WIADOMOŚCI
RECENZJA: Undetectable, King's Head Theatre w Londynie ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves recenzuje sztukę Toma Wrighta „Undetectable” w reżyserii Rikkiego Beadle’a-Blaira, którą można obecnie oglądać w King's Head Theatre w Londynie.
Lewis Brown i Freddie Hogan. Fotografia: Nick Rutter Undetectable
King's Head Theatre
18 lutego 2020 r.
4 Gwiazdki
REZERWUJ BILETY
Wspaniała, dwuosobowa sztuka młodego aktora, który stał się dramaturgiem, Toma Wrighta, powraca do tego teatru po udanym zeszłorocznym debiucie. To czysta przyjemność od początku do końca, ocierająca się o prawdziwą magię. W genialnie poprowadzonej przez Rikkiego Beadle’a-Blaira inscenizacji, spotkanie dwóch młodych, atrakcyjnych i skąpo – o ile w ogóle – ubranych mężczyzn w okolicach małżeńskiego łoża, przeradza się w żywy dialog, który jest zapowiedzią wielkiego talentu tego ciekawego, nowego głosu w świecie teatru.
Z duetu aktorów to Freddie Hogan wygrał los na loterii rolą Lexa – głównego inicjatora niemal wszystkich zdarzeń. Chwyta to wyzwanie z ogromnym entuzjazmem, prezentując oszałamiający wachlarz swoich umiejętności dramatycznych. Niezależnie od tego, czy polubimy jego postać, sama radość z oglądania tak profesjonalnego występu jest prawdziwą ucztą. Jego twarz jest niezwykle ekspresyjna, idealnie oddając każdy zwrot nastroju i tonu w tej świetnie napisanej roli. Znacznie trudniejsze zadanie stoi przed Lewisem Brownem, który musi zmierzyć się z dojmującym pesymizmem neurotycznego Bradleya, nieustannie gaszącego zapał Lexa. To, co właściwie łączy tych dwóch mężczyzn, pozostaje zagadką: mamy uwierzyć, że – prawdopodobnie za sprawą Lexa – zabiegali o swoje względy przez trzy długie, pozbawione seksu miesiące, zanim trafili do porządnej sypialni, w której ich zastajemy.
Freddie Hogan i Lewis Brown. Fotografia: Nick Rutter
Tak, w podejściu do seksu jest tu coś bolesnie staroświeckiego, a nawet osobliwego. Być może nie brzmi to do końca wiarygodnie, zwłaszcza biorąc pod uwagę ich przeszłość (do której jeszcze wrócę), ale w obliczu taranującej energii jednego i nieugiętych, niemal panieńskich odmów drugiego, w rzeczywistości nie ma to większego znaczenia. Jest to sztuka idei, w której mamy słuchać tego, „co” mówią, zamiast doszukiwać się dziur w fabule.
Zresztą, wszystko to traci na znaczeniu w obliczu prawdziwego punktu kulminacyjnego produkcji, którego nie znajdziemy wcale w miłosnym uścisku. O nie. Prawdziwe fajerwerki zapewnia idealne połączenie reżyserii Beadle’a-Blaira z jego własną, smukłą scenografią i pięknie skomponowaną ścieżką dźwiękową pełną klubowych rytmów, a wszystko to ożywione przez pedantycznie pomysłowe i idealnie wyważone światło Richarda Lamberta. Wskazówki dotyczące kluczowej roli światła w transformacji tego wydarzenia podsuwane są nam bardzo wcześnie, ale ostateczny efekt jest równie zdumiewający, co niespodziewany. (Brown powinien dziękować losowi za ten moment, bo to właśnie wtedy możemy zobaczyć, jak wiele ma nam do zaoferowania). Epizod, w którym chłopcy wychodzą poza swoją obecną mis-en-scène, to chwila, gdy teatralność spektaklu i ich postacie naprawdę nabierają pełnego wyrazu. Wtedy też my, jako widownia, w końcu zaczynamy czuć do nich sympatię – widzimy ich w działaniu, wyzwolonych z niekończącego się formatu pytań i odpowiedzi, odtwarzających formatywne doświadczenia ze sceny gejowskiej, pełnej hedonizmu i gorączkowej niepewności. Trzeba przyznać, że styl pisania przypomina nieco świat znany z „The Inheritance”, ale w uroczej miniaturze, co wcale nie ujmuje mu piękna.
Lewis Brown i Freddie Hogan. Fotografia: Nick Rutter
Jednak po 75 minutach spektakl dobiega końca, a widz wynosi z tego doświadczenia to, co uzna za stosowne. Ja osobiście ucieszyłem się na wieść, że reżyser i autor – których owocna współpraca zaczęła się od „My Dad’s Gap Year” w Park Theatre – pracują już nad kolejną sztuką. Czuć tutaj duszę trwającej dyskusji, która może potoczyć się w niemal każdym kierunku. „Gap Year” przegapiłem, ale sztuka jest wydana drukiem i na pewno ją przeczytam. Tymczasem nie czekajcie na to, co przyniesie przyszłość: idźcie zobaczyć to, co oferują teraz. To naprawdę coś wartościowego.
Spektakl grany do 7 marca w Kings Head Theatre.
REZERWUJ BILETY
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności