WIADOMOŚCI
WYWIAD: „Good Grief” – list miłosny do teatru
Opublikowano
Autor:
Nikoletta
Udostępnij
W czasie, gdy widzowie stęsknili się za magią teatru na żywo, twórcy spektaklu „Good Grief” przygotowali dla miłośników sceny coś naprawdę wyjątkowego. Produkcja ta stanowi fuzję teatru i filmu, zachowując przy tym intymność kameralnego dwuosobowego dramatu.
Nikoletta Soumelidis rozmawia z Lorien Haynes i Natalie Abrahami – autorką i reżyserką tej nowatorskiej produkcji teatralnej w formie filmowej – o przyszłości teatru i reprezentacji kobiecych głosów w branży.
Obecna sytuacja może wydawać się przygnębiająca dla artystów, a jednak sztuka, która nie miałaby szans na wystawienie w świecie sprzed pandemii, rozkwita w samym środku chaosu. Jak doszło do powstania tego spektaklu? Lorien: Właśnie kończyłam pracę nad projektem „Everything I Want To Tell My Daughter About Men”, na który składało się 23 ujęcia wyreżyserowane przez 21 kobiet. Jedną z nich była producentka Amy Gardner. Amy nakręciła jedną z historii ze mną i Jonathanem Firthem. Zaczęła czytać inne moje teksty i zapytała: „Masz jakieś krótkie sztuki?”. „Good Grief” to sztuka trzyaktowa, ale zaczynała jako jednoaktówka. Mówiono mi, że nigdy nie powstanie, bo jest za krótka i muszę ją rozbudować do pełnego metrażu. Nigdy nie marzyłam, że ta jednoaktowa wersja dostanie szansę. Fakt, że nawiązano ze mną kontakt i przeniesiono to na platformę, był dla mnie całkowitym zaskoczeniem. To było po prostu cudowne. Natalie, mając tak unikalne doświadczenie w reżyserii teatralnej, operowej i filmowej, czym „Good Grief” różni się od „zwykłych” produkcji scenicznych czy filmowych? Natalie: Próby na Zoomie były pod pewnymi względami całkiem przyjemne. Byłam zdumiona, jak wielkie porozumienie i synergię udało nam się wypracować, ale bardzo trudno jest odtworzyć te niemal podświadome interakcje, które zachodzą twarzą w twarz. Przerwa na herbatę to przecież nieodłączny element procesu prób.
Skupienie na ekranie to nie to samo doświadczenie, co przebywanie w sali prób, więc bardzo doceniam to poczucie wspólnoty, które miałam z Lori, Sian i Nikeshem – praca z nimi była czystą przyjemnością. Sian wyłączała swój podgląd, więc Nikesh widział tylko ją, a ona tylko Nikesha.
Good Grief
Ustawiliśmy kamerę GoPro, żeby można było zobaczyć, jak biegamy w kółko jak kurczaki bez głowy. Myślę, że wszyscy obejrzeli już całego Netflixa, więc bardzo mi zależało, żebyśmy nie tworzyli czegoś, co próbuje go naśladować. Chcemy pokazać widzom spektakl, który mógłby odbywać się w teatrze. Bardzo zależało nam na zaangażowaniu publiczności, stąd tak teatralna estetyka i wszechobecne kartonowe pudła. To był list miłosny do teatru – musieliśmy przypominać ludziom, że jeszcze do niego wrócimy.
Ta sztuka była postępowa nie tylko pod względem produkcyjnym, ale także reprezentacji w świecie sztuki. Jak to jest być częścią zespołu zdominowanego przez kobiety i jakie są wasze doświadczenia z pracy w branży zdominowanej przez mężczyzn? Natalie: Zawsze czułam wsparcie zarówno ze strony mężczyzn, jak i kobiet w tej branży, i miałam wspaniałych mentorów wszystkich płci, ale nie sądzę, by istniała u nas pełna równość. Bardzo martwiłam się, czy po urodzeniu dzieci będę miała do czego wracać. Zmiany w kwestii reprezentacji dojrzewały długo i były naprawdę potrzebne. Mam nadzieję, że pandemia zmusiła ludzi do przyznania: „Słuchajcie, to musi się zmienić pod kątem równouprawnienia”. Kiedy wraz z Carrie pracowałyśmy w Gate Theatre, starałyśmy się promować dramaturżki i projektantki oraz wspierać kobiece zespoły, by przywrócić równowagę, ale oczywiście zawsze jest więcej do zrobienia. Lorien: Ostatnie dwa lata spędziłam przy projekcie z samymi reżyserkami. Jednym z założeń naszej produkcji było to, by co najmniej połowę ekipy stanowiły kobiety, co okazało się trudniejsze, niż można było przypuszczać, bo w technicznych zawodach jest ich po prostu mniej. Nie chcę uogólniać ze względu na płeć, ale podczas pracy w kobiecym gronie uderzył mnie brak konfliktów. Zauważyłam, że reżyserki współpracowały ze swoimi operatorkami w sposób bardzo partnerski. Platforma dołożyła wszelkich starań, by znaleźć silne kobiety do zespołu, jak Fin Oates czy Isobel Waller-Bridge, ale nie czułam, by działo się to „przeciwko” mężczyznom. To nie tylko kwestia płci, ale i charakteru. Pięknie było jednak obserwować przy filmie „Everything”, że każda osoba, która zrobiła swój pierwszy film, od razu chciała kręcić kolejny. Praca w przestrzeni, gdzie kobiety aktywnie się wspierają, okazała się bardzo owocna. Natalie na przykład mogła zrezygnować z mojej obecności jako autorki na próbach, a poprosiła, bym była na każdej z nich. Możliwość przeredagowania scenariusza i rozmowy z aktorami to luksus, za który jestem jej ogromnie wdzięczna. „Good Grief” to wspaniały przykład innowacji i współpracy w trudnym dla branży czasie. Jak widzicie nadchodzące zmiany w teatrze? Natalie: Zawsze uwielbiałam streamingi na żywo. Jako świeżo upieczona mama byłam za nie bardzo wdzięczna. Mam nadzieję, że teraz nie tylko duże sceny, ale i mniejsze teatry będą mogły z tego korzystać. Cudownie było oglądać „Crave” na głównej scenie Chichester Festival Theatre w domowych kapciach, czy „Sen nocy letniej” z RSC online. Motion capture, te wszystkie nowinki – to ogromna szansa i jestem ciekawa, w jakim kierunku to pójdzie. Lorien: Wyzwaniem jest to, że wciąż nie możemy normalnie grać. Jak ruszyć naprzód, nawet z dostępną szczepionką? Myślę, że teatr plenerowy to właściwa droga. Musieliśmy zacząć bardziej dbać o budżet i logistykę. Jesteśmy w sytuacji niemalże wojennej i tak powinniśmy to traktować. Mamy wybór: wyciągnąć lekcję, spróbować coś zmienić i walczyć o słuszne sprawy. Czy jest coś, co wciąż chciałybyście wypróbować na scenie w przyszłości? Lorien: Mój przyjaciel z L.A. prowadzi duży teatr Wallis Annenberg. Budują tam scenę plenerową na 100 miejsc z zachowaniem dystansu społecznego. Jest zainteresowany wystawieniem dłuższej wersji „Good Grief”. W jednoaktówce Adam reprezentuje relację partnerską, a Cat jest przyjaciółką i reprezentuje sferę przyjaźni. W dłuższej wersji pojawia się jej znacznie młodsza siostra, uosabiająca rodzinę w procesie żałoby. Chciałam stworzyć ten trójkąt, by pokazać hierarchię żalu i to, jak rodzina, przyjaciele i partnerzy radzą sobie ze stratą na zupełnie różne sposoby. Natalie: Uwielbiam to uczucie niepewności, czy coś w ogóle da się zrobić. W życiu prywatnym unikam ryzyka, ale w pracy szukam tego wyrzutu adrenaliny. Często mówię współpracownikom: „Powiedziałam wam już wszystko, co wiem o tym projekcie. Reszta to nasza wspólna droga do odkrycia”. To prawdziwa przygoda. Jeśli próbujesz stworzyć coś nowego, zawsze znajdą się elementy, które nie wyjdą. I to jest właśnie natura innowacji. „Good Grief” jest dostępne w streamingu na platformie ATG do 15 kwietnia. KUP DOSTĘP DO SPEKTAKLU GOOD GRIEF Przeczytaj naszą recenzję Good Grief.
Nikoletta Soumelidis jest czterojęzyczną aktorką i pisarką. W swoim dorobku ma role w „Richard Thomas’ Wrong Songs for Christmas” (National Theatre), „Always Again” (Old Red Lion Theatre) oraz „Sen nocy letniej” (Bush Theatre). Jako autorka współpracowała z Maktub Theatre, a jej pierwsza pełnowymiarowa sztuka „Spent” jest obecnie rozwijana we współpracy z Magnetic Island Theatre.
Udostępnij artykuł:
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności