WIADOMOŚCI
RECENZJA: A Chip In The Sugar, seria Talking Heads, iPlayer ✭✭✭✭
Opublikowano
Autor:
julianeaves
Share
Julian Eaves recenzuje Martina Freemana w monologu „A Chip in The Sugar” z cyklu „Talking Heads” Alana Bennetta, dostępnym teraz na BBC iPlayer.
Martin Freeman w „A Chip In The Sugar” (Talking Heads) A Chip in the Sugar Talking Heads, BBC iPlayer 4 gwiazdki Obejrzyj teraz Te monologi intrygują mnie o tyle, że nigdy nie mam pewności, o czym właściwie mają opowiadać. Tematyka jest tak szeroka, a jednocześnie tak skrępowana konwenansem i przewidywalna, że potok słów serwowany przez aktorów brzmi niekiedy jak lista zakupów pt. „standardowe elementy nijakiego życia”. Naprawdę nie rozumiem, w jaki sposób ma to angażować dramatycznie. Dlaczego miałyby nas obchodzić te banalne, ograne tropy życia klasy robotniczej czy niższej klasy średniej? Ale ulubioną metodą Alana Bennetta jest podanie nam na początek czegoś lekkostrawnego i mdłego, by zwabić nas do swojego świata pobłażliwym uśmieszkiem, by po chwili unieść brwi w geście zaskoczenia, obnażając brudne serce bijące w centrum każdej opowieści. Jeśli to jest wasz ulubiony sposób obcowania z teatrem, znajdziecie tu mnóstwo powodów do radości. W rękach tak wybitnego aktora jak Martin Freeman, poszczególne „głosy” Bennetta zyskują silnie zarysowaną osobowość, sprawiając, że konflikty dramatyczne wydają się niemal ostrzejsze niż na papierze. I tak jest w tym przypadku: Freeman doskonale czuje technikę gry przed mikrofonem i wie, jaką siłę ma głos wzmocniony przez telewizję. Operuje nim po mistrzowsku – zmienia tempo, rezonans i barwę, sprawiając, że każda fraza i każda sylaba tętnią życiem. Wyśmienicie przechodzi między rejestrem głowowym, gardłowym a piersiowym, niczym znakomity aktor radiowy, który musi osiągnąć wszystko wyłącznie poprzez subtelną manipulację głosem. Reżyser Jeremy Herrin, mając tak klasowego aktora, nie musi silić się na wyszukane filmowanie – mógłby zrobić więcej, ale świadomie z tego rezygnuje. Podczas gdy „idee” w tekście przeskakują z tematu na temat, głos pozostaje uwięziony w jednym miejscu. Jako zabieg egzystencjalny – o ile taki był zamysł – spaja to wszystkie miniatury, jednak naturalizm inscenizacji sprawia, że odbiera się to raczej jako przypadek niż celowy wybór artystyczny. Cóż, w Wielkiej Brytanii wciąż uważa się to za najbezpieczniejszy sposób serwowania dramatu. Ale to daleka od jedynej drogi, niezależnie od oczekiwań widzów. Przez ten dosłowny realizm i trzymanie się konkretnych lokalizacji trudniej dostrzec powiązania między poszczególnymi narracjami. Mozolne „wprowadzenia” do każdego kolejnego obrazu moralnej zgnilizny stają się przez to nieco powtarzalne. Do tego dochodzi trudność w określeniu, do kogo właściwie skierowana jest ta spowiedź czy relacja. Czy to ma znaczenie? Myślę, że tak. Porównajmy to choćby z serialem „Inside No. 9”. Tam każdy odcinek ma nadaną formę, która idealnie współgra z treścią, co nadaje każdej historii indywidualną siłę przekazu, pozostając jednocześnie częścią spójnej całości. To oszczędza czas i daje przestrzeń na inne rzeczy. Tymczasem Bennett zdaje się układać te (przyznajmy, niezwykle popularne) winiety w niemal identyczne opakowanie: to musi cieszyć tych, którzy lubią teatr bezpieczny, standaryzowany i niepokojący. Jeśli do nich należycie, polubicie to, ale jeśli nie... Jeśli w tych migawkach z życia przeciętniaków kryje się jakieś przesłanie, to brzmi ono tak: w społeczeństwie niewiele się zmieniło, odkąd Hollywood w latach 50. seryjnie produkowało filmy ku przestrodze. To dekada, która ukształtowała światopogląd pisarza i w której jego bohaterowie utknęli na zawsze, niczym owady w starym bursztynie. W krainie Bennetta każdy, kto wychyli się poza sztywne ramy porządnego życia, musi liczyć się z ostracyzmem. Niektórzy zostają przyłapani, inni unikają kary, ale na końcu miłe i bezpieczne granice podmiejskiego życia zawsze zostają przywrócone. Być może właśnie to poczucie społecznego ładu przyciąga publiczność Bennetta. Niewiele tu poza tym głębszych wglądów czy wizji, a już na pewno nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego wciąż tkwimy w świecie, który zniknął pół wieku temu. Gdy kraj pędzi ku nieznanemu w obliczu Brexitu, być może ludzie wierzą, że taka nostalgia w czymś pomoże. Nie pomoże, ale to nie zniechęci nikogo, kto nie ma się na czym innym oprzeć. Inne recenzje Talking Heads Przeczytaj naszą recenzję An Ordinary Woman Przeczytaj naszą recenzję The Shrine Przeczytaj naszą recenzję Soldiering On Przeczytaj naszą recenzję Her Big Chance Przeczytaj naszą recenzję The Outside Dog Przeczytaj naszą recenzję Bed Among The Lentils Przeczytaj naszą recenzję The Hand Of God Przeczytaj naszą recenzję Playing Sandwiches
Najlepsze wieści z brytyjskich teatrów prosto do Twojej skrzynki – zapisz się na nasz newsletter
Zyskaj pierwszeństwo w zakupie najlepszych biletów, dostęp do ofert specjalnych i najświeższe wieści prosto z West Endu.
Możesz wypisać się w dowolnym momencie. Polityka prywatności