brakującym ogniwem – kimś, kto stabilizuje chwiejną dynamikę rodziny. Muscato to bez wątpienia przyszła gwiazda musicalu.

Jamie Muscato w The House Of Mirrors And Hearts. Fot. Darren Bell

W rolach młodych wersji Lily i Laury, Isabelle Doherty oraz Ella Doherty wypadają uroczo, przeplatając wspomnienia z teraźniejszością i nadając spektaklowi oniryczny klimat.

Scenograf i kostiumograf David Woodhead stworzył niesamowity, wielopoziomowy dom. Zadbano o detale – od pustych butelek po winie upchniętych w każdym kącie, po genialną współpracę z reżyserem światła Mattem Haskinsem, który mistrzowsko operuje odbiciami.

Kierownik muzyczny David Randall i jego trzyosobowy zespół (w aranżacjach Jo Cichonskiej) zapewniają precyzyjne tło dla domowego dramatu. Od bogatych melodii po ostre, dysonansowe brzmienia – sferę dźwiękową idealnie zestrojoną z akcją.

Mimo mojego zachwytu nad materiałem, spektakl wymaga jeszcze doszlifowania. Ten „diament w stanie surowym” po korektach mógłby uderzać z jeszcze większą siłą. Niektóre momenty zbiorowe wydawały mi się nieco niespójne, a skrócenie wstępu pozwoliłoby całości szybciej nabrać tempa.

Niemniej jednak, przyszłość brytyjskiego musicalu wydaje się bezpieczna. Wspaniale jest zobaczyć dzieło, które rezygnuje z formuły „jukebox musical” czy adaptacji filmu na rzecz oryginalnej historii.

Jeśli cenicie musicale w stylu Next To Normal, ten tytuł na pewno Was urzeknie. Jest mroczny, psychologiczny i zaskakujący. Spektakl The House Of Mirrors And Hearts jest grany w Arcola Theatre do 1 sierpnia 2015

Udostępnij artykuł:

Udostępnij artykuł:

Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter

Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.

Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności

OBSERWUJ NAS