WIADOMOŚCI
RECENZJA: When We Have Sufficiently Tortured Each Other, National Theatre ✭✭
Opublikowano
Autor:
pauldavies
Share
Paul T Davies recenzuje sztukę „When We Have Sufficiently Tortured Each Other”, którą można obecnie oglądać w Teatrze Narodowym w Londynie.
Cate Blanchett. Fotografia: Stephen Cummiskey When We Have Sufficiently Tortured Each Other.
National Theatre.
24 stycznia 2019
2 Gwiazdki
Richard Eyre, były dyrektor artystyczny National Theatre, porównał kiedyś wyjście do teatru do seksu. Będę okropnie parafrazować, ale zasadniczo powiedział: „Pójście do teatru jest jak zbliżenie seksualne. Idziesz z wielkim wyczekiwaniem, a w większości przypadków kończy się rutyną. Czasami zdarzają się totalne klapy i katastrofy. Ale kiedy jest najlepiej, nigdy tego nie zapomnisz”. Mówił to w programie Channel Four zatytułowanym „Blow Your Mind; See a Show”, który zachęcał ludzi do odwiedzania teatrów. Niestety, mimo prowokacyjnych treści i epatowania seksualnością, ta sztuka to jedna z tych „klap”, a jedyną rzeczą, która zostanie tu „wyspana”, będą pieniądze z twojego portfela.
Cate Blanchett i Stephen Dillane. Fotografia: Stephen Cummiskey
Sztuka Martina Crimpa „When We Have Sufficiently Tortured Each Other, 12 Variations on Samuel Richardson’s Pamela” (podając pełny tytuł), rozgrywa się w garażu, w którym Mężczyzna i Kobieta (nie używają imion) spotykają się i odgrywają różne gry fabularne. W książkowym pierwowzorze do 15-letniej służącej (Pameli) przystawia się pan domu, namawiając ją na seks. Ona stawia opór, on ją uprowadza i zachęcany przez ochmistrzynię, panią Jewkes, próbuje ją zgwałcić, co mu się nie udaje. Po wielu zwrotach akcji uświadamiają sobie, że się kochają i biorą ślub. To niszowe źródło, a dzięki intelektualnej reżyserii Katie Mitchell odnosi się wrażenie, jakby spektakl był zamknięty w szklanej gablocie, gdzie uczestnicy są oddani grze, ale nic z emocji nie przenika na widownię. To dwie godziny (bez przerwy – choć to nie powstrzymało kilku osób przed wyjściem) nużącej do bólu nudy. Uwierzcie mi, ta dwójka niemal się nie zamyka. Scenografia Vicki Mortimer to wierna reprodukcja garażu, wraz z samochodem, do którego para wsiada, by uprawiać seks. Nie dość, że musi to być problematyczne pod kątem widoczności dla części publiczności, to jeszcze aktorzy odizolowani są jeszcze bardziej – a ponieważ byśmy ich nie słyszeli, para używa mikrofonów. Nie spodziewałem się zobaczyć kogoś trzymającego mikrofon podczas seksu w aucie, chyba że zostałem poważnie wprowadzony w błąd co do zasad doggingu.
Stephen Dillane i Cate Blanchett. Fotografia: Stephen Cummiskey
Są też plusy, głównie gra aktorska. W końcu to Cate Blanchett, jedna z najlepszych aktorek na świecie, która płynnie przechodzi między rolą służącej, pana, zmianą płci (płynność jest tu motywem przewodnim), wykazując się doskonałą kontrolą głosu i całkowitym oddaniem materiałowi. Stephen Dillane jako Mężczyzna początkowo wydawał się grać na pół gwizdka, zwłaszcza w rolach kobiecych, w których wydaje się mniej przekonujący, ale nabiera wyrazu w miarę postępu akcji. Parę obserwuje czterech podglądaczy, którzy również zostają wciągnięci w akcję, choć postacie te są dość słabe w odgrywaniu ról. Biedactwa więcej by zyskały, zostając w domu i oglądając „Sex Education” na Netfliksie. Coraz bardziej martwiłem się o Rossa (Craig Miller), który pomimo idealnych mięśni klatki piersiowej i „kaloryfera” na brzuchu, zostaje pobity przez Mężczyznę – na pewno nie był to wieczór przyjemnego baraszkowania, na jaki Ross liczył. Jednak o ile Blanchett nie jest w stanie tchnąć życia w tekst, o tyle znakomita Jessica Gunning jako pani Jewkes staje się jasnym punktem wieczoru. Jest puszysta – i wolno mi to powiedzieć, bo to element jej tożsamości – a przejmując mikrofon od głównych bohaterów, w fenomenalny sposób przejmuje scenę w stylu stand-upu. To zdecydowanie najciekawsza część sztuki i podobnie jak wymiana sił między mężczyznami w przypadku Rossa, jest to kolejny niedopracowany element scenariusza – chciało się więcej tych dwóch podglądaczy. Problemem w relacji głównych bohaterów jest to, że wszystko opiera się na zgodzie, nie ma o co grać, nie ma ryzyka – nigdy nie widzimy, jak ich relacja seksualna wyzwala ich lub ogranicza poza garażem.
Argumenty są interesujące, a Kobieta zdecydowanie ma tu silną pozycję. Program do spektaklu jest znakomity i być może temat ten lepiej sprawdziłby się jako dyskusja w gronie przyjaciół niż na scenie. Rok temu na tej samej scenie wystawiono „Johna” Annie Baker, który trafił na listy najlepszych sztuk wielu krytyków. Tutaj tak się nie stanie i mimo że mamy dopiero styczeń, tytuł „Najgorszej Sztuki Roku” jest już poważnie zagrożony. Z pewnością jest to „Największe Rozczarowanie”. Jeśli masz bilet, nie spodziewaj się „teatralnej Viagry”, ale ciesz się kunsztem aktorskim. Jeśli biletu nie masz – niektóre portale sprzedają je za 800 funtów, więc jeśli jesteś bogatym sadystą, to śmiało, droga wolna.
STRONA INTERNETOWA NATIONAL THEATRE
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności